
Czytelnik zaś musi się przyzwyczaić do tego, że bohater krąży między ciałami i między dniami akcji, to wymaga pewnego skupienia i wejścia w świat powieści oraz szybkiego rozróżnienia bohaterów. Ci są na szczęście kreowani dość charakterystycznie, ale na początku wielość postaci może przyprawić o zawrót głowy. Do sprawy morderstwa dochodzi jeszcze tajemnicza Anna i rzekomy przyjaciel, z którymi Aiden współzawodniczy w zawodach w detektywa. Jak ci ludzie łączą się z jego przeszłością i kim tak naprawdę jest- to kolejne zagadki tej powieści.
To, co mogę powiedzieć, to że takiej książki wcześniej nie czytałam. Gra z konwencją kryminału, tajemnicze postaci i sekrety ukrywane przez bohaterów jest rzeczywiście zaskakująca. Sama kryminalna intryga i jej rozwiązanie co prawda nie zrobiła aż takiego wrażenia, ale to pewnie dlatego, że w tej fabule jest bardzo dużo kulminacji i przebić to wszystko nie jest łatwo. Poza tym momentami podróże osobowościowe bohatera wydały mi się przegadane i zbyt rozwlekłe. W końcu kryminały Agaty miały ok 150 stron i to jest (albo raczej powinna być!) dla kolejnych pisarzy ważna wskazówka. Tu 500 stron to przede wszystkim zbudowany dość dokładnie świat przedstawiony, z miejscami, postaciami i siecią wzajemnych zależności, które ujawniają się w trakcie kolejnych dni. "Siedem śmierci..." to dla mnie nie tyle kryminał, co przede wszystkim eksperyment. Udany. I pokazujący jak wiele możliwości tkwi w konwencji kryminały, która jeszcze nie pokazał wszystkich twarzy.
To, co mogę powiedzieć, to że takiej książki wcześniej nie czytałam. Gra z konwencją kryminału, tajemnicze postaci i sekrety ukrywane przez bohaterów jest rzeczywiście zaskakująca. Sama kryminalna intryga i jej rozwiązanie co prawda nie zrobiła aż takiego wrażenia, ale to pewnie dlatego, że w tej fabule jest bardzo dużo kulminacji i przebić to wszystko nie jest łatwo. Poza tym momentami podróże osobowościowe bohatera wydały mi się przegadane i zbyt rozwlekłe. W końcu kryminały Agaty miały ok 150 stron i to jest (albo raczej powinna być!) dla kolejnych pisarzy ważna wskazówka. Tu 500 stron to przede wszystkim zbudowany dość dokładnie świat przedstawiony, z miejscami, postaciami i siecią wzajemnych zależności, które ujawniają się w trakcie kolejnych dni. "Siedem śmierci..." to dla mnie nie tyle kryminał, co przede wszystkim eksperyment. Udany. I pokazujący jak wiele możliwości tkwi w konwencji kryminały, która jeszcze nie pokazał wszystkich twarzy.
Stuart Turton, "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle". Przeł. Łukasz Praski. Wyd. Albatros. Warszawa 2019.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz