Cynamonowa bibliotekara
środa, 9 września 2026
"Doggerland" i kierunki sukcesji
wtorek, 1 września 2026
"Co mozemy wiedzieć" o literaturze podwójnej książki
Książka z dwóch książek. O wartości tekstu i podejściu do niego. Próba spojrzenia na nas przez ludzi z przyszłości. Książka o badaczu, który czytając prywatne zapiski i tak nie dochodzi prawdy. Spojrzenie na Ziemię po katastrofie klimatycznej. Powieść o tym, że mimo zmian świata, w człowieku niewiele się zmienia.
To wszystko jest w tej książce. Ale, chociaż jest tu też pomysł i przez moment myślałam, że może to jedna z książek roku, ostatecznie nie oceniam jej tak wysoko. Oj, będą spojlery!
Pierwsza część to narracja z początku lat 20. XXII wieku. Thomas Metcalfe zastanawia się nad losami poematu, który czytany w 2014 r. i ślad po nim zaginął. W świecie po Zalewach naukowiec przeszukuje archiwa, czyta listy, maile i wpisy w mediach społecznościowych usiłując odtworzyć plan słynnej kolacji oraz losy podmiotu swoich badań, czyli poety Blundy'ego. W końcu trafia na ślad, gdzie może był ukryty rękopis.
Ta część książki to miks opowieści o świecie po apokalipsie, w którym upadły kraje, wyginęło wiele gatunków, a winę temu pokolenie z XXII w. przypisuje nam, ludziom, którzy nie zapobiegli katastrofie. Metcalfe jest literaturoznawcą, więc są tu prztyczki w kierunku humanistów i ścisłowców, a także opowieści o studentach, którzy nie są w stanie przeczytać książki mającej więcej niż 90 stron. l ci studenci wzniecają bunt. Nie chcą brać udziału w zajęciach o naszych czasach twierdząc, że nie obchodzi ich przeszłość tylko przyszłość. I ten moment był w książce najciekawszy. Zamknięcie na przeszłość i niechęć do uczenia się na błędach przeszłych pokoleń to coś, co od wieków się powtarza! Badacz, mając przy okazji różne perypetie sercowe, wyrusza na wyprawę, by odkryć rękopis. Ale w zabezpieczonej skrzyni znajduje coś, czego się nie spodziewał.
Tę część, gdy weszłam w rytm przenikania się współczesności i rekonstrukcji wydarzeń, czytało mi się bardzo dobrze. Jest tu sporo refleksji nad literaturą, pamięcią, historią i tym, co nas utrzymuje w ciągłości. Jest też ciekawość badacza, który chce lepiej poznać przeszłość. Jest w tym jakaś ogólna humanistyczna myśl, pragnienie zrozumienia świata i skrupulatność łączenia faktów.
Ale druga część książki pokazuje, że po pierwsze (jak mawiała witkacowska Anastazja) "kłamie się pisząc dziennik", po drugie literatura i życie nie zawsze idą w parze. Rękopis powieści biograficznej żony Blundy'ego: Vivian to historia, która mnie mniej ciekawiła. Ot, obyczajowa opowieść o kobiecie i jej chorym na alzheimera mężu, o romansach, układzie z Blundy'm. Znacznie więcej tu życia (w różnych czasem brutalnych, przykrych, toksycznych odsłonach) niż literackiej refleksji. I to mnie trochę rozczarowało. Nie to, jakimi ludźmi okazali się badani (bo zderzenie z prawdą zazwyczaj bywa bolesne), ale to, że rękopis był po prostu historią romansów, zdrad, opisanych dobrze, ale niczym się nie wyróżniającą.
