piątek, 6 marca 2026

"Brooklyn" taki obyczaj

 

Najpierw książka czy film?
Staram się najpierw czytać, ale nie zawsze wiem o literackim pierwowzorze. Tak było z "Brooklynem". Film obejrzałam kilka lat temu I, stosując nomenklaturę pani z dawnej osiedlowej wypożyczalni DVD/VHS (ktoś to jeszcze pamięta?) powiedziałabym " to taki obyczaj".
Fala zachwytów towarzysząca wznowieniu powieści Tóibína przekonała mnie do wyczekania na książkę w bibliotece i lektury.
I to też był "taki obyczaj". Przy czym nie jest to wcale określenie deprecjonujące, bo patrząc szerzej, większość wielkiej klasyki "to takie obyczaje" (Karenina, Austen, Bovary, W stronę Swanna).
W kontekście tej powieści obyczaje są o tyle istotne, że bohaterka staje na styku kultur. Irlandia lat powojennych.  Eilis decyduje się wyjechać z rodzinnego miasteczka do Brooklynu (właśnie: do, a nie: na), by tam szukać pracy i szczęścia. Początkowe dni spędzane w pracy, parafii i niezbyt okazałym pensjonacie zmieniają się w zwykłe i coraz barwniejsze życie, zwłaszcza gdy Eilis  zaczyna uczyć się sztuki rachunkowości i poznaje syna włoskich emigrantów. Ale, jak to w obyczaju, gdy wszystko idzie za dobrze musi się coś stać. I znów Eilis rusza w drogę, a potem musi zdecydować który kierunek ostatecznie wybierze. I te ostatnie części, gdy lepiej znamy bohaterów i przyglądamy się wyborom dziewczyny podobała mi się najbardziej. Było tu zderzenie światów, jakieś rozdarcie w bohaterce, napięcie dotyczące tego, jaką decyzję podejmie. Nie czekałam na ten wybór z zapartym tchem, bo z filmu pamiętałam zakończenie, zatem bardziej mogłam skupić się na pokazaniu tych rozterek i tworzeniu Eilis już nie tyle dorastającej, co dorosłej, biorącej odpowiedzialność za siebie i własne wybory. I jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, w tomie drugim, bo ta opowieść domaga się dopowiedzenia.

Jest w tej historii dużo powietrza. Miejsca na dowyobrażenie siebie ludzi, miejsc i sytuacji. Nie jest to narracja gęsta i przytłaczających, jest to płynąca opowieść o dorastaniu, siostrach i matce, o koleżankach z pensjonatu, o emigranckiej społeczności i wchodzeniu w nowe miejsce. O kontrastach ludzi, uczuć i miejsc. 
Czekam na ciąg dalszy, bo powieść mnie może nie zachwyciła aż tak, ale dała dużo dobrej lektury i zostawiła w miłym oczekiwaniu na ciąg dalszy. Czy nie o to chodzi w takim obyczaju? Zwłaszcza, gdy osadza się w bardzo konkretnym miejscu i czasie jak  powojenny Brooklyn.
 
 Colm Tóibín "Brooklyn". Przeł Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2009. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz