Cynamonowa bibliotekara
piątek, 9 października 2026
"O objętości czasu 1". Obecność. Obojętność. Obcość
niedziela, 4 października 2026
"Na nogach" o wolności chodzenia
Chodzę szybko, robię duże kroki. Umiem chodzić (szybko) na obcasach. Uważam, że stres dobrze wytuptać. Lubię chodzić. Lubię zmierzać do celu i tak po prostu iść zupełnie inną drogą do jeszcze innego miejsca.
Agata Romaniuk zrobiła mi wielką przyjemność swoim literackim spacerem. Przechadza się (i przystaje)między historią, anatomią, modą,urbanistyką, przyrodą, literaturą. Każdy z 12 kroków tej książki jest osobnym reportażo-esejem na temat związany z chodzeniem. Jest więc o życiu piechura, wędrujących filozofach, Duńczykach przyglądającym się Włochom z balkonu, by sprawdzić, jakie funkcje powinny spełniać miasta i ich ulice. Jest o butach: półmetrowych koturnach renesansowych Wenecjanek, polskich trzewikach i sportowych wymarzonych przez ludzi w kryzysie bezdomności. Jest o wielkich marszach, pielgrzymkach i (nie)zwykłej włóczędze po lasach.O tym, jak skomplikowanym i wymagającym użycia wielu mięśni zadaniem jest chodzenie (naciągnęłam niedawno naprężacz powięzi szerokiej, dowiadując się jednocześnie o istnieniu tego mięśnia i jego roli w chodzeniu.) Jest o sztuce flanerowania, dwóch spojrzeniach spacerującego po Powiślu Wokulskiego i o wędrujących kobietach.
Romaniuk pisze o chodzeniu jako o sposobie na życie: o wyruszających w drogę podróżnikach, badaczach. Pisze o tych, którzy muszą chodzić, by wypełnić swój dzień. I o tych, dla których chodzenie jest wyrazem wolności. Bo coś w tym jest. Świadomość, że mogę iść gdzie chcę, stanąć i w dowolnym momencie zmienić trasę (i nie muszę się spieszyć!) jest jedynym z tych niezwykłych elementów wolności, których pewnie nie doceniamy. O tym jest ta książka. O chodzeniu. Wielu aspektach poruszania się i związanych z tym aspektów historycznych, społecznych. O tym, że zwykły spacer może być podróżą w przeszłość, albo momentem, gdy do głowy wpadnie najlepszy pomysł. O pierwszych krokach i dojściu do celu. O codziennej czynności, która wreszcie dostała refleksje i spojrzenie, na które zasługuje. A to wszystko opowiedziane z lekkością i erudycją (czyli drogą, którą zwykła chodzić autorka), uzupełnione garścią interesujących faktów i ciekawostek.
Mój profesor uważał, że w kraju dzieje się dobrze, gdy chodniki są tak równe i szerokie, że można po nich chodzić czytając. Nie namawiam do aż takiej odwagi, ale po lekturze "Na nogach" chodzenie nie jest już tak oczywiste i zwyczajne
I jeszcze jedno:czy ktoś pamięta piosenkę Fasolek: "Per pedes gnam, czyli na piechotę. Zawsze przystanę gdy mam ochotę, nigdy biletu nie potrzebuję, rozkładem jazdy się nie przejmuję". Brzmiała mi w głowie! Idę!
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
Agata Romaniuk, "Na nogach. Opowieści o chodzeniu". Wyd. Filia Literacka. Poznań 2026.
czwartek, 1 października 2026
"Muzyka. Wielka biografia" od wieloryba do AI.
"Jaki jest pierwszy stopień muzykalności?" Zapytali muzykolodzy, gdy zaczęłam do nich chodzić na specjalizację operologiczną. "Rozróżnić, kiedy grają, a kiedy nie".
środa, 9 września 2026
"Doggerland" i kierunki sukcesji
wtorek, 1 września 2026
"Co mozemy wiedzieć" o literaturze podwójnej książki
Książka z dwóch książek. O wartości tekstu i podejściu do niego. Próba spojrzenia na nas przez ludzi z przyszłości. Książka o badaczu, który czytając prywatne zapiski i tak nie dochodzi prawdy. Spojrzenie na Ziemię po katastrofie klimatycznej. Powieść o tym, że mimo zmian świata, w człowieku niewiele się zmienia.
To wszystko jest w tej książce. Ale, chociaż jest tu też pomysł i przez moment myślałam, że może to jedna z książek roku, ostatecznie nie oceniam jej tak wysoko. Oj, będą spojlery!
Pierwsza część to narracja z początku lat 20. XXII wieku. Thomas Metcalfe zastanawia się nad losami poematu, który czytany w 2014 r. i ślad po nim zaginął. W świecie po Zalewach naukowiec przeszukuje archiwa, czyta listy, maile i wpisy w mediach społecznościowych usiłując odtworzyć plan słynnej kolacji oraz losy podmiotu swoich badań, czyli poety Blundy'ego. W końcu trafia na ślad, gdzie może był ukryty rękopis.
Ta część książki to miks opowieści o świecie po apokalipsie, w którym upadły kraje, wyginęło wiele gatunków, a winę temu pokolenie z XXII w. przypisuje nam, ludziom, którzy nie zapobiegli katastrofie. Metcalfe jest literaturoznawcą, więc są tu prztyczki w kierunku humanistów i ścisłowców, a także opowieści o studentach, którzy nie są w stanie przeczytać książki mającej więcej niż 90 stron. l ci studenci wzniecają bunt. Nie chcą brać udziału w zajęciach o naszych czasach twierdząc, że nie obchodzi ich przeszłość tylko przyszłość. I ten moment był w książce najciekawszy. Zamknięcie na przeszłość i niechęć do uczenia się na błędach przeszłych pokoleń to coś, co od wieków się powtarza! Badacz, mając przy okazji różne perypetie sercowe, wyrusza na wyprawę, by odkryć rękopis. Ale w zabezpieczonej skrzyni znajduje coś, czego się nie spodziewał.
Tę część, gdy weszłam w rytm przenikania się współczesności i rekonstrukcji wydarzeń, czytało mi się bardzo dobrze. Jest tu sporo refleksji nad literaturą, pamięcią, historią i tym, co nas utrzymuje w ciągłości. Jest też ciekawość badacza, który chce lepiej poznać przeszłość. Jest w tym jakaś ogólna humanistyczna myśl, pragnienie zrozumienia świata i skrupulatność łączenia faktów.
Ale druga część książki pokazuje, że po pierwsze (jak mawiała witkacowska Anastazja) "kłamie się pisząc dziennik", po drugie literatura i życie nie zawsze idą w parze. Rękopis powieści biograficznej żony Blundy'ego: Vivian to historia, która mnie mniej ciekawiła. Ot, obyczajowa opowieść o kobiecie i jej chorym na alzheimera mężu, o romansach, układzie z Blundy'm. Znacznie więcej tu życia (w różnych czasem brutalnych, przykrych, toksycznych odsłonach) niż literackiej refleksji. I to mnie trochę rozczarowało. Nie to, jakimi ludźmi okazali się badani (bo zderzenie z prawdą zazwyczaj bywa bolesne), ale to, że rękopis był po prostu historią romansów, zdrad, opisanych dobrze, ale niczym się nie wyróżniającą.
Czy nasze czasy za sto lat będą dla kogoś złotą erą czy momentem przed upadkiem? O co oskarżą nas kolejne pokolenia? Czy zostanie po latach 1990-2040 literatura, która stanie się klasykiem? Co naprawdę wiemy o autorach z przeszłości? O tym, możemy podumać przy okazji tej historii. Ale nie ocaliłabym tej książki przed Zalewami, także dlatego, że życie literackie przyśpieszyło na tyle, że w czytaniu dziś o latach 20.XX w (a wtedy powstaje rękopis Vivian) widać np. brak refleksji nad AI w procesie pisania ( może nie powinnam jej wymagać po pokoleniu lat 50?). Bo to sztuczna inteligencja może zalać literaturę wcześniej niż występujące z brzegów oceany.
środa, 19 sierpnia 2026
"Iris" wciąga w historię
czwartek, 23 lipca 2026
"Trzy zagadki dla organizacji" i dużo więcej groteski
Przyznawać się! Kto chciał być tajnym agentem?



.jpg)

.jpg)
