Najpierw książka czy film?
Staram
się najpierw czytać, ale nie zawsze wiem o literackim pierwowzorze. Tak
było z "Brooklynem". Film obejrzałam kilka lat temu I, stosując
nomenklaturę pani z dawnej osiedlowej wypożyczalni DVD/VHS (ktoś to
jeszcze pamięta?) powiedziałabym " to taki obyczaj".
Fala zachwytów towarzysząca wznowieniu powieści Tóibína przekonała mnie do wyczekania na książkę w bibliotece i lektury.
I
to też był "taki obyczaj". Przy czym nie jest to wcale określenie
deprecjonujące, bo patrząc szerzej, większość wielkiej klasyki "to takie
obyczaje" (Karenina, Austen, Bovary, W stronę Swanna).
W
kontekście tej powieści obyczaje są o tyle istotne, że bohaterka staje
na styku kultur. Irlandia lat powojennych. Eilis decyduje się wyjechać z rodzinnego miasteczka
do Brooklynu (właśnie: do, a nie: na), by tam szukać pracy i szczęścia.
Początkowe dni spędzane w pracy, parafii i niezbyt okazałym pensjonacie
zmieniają się w zwykłe i coraz barwniejsze życie, zwłaszcza gdy Eilis
zaczyna uczyć się sztuki rachunkowości i poznaje syna włoskich
emigrantów. Ale, jak to w obyczaju, gdy wszystko idzie za dobrze musi
się coś stać. I znów Eilis rusza w drogę, a potem musi zdecydować który
kierunek ostatecznie wybierze. I te ostatnie części, gdy lepiej znamy
bohaterów i przyglądamy się wyborom dziewczyny podobała mi się
najbardziej. Było tu zderzenie światów, jakieś rozdarcie w bohaterce,
napięcie dotyczące tego, jaką decyzję podejmie. Nie czekałam na ten
wybór z zapartym tchem, bo z filmu pamiętałam zakończenie, zatem
bardziej mogłam skupić się na pokazaniu tych rozterek i tworzeniu Eilis
już nie tyle dorastającej, co dorosłej, biorącej odpowiedzialność za
siebie i własne wybory. I jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, w
tomie drugim, bo ta opowieść domaga się dopowiedzenia.
Jest
w tej historii dużo powietrza. Miejsca na dowyobrażenie siebie ludzi,
miejsc i sytuacji. Nie jest to narracja gęsta i przytłaczających, jest
to płynąca opowieść o dorastaniu, siostrach i matce, o koleżankach z
pensjonatu, o emigranckiej społeczności i wchodzeniu w nowe miejsce. O
kontrastach ludzi, uczuć i miejsc.
Czekam
na ciąg dalszy, bo powieść mnie może nie zachwyciła aż tak, ale dała
dużo dobrej lektury i zostawiła w miłym oczekiwaniu na ciąg dalszy. Czy
nie o to chodzi w takim obyczaju? Zwłaszcza, gdy osadza się w bardzo
konkretnym miejscu i czasie jak powojenny Brooklyn.
Colm Tóibín "Brooklyn". Przeł Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2009.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz