czwartek, 26 marca 2026

"Znikająca księgarnia pod kwitnącą wiśnią" o zapisanych słowach

 

"Zapisując po prostu w książce słowo "wieczność", można stworzyć nieskończoną przestrzeń czasu, a słowo "nieskończoność" usuwa wszelkie granice. Słowa mają ogromną moc."
 
Jestem wielbicielką słów. Wierzę w ich moc stwarzania i burzenia. W trwanie "wieczności" i mgnienie "momentu". 
 
Pewnie dlatego książki, w których pojawia się moc słów i opowieści mają u mnie punkty na wejście. "Znikająca księgarnia pod kwitnącą wiśnią " jest miejscem niezwykłym, gdzie trafiają ludzie czytający tę samą książkę co księgarka i mogą spotkać się z kimś z przeszłości. Spotkanie przynosi ulgę, nadzieje, utulenie. A czytana książka (np. „Mały Książę” lub „Piotruś Pan” jest też dodatkowym kontekstem do opowieści o stracie, chorobie, dorastaniu i braku wsparcia.
 
Jak to bywa w japońskich comfort bookach mamy tu poruszone tematu trudności życia, ale bez ich nadmiernego eksplorowania, autor skupia się na tym, co dobrego może wynieść z doświadczenia bohater i czytelnik, daje nadzieję i otuchę. Nie obiecuje, że będzie łatwo, ale że czas (a może i literatura) pomogą w zmaganiach z życiowymi wyzwaniami. 
 
Cztery historie, które łączy tajemnicza księgarnia. Postaci w różnym wieku, z problemami swoich lat i niosący też problemy innych. Tym co wyróżnia tę książkę są ostatnie strony, w których pojawiają się świat literatury, magia postaci, która może być jednocześnie matką, córką i kimś jeszcze innym. Na tych stronach, kiedy autor tworzy książkę w książce daje o sobie znać ten rodzaj napięcia, który część czytelników (w tym ja) bardzo lubią: gra z tekstem, bohaterem i zwielokrotnienie światów, które są kolejnymi warstwami opowieści. I za to duży plus. Mały minus za styl, który momentami sili się na poetyckość (niepotrzebnie).
 
Gdy wiele się dzieje czytam mniej i chętnie sięgam po książki, które dają spokój. Ta książka go daje, jest literaturą typową wytchnieniową, która pozwala uspokoić myśli i po raz kolejny uwierzyć w moc słów. A przy okazji zainteresować też literaturą japońską, bo chce się googlować tytuły książek, które otwierają bohaterom bramy księgarni.
 
Za książkę dziękuję Wydawnictwu.  
 
 Takuya Asakura "Znikająca księgarnia pod kwitnącą wiśnią ". Przeł Anna Hikiert-Bereza. Wyd.  Harper Collins Polska.  2026

piątek, 6 marca 2026

"Brooklyn" taki obyczaj

 

Najpierw książka czy film?
Staram się najpierw czytać, ale nie zawsze wiem o literackim pierwowzorze. Tak było z "Brooklynem". Film obejrzałam kilka lat temu I, stosując nomenklaturę pani z dawnej osiedlowej wypożyczalni DVD/VHS (ktoś to jeszcze pamięta?) powiedziałabym " to taki obyczaj".
Fala zachwytów towarzysząca wznowieniu powieści Tóibína przekonała mnie do wyczekania na książkę w bibliotece i lektury.
I to też był "taki obyczaj". Przy czym nie jest to wcale określenie deprecjonujące, bo patrząc szerzej, większość wielkiej klasyki "to takie obyczaje" (Karenina, Austen, Bovary, W stronę Swanna).
W kontekście tej powieści obyczaje są o tyle istotne, że bohaterka staje na styku kultur. Irlandia lat powojennych.  Eilis decyduje się wyjechać z rodzinnego miasteczka do Brooklynu (właśnie: do, a nie: na), by tam szukać pracy i szczęścia. Początkowe dni spędzane w pracy, parafii i niezbyt okazałym pensjonacie zmieniają się w zwykłe i coraz barwniejsze życie, zwłaszcza gdy Eilis  zaczyna uczyć się sztuki rachunkowości i poznaje syna włoskich emigrantów. Ale, jak to w obyczaju, gdy wszystko idzie za dobrze musi się coś stać. I znów Eilis rusza w drogę, a potem musi zdecydować który kierunek ostatecznie wybierze. I te ostatnie części, gdy lepiej znamy bohaterów i przyglądamy się wyborom dziewczyny podobała mi się najbardziej. Było tu zderzenie światów, jakieś rozdarcie w bohaterce, napięcie dotyczące tego, jaką decyzję podejmie. Nie czekałam na ten wybór z zapartym tchem, bo z filmu pamiętałam zakończenie, zatem bardziej mogłam skupić się na pokazaniu tych rozterek i tworzeniu Eilis już nie tyle dorastającej, co dorosłej, biorącej odpowiedzialność za siebie i własne wybory. I jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, w tomie drugim, bo ta opowieść domaga się dopowiedzenia.

Jest w tej historii dużo powietrza. Miejsca na dowyobrażenie siebie ludzi, miejsc i sytuacji. Nie jest to narracja gęsta i przytłaczających, jest to płynąca opowieść o dorastaniu, siostrach i matce, o koleżankach z pensjonatu, o emigranckiej społeczności i wchodzeniu w nowe miejsce. O kontrastach ludzi, uczuć i miejsc. 
Czekam na ciąg dalszy, bo powieść mnie może nie zachwyciła aż tak, ale dała dużo dobrej lektury i zostawiła w miłym oczekiwaniu na ciąg dalszy. Czy nie o to chodzi w takim obyczaju? Zwłaszcza, gdy osadza się w bardzo konkretnym miejscu i czasie jak  powojenny Brooklyn.
 
 Colm Tóibín "Brooklyn". Przeł Jerzy Kozłowski. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2009.