Czy prawdopodobieństwo jest ważne w opowieści?
Pytanie nurtowało mnie podczas lektury "Long Island", dalszej części
"Brooklynu". Minęło 20 lat od czasu gdy Eilis Lacey stała się panią
Fiorello i zaczęła w Ameryce życie żony, matki i księgowej. Jedna
informacja sprawiła, że kobieta postanowiła wyjechać do
rodzinnej Irlandii, pokazać dzieciom stary kraj i dać sobie czas na
decyzję. I tak, jak było w "Brooklynie", tu też znaczna część myśli
czytelnika zaprzątają pytania: co zrobili Eilis. Tym bardziej, że w
rodzinnym miasteczku czeka Jim, ten sam, który 20 lat
wcześniej sprawił, że Eilise zastanawiała się, czy wracać do Ameryki. I
jest jeszcze Nancy, przyjaciółka ze starej paczki, wdowa, marząca o
stabilizacji. I Jimie. Historia stara jak świat. Opowiedziana lekko,
dyskretnie. Może nawet zbyt naiwnie.
I na moje oko, mocno z męskiej perspektywy. Dawno nie miałam wrażenia,
że tylko facet mógł coś takiego wymyślić. Uwaga, spojlery!
Eilise, dowiadując się, że jej mąż będzie miał dziecko z inną, prawie
nie reaguje. Nie sugeruję, że jako żona Włocha ma rzucać talerzami.
Mówi, że dzieckiem się nie zajmie (na co naciska teściowa). Pakuje się i
jedzie do Irlandii. Czy to życiowe? Możliwe. Czy
historia przez ten cichy moment traci jakąś dynamikę? Tak. Jim przez 20
lat nosi w sobie wspomnienie pewnych wakacji i trwa w kawalerskim
stanie, choć Nancy jest blisko (romantyczne, bardzo! Życiowe - zwłaszcza
w latach 50-niezbyt). I gdy dawna miłość wraca,
plany snute z wdową po przyjacielu zaczynają się oddalać... Co zrobi
Eilise, Jim i Nancy?
To, czego się jednak po nich spodziewamy, bo to nie jest powieść o
szalonej odwadze życia, tylko o wielokrotnych powrotach. Ale gdzieś z
tyłu głowy miałam myśl, że ta historia jest odbiciem "Brooklynu", jednak
pozbawionym ryzyka, do którego przyzwyczaiła nas
bohaterka. Tu coś się dzieje, kiełkuje, ale (chociaż bohaterowie nie są
starzy), nie ma nerwu.
Ktoś powie, że w latach 50 go być nie powinno. Ktoś, że taka jest
poetyka tych historii lustrzanych. Zgodzę się. Ale będę mieć drapiące
poczucie, że nie do końca wierzę bohaterom.
Czekałam na dopowiedzenie "Brooklynu". Czytało się miło, ta trochę wyprana z emocji Eilise nie przemówiła mi do wyobraźni.
Colm Tóibín "Long Island". Przeł Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2025.

(1).jpg)


.jpg)