Czy nasze czasy za sto lat będą dla kogoś złotą erą czy momentem przed upadkiem? O co oskarżą nas kolejne pokolenia? Czy zostanie po latach 1990-2040 literatura, która stanie się klasykiem? Co naprawdę wiemy o autorach z przeszłości? O tym, możemy podumać przy okazji tej historii. Ale nie ocaliłabym tej książki przed Zalewami, także dlatego, że życie literackie przyśpieszyło na tyle, że w czytaniu dziś o latach 20.XX w (a wtedy powstaje rękopis Vivian) widać np. brak refleksji nad AI w procesie pisania ( może nie powinnam jej wymagać po pokoleniu lat 50?). Bo to sztuczna inteligencja może zalać literaturę wcześniej niż występujące z brzegów oceany.
środa, 19 sierpnia 2026
"Iris" wciąga w historię
czwartek, 23 lipca 2026
"Trzy zagadki dla organizacji" i dużo więcej groteski
Przyznawać się! Kto chciał być tajnym agentem?
środa, 22 lipca 2026
"Król serce" po latach
"Czyż miłość nie jest formą nadziei?"
Ta
książka jest o miłości i o nadziei. O nadziei na miłość i o miłości
nadzieję tracącą. Dwa plany czasowe: przeszłość i teraźniejszość. W
przeszłości studenckie zauroczenie dziewczyny i dwóch chłopaków,
miotanie się serca, wchodzenie w kolejny etap życia po licencjacie,
decyzje i konsekwencje.
Przyznam,
że nie wpadłam w tę historie od razu, studenckie po(d)rywy i dyskusje o
literaturze, pewnie przez jakiś rodzaj powierzchowności i bycia dopiero
wstępem do całości nie wciągnęły. Ale im bardziej historia zaczęła się
skupiać na samej bohaterce, im bliżej jej wyborów stałam, pojawiło się
pytanie oczywiste dla takiej opowieści: co będzie dalej. A dalej był już
plan współczesny.
Mija
ponad 20 lat. Dziewczyna jest już kobietą, studentka anglistyk i jest
pisarką, jest też matką, żoną. W teraz losy jej i jej dawnej miłości
ponownie się połączą.
Część
współczesna odpowiada też na pytania o brakujące elementy z
przeszłości. Puzzle trafią w swoje miejsca i tworzącą całą, niełatwą
historię, która zaczyna się od studenckiego romansu, a zmienia w
opowieść o porzuceniu, budowaniu życia: rodziny i kariery, opowieść o
chorobie i o końcach świata.
Wydawca
pyta, czy pierwsza miłość może być ostatnią? Dla mnie to zupełnie nie o
tym. Dla mnie to historia kolejnych początków. Stawianych na nowo słów
i relacji. I nadziei, o której podczas jednego ze spotkań autorskich
mówi bohaterka.
Im
bliżej było końca tej historii, tym bardziej byłam ciekawa, co się
wydarzy, gdzie zaprowadzi mnie autorka i jakie rozwiązania zaserwuje
swoim bohaterom. Książka dość krótka, a jednak na tyle bogata w wypadki,
że nie można mówić za wiele, by nie odebrać autorce budowanych przez nią
zaskoczeń! Miało być wzruszająco i z nadzieją. Wzruszyć się aż tak nie
dałam, ale kibicuję pewnemu małemu chłopcu, który jest dla mnie
największym elementem nadziei niesionym przez tę opowieść. Nie
karcianym, nie listownym, a prawdziwym królem serce.
Znów
przypomniała mi się pani z osiedlowej wypożyczalni video, która wręczała
DVD ze słowami: "taki obyczaj". Taki obyczaj, ale chcę przeczytać
poprzednią powieść, by jeszcze bardziej poskładać puzzle.
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
Lily King. "Król serce". Przeł. Dominika Chylińska. Wyd. Znak. Kraków 2026.
czwartek, 9 lipca 2026
"Francesca i Nunziata". Kobiety. Włochy i makaron
Chociaż mogłabym codziennie jeść makaron, ale nie miałam pojęcia o sztuce jego wytwarzania. I m.in. o tym jest "Francesca i Nunziata", włoska saga, która zaczyna się w połowie XIX wieku, a kończy w latach 40 XX w.
.jpg)

.jpg)



