środa, 19 sierpnia 2026

"Iris" wciąga w historię

 

Czasami trzeba książki, która wciąga. Tak bardzo, że wyczekuje się  chwili, by wrócić do świata z powieści, a statystyki godzin spędzanych przed ekranem wyraźnie spadły (na dzień lub dwa, ale zawsze).

Urlopowo wciągnęła mnie "Iris", pierwsza część nowej serii i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, jakie losy siostrom zaserwuje Eleanor Buchanan w kolejnych częściach.

W latach 30. na skutek klątwy 4 siostry opuściły posiadłość w Szkocji i ruszyły w świat. Poznajemy jednak nie tylko ich losy, ale także dzieje ich późniejszych krewnych, bo druga linia czasowa to współczesność.

I choć klątwa i pierścienie, który otrzymała każda z sióstr mają w sobie coś magicznego to mamy przede wszystkim wartką opowieść z elementami historii i przygody, a nie fantastykę.

W części historycznej poznajemy Iris najstarszą siostrę, która by ratować rodzinę rusza statkiem na Cejlon na poszukiwanie wuja. Ponieważ podróżuje jako dama do towarzystwa bogatej damy będą tu eleganckie przyjęcia, tajemnice, ale też podróże po Australii, przygody i oczywiście miłość. 
W części współczesnej Roz jedzie z Antypodów do Europy, znajduje w londyńskim antykwariacie obraz szkockich skał, a potem chce poznać ich historię. 

Dwa przenikające się plany czasowe, tajemnice, drżenia serc, stare listy i fotografie. Czyli to, co ciągnie do takich opowieści. Autorka bardzo sprawnie łączy wątki i pisze tak, że na "jeszcze tylko jednym rozdziale" się nie kończy. Czy trójkąty miłosne są przewidywalne? Tak. Czy losy Roz byłyby równie wciągające bez obarczania dziewczyny tragiczną przeszłością i ojczymem zbrodniarzem? Tak. Czy czekam na kolejny tom? Tak! Bo to jest taki rodzaj powieści, przy którym wciąga historia, bohaterom się kibicuje, a Australia czy szkockie wybrzeże dodają sporo do klimatu opowieści, który jest w takich historiach bardzo ważny. I teraz trzeba czekać na ciąg dalszy, bo już zarysowane wstępnie losy sióstr Iris zapowiadają po prostu wciągające powieści. 

Czy nadużywam słowa: wciągające? Świadomie. Bo to jest właśnie tak konstruowana powieść:by zająć myśli czytelnika i dać mu różne emocje, widoki i wątki (nie zawsze rozbudowane, bo są tu dwie osie czasu i łączniki zatem niektóre sytuacje mogą wydarzać się zbyt szybko, ale to też buduje ten wciągający świat, do którego będzie się chciało wrócić). 
Dawno już nie czytałam powieści z dwoma planami czasowymi i łączącymi je wątkami, a "Iris" przypomniała mi, że to jest bardzo wdzięczny schemat. I oczywiście: wciągający! 
 
Eleanor Buchanana. "Iris". Przeł. Marta Czub. Wyd. Książnica. Warszawa 2026.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz