czwartek, 14 maja 2026

"Long Island" , czyli "Brooklyn" 20 lat później


Czy prawdopodobieństwo jest ważne w opowieści?


Pytanie nurtowało mnie podczas lektury "Long Island", dalszej części "Brooklynu". Minęło 20 lat od czasu gdy Eilis Lacey stała się panią Fiorello i zaczęła w Ameryce życie żony, matki i księgowej. Jedna informacja sprawiła, że kobieta postanowiła wyjechać do rodzinnej Irlandii, pokazać dzieciom stary kraj i dać sobie czas na decyzję. I tak, jak było w "Brooklynie", tu też znaczna część myśli czytelnika zaprzątają pytania: co zrobili Eilis. Tym bardziej, że w rodzinnym miasteczku czeka Jim, ten sam, który 20 lat wcześniej sprawił, że Eilise zastanawiała się, czy wracać do Ameryki. I jest jeszcze Nancy, przyjaciółka ze starej paczki, wdowa, marząca o stabilizacji. I Jimie. Historia stara jak świat. Opowiedziana lekko, dyskretnie. Może nawet zbyt naiwnie.
 
I na moje oko, mocno z męskiej perspektywy. Dawno nie miałam wrażenia, że tylko facet mógł coś takiego wymyślić. Uwaga, spojlery!
Eilise, dowiadując się, że jej mąż będzie miał dziecko z inną, prawie nie reaguje. Nie sugeruję, że jako żona Włocha ma rzucać talerzami. Mówi, że dzieckiem się nie zajmie (na co naciska teściowa). Pakuje się i jedzie do Irlandii. Czy to życiowe? Możliwe. Czy historia przez ten cichy moment traci jakąś dynamikę? Tak. Jim przez 20 lat nosi w sobie wspomnienie pewnych wakacji i trwa w kawalerskim stanie, choć Nancy jest blisko (romantyczne, bardzo! Życiowe - zwłaszcza w latach 50-niezbyt). I gdy dawna miłość wraca, plany snute z wdową po przyjacielu zaczynają się oddalać... Co zrobi Eilise, Jim i Nancy?
 
To, czego się jednak po nich spodziewamy, bo to nie jest powieść o szalonej odwadze życia, tylko o wielokrotnych powrotach. Ale gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że ta historia jest odbiciem "Brooklynu", jednak pozbawionym ryzyka, do którego przyzwyczaiła nas bohaterka. Tu coś się dzieje, kiełkuje, ale (chociaż bohaterowie nie są starzy), nie ma nerwu.
 Ktoś powie, że w latach 50 go być nie powinno. Ktoś, że taka jest poetyka tych historii lustrzanych. Zgodzę się. Ale będę mieć drapiące poczucie, że nie do końca wierzę bohaterom. 
Czekałam na dopowiedzenie "Brooklynu". Czytało się miło, ta trochę wyprana z emocji Eilise nie przemówiła mi do wyobraźni.


Colm Tóibín "Long Island". Przeł Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2025. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz