Książka potrafi budzić bardzo skraje emocje. Jednych zachwyca, innych nudzi, oburza.
Staram się sprawdzać te tytuły, bo tak skrajne opinie wywołują rzeczy
"jakieś". I co wyszło z mojego sprawdzania Rooney? Że nie będę kochać,
ale rozumiem swoisty fenomen.
Dwóch braci w żałobie po ojcu. Starszy, prawnik, uwikłany w romans z
młodą dziewczyną i relację ze swoja pierwszą miłością. Młodszy,
szachista, lekko wycofany, zakochuje się w kobiecie starszej o ponad 10
lat, czyli robi tytułowe intermezzo- ruch, którego nikt
się po nim nie spodziewa (bo czy będzie szokować trzydziestolatek
romansujący z dwudziestką? Nie, za student zakochany w rozwódce lat
36? No właśnie...).
Akcja toczy się powili i zagęszcza dopiero w trzeciej, ostatnie części
powieści, gdy pewne sytuacji z przeszłości zyskują dopowiedzenie, a
bohaterowie (wreszcie) podejmują decyzje. Bo to trochę powieść o życiu i
świecie w zawieszeniu- niepewności własnych
uczuć, wadze osądów innych, wracaniu do wspomnień sprzed lat, życiu w
cieniu i blasku, o odległości (czasowej i fizycznej) i bliskości. To
bardzo trafna ocena współczesności. Zawieszenie burzy (a może przestawia
na nowe tory?) finałowa scena, która jest trochę
jak z filmu familijnego (spoiler: wszyscy spotykają się na turnieju
szachowym). Zakończenie dobre, z nadzieją. Tylko nie wiem, czy do
takiego prowadziło 500 stron... Czy to, co miało być niewygodne i
drażniące, można tak zamknąć?Czy coś, co miało być życiowe,
kanciaste, ludzkie (takie nam, rozedrganym niezdecydowanym ludziom lat
dwudziestych, bliskie), ma się kończyć jak komedia świąteczna.
500 stron. O jakieś 200 za dużo. Powtórzenia, które na moje ucho nie są
celowym zabiegiem, przeciągane opisy łóżkowe, pisanie ciągiem, które ma
dawać iluzję strumienia świadomości i bliskości myśli bohaterów, a i tak
w głowie dodajecie sobie myślniki, bo dialog
wyodrębnia się szybko i wcale nie jest tak zjednoczony z opisem jak
można się było spodziewać. Taki styl może mieć fanów, autorka daje
jasne, wręcz reżyserskie wskazówki, co mamy sobie wyświetlać w głowie.
Mnie ta narracja przez 2/3 książki męczyła.
Nie będę fanką Rooney, ale wiem, dlaczego. I wiem też, komu tę książkę
mogę polecić (a komu nie). Dlatego warto było przeczytać. I słuchać i fanów, i
przeciwników.
Sally, Rooney, Intermezzo. Przeł. Jerzy Kozłowski. Wyd. WAB Warszawa 2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz