Czasami trzeba książki, która wciąga. Tak bardzo, że wyczekuje się chwili, by wrócić do świata z powieści, a statystyki godzin spędzanych
przed ekranem wyraźnie spadły (na dzień lub dwa, ale zawsze).
Urlopowo wciągnęła mnie "Iris", pierwsza część nowej serii i nie
ukrywam, że jestem bardzo ciekawa, jakie losy siostrom zaserwuje Eleanor
Buchanan w kolejnych częściach.
W latach 30. na skutek klątwy 4 siostry opuściły posiadłość w Szkocji i
ruszyły w świat. Poznajemy jednak nie tylko ich losy, ale także dzieje
ich późniejszych krewnych, bo druga linia czasowa to współczesność.
I choć klątwa i pierścienie, który otrzymała każda z sióstr mają w sobie
coś magicznego to mamy przede wszystkim wartką opowieść z elementami
historii i przygody, a nie fantastykę.
W części historycznej poznajemy Iris najstarszą siostrę, która by
ratować rodzinę rusza statkiem na Cejlon na poszukiwanie wuja. Ponieważ
podróżuje jako dama do towarzystwa bogatej damy będą tu eleganckie
przyjęcia, tajemnice, ale też podróże po Australii,
przygody i oczywiście miłość.
W części współczesnej Roz jedzie z Antypodów do Europy, znajduje w
londyńskim antykwariacie obraz szkockich skał, a potem chce poznać ich
historię.
Dwa przenikające się plany czasowe, tajemnice, drżenia serc, stare listy
i fotografie. Czyli to, co ciągnie do takich opowieści. Autorka bardzo
sprawnie łączy wątki i pisze tak, że na "jeszcze tylko jednym rozdziale"
się nie kończy. Czy trójkąty miłosne są
przewidywalne? Tak. Czy losy Roz byłyby równie wciągające bez
obarczania dziewczyny tragiczną przeszłością i ojczymem zbrodniarzem?
Tak. Czy czekam na kolejny tom? Tak! Bo to jest taki rodzaj powieści,
przy którym wciąga historia, bohaterom się kibicuje, a
Australia czy szkockie wybrzeże dodają sporo do klimatu opowieści,
który jest w takich historiach bardzo ważny. I teraz trzeba czekać na
ciąg dalszy, bo już zarysowane wstępnie losy sióstr Iris zapowiadają po
prostu wciągające powieści.
Czy nadużywam słowa: wciągające? Świadomie. Bo to jest właśnie tak
konstruowana powieść:by zająć myśli czytelnika i dać mu różne emocje,
widoki i wątki (nie zawsze rozbudowane, bo są tu dwie osie czasu i
łączniki zatem niektóre sytuacje mogą wydarzać się zbyt
szybko, ale to też buduje ten wciągający świat, do którego będzie się
chciało wrócić).
Dawno już nie czytałam powieści z dwoma planami czasowymi i łączącymi je
wątkami, a "Iris" przypomniała mi, że to jest bardzo wdzięczny schemat.
I oczywiście: wciągający!
Eleanor Buchanana. "Iris". Przeł. Marta Czub. Wyd. Książnica. Warszawa 2026.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz