środa, 18 lutego 2026

"Intermezzo" ruchy Rooney

 

Książka potrafi budzić bardzo skraje emocje. Jednych zachwyca, innych nudzi, oburza. 
Staram się sprawdzać te tytuły, bo tak skrajne opinie wywołują rzeczy "jakieś". I co wyszło z mojego sprawdzania Rooney? Że nie będę kochać, ale rozumiem swoisty fenomen.  

Dwóch braci w żałobie po ojcu. Starszy, prawnik, uwikłany w romans z młodą dziewczyną i relację ze swoja pierwszą miłością. Młodszy, szachista, lekko wycofany, zakochuje się w kobiecie starszej o ponad 10 lat, czyli robi tytułowe intermezzo- ruch, którego nikt się po nim nie spodziewa (bo czy będzie szokować trzydziestolatek romansujący z dwudziestką? Nie, za student zakochany w rozwódce lat 36? No właśnie...). 

 Akcja toczy się powili i zagęszcza dopiero w trzeciej, ostatnie części powieści, gdy pewne sytuacji z przeszłości zyskują dopowiedzenie, a bohaterowie (wreszcie) podejmują decyzje. Bo to trochę powieść o życiu i świecie w zawieszeniu- niepewności własnych uczuć, wadze osądów innych, wracaniu do wspomnień sprzed lat, życiu w cieniu i blasku, o odległości (czasowej i fizycznej) i bliskości. To bardzo trafna ocena współczesności. Zawieszenie burzy (a może przestawia na nowe tory?) finałowa scena, która jest trochę jak z filmu familijnego (spoiler: wszyscy spotykają się na turnieju szachowym). Zakończenie dobre, z nadzieją. Tylko nie wiem, czy do takiego prowadziło 500 stron... Czy to, co miało być niewygodne i drażniące, można tak zamknąć?Czy coś, co miało być życiowe, kanciaste, ludzkie (takie nam, rozedrganym niezdecydowanym ludziom lat dwudziestych, bliskie), ma się kończyć jak komedia świąteczna. 

500 stron. O jakieś 200 za dużo. Powtórzenia, które na moje ucho nie są celowym zabiegiem, przeciągane opisy łóżkowe, pisanie ciągiem, które ma dawać iluzję strumienia świadomości i bliskości myśli bohaterów, a i tak w głowie dodajecie sobie myślniki, bo dialog wyodrębnia się szybko i wcale nie jest tak zjednoczony z opisem jak można się było spodziewać. Taki styl może mieć fanów, autorka daje jasne, wręcz reżyserskie wskazówki, co mamy sobie wyświetlać w głowie. Mnie ta narracja przez 2/3 książki męczyła. 

Nie będę fanką Rooney, ale wiem, dlaczego. I wiem też, komu tę książkę mogę polecić (a komu nie). Dlatego warto było przeczytać. I słuchać i fanów, i przeciwników.
 
Sally, Rooney, Intermezzo. Przeł. Jerzy Kozłowski. Wyd. WAB Warszawa 2025 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz