czwartek, 23 lipca 2026

"Trzy zagadki dla organizacji" i dużo więcej groteski


 Przyznawać się! Kto chciał być tajnym agentem?

Ja chciałam (naoglądałam się Bonda we wczesnych latach nastoletniości...). Czy członkowie Organizacji z książki Mendozy chili być agentami, nie wiadomo, ale tak jakoś wyszło, że nimi zostali. Czy Organizacja jest podobna do MI6? Nie. Czy szef jest jak M? Nie. Czy to źle? Nie! 

Mendoza ponownie zaprasza do Barcelony z jej przedziwnymi zakamarkami, biurami, fabrykami, hotelami (nie ma zakładu fryzjera damskiego) i do świata, w którym króluje groteska. To nie jest świat dla wszystkich. Poszukujący typowego kryminału mogą czuć się rozczarowani, bo choć jest tu zagadka (a nawet trzy), śledztwo, a także mowa wyjaśniająca (kto ją przedstawia to już inna sprawa) to w nastroju powieści dominuje humor, przygoda i momentami farsowy mechanizm śnieżnej kuli, która porywa bohaterów w coraz bardziej szalone przygody. Są więc pościgi (ale takie nie za szybkie), zamykanie w starych budynkach (tylko, kto kogo zamyka), zmienianie tożsamości (utrudnione, gdy jest się garbatym, albo ma się charakterystycznego psa), a przede wszystkim przeświadczenie, że trzy pozornie bardzo różne sprawy ( śmierć turysty zaginięcie milionera i kłopoty fabryki konserw) są ze sobą powiązane.
Mendoza zabiera w szaloną podróż, mruga okiem do mitu agenta i kpi (także z politycznej poprawności). Barwni bohaterowie, język z dowcipem na wielu poziomach (brawa dla tłumacza Tomasz Pindla!) i zestaw szalonych przygód (czy wszystkie są niezbędne dla rozwoju akcji? A kto powiedział, że mają  być!?)

Ale jest jeszcze coś, co (jako niedoszłej agentce) rzuciło mi się w oczy. Opowieść o samotności i potrzebie drugiego człowieka, bo i Szef, i Nowy (wyszedł z paki, nikt nie wie za co siedział), i Boni (agentki i zarazem sekretarka niszcząca od razu każdy dokument, by nie zostawiać śladu), i taksówkarz (" Jestem po prostu prostym Barcelończykiem, z zawodu taksówkarzem, z powołania humanistą, a aspiracje mam na tajnego agenta")i inni są w organizacji, w grupie, razem. I gdzieś poza tą szaloną zagadką (z podrabianymi listami papieża, w których pojawiają się cytaty z arii operowych), a także światem pełnym absurdów nie mniejszych niż zasady Organizacji, Mendoza pokazuje, że chcemy być razem.Także po to, by się śmiać.  Dla dobra świata i Organizacji. 
 
Za książkę dziękuję wydawnictwu.   
 
Eduardo Mendoza "Trzy zagadki dla organizacji" Przeł. Tomasz Pindel.  Wyd. Znak Literanova. Kraków 2026. 

środa, 22 lipca 2026

"Król serce" po latach


 "Czyż miłość nie jest formą nadziei?"

Ta książka jest o miłości i o nadziei. O nadziei na miłość i o miłości nadzieję tracącą.  Dwa plany czasowe: przeszłość i teraźniejszość. W przeszłości studenckie zauroczenie dziewczyny i dwóch chłopaków, miotanie się serca, wchodzenie w kolejny etap życia po licencjacie, decyzje i konsekwencje. 


Przyznam, że nie wpadłam w tę historie od razu, studenckie po(d)rywy i dyskusje o literaturze, pewnie przez jakiś rodzaj powierzchowności i bycia dopiero wstępem do całości nie wciągnęły. Ale im bardziej historia zaczęła się skupiać na samej bohaterce, im bliżej jej wyborów stałam, pojawiło się pytanie oczywiste dla takiej opowieści: co będzie dalej. A dalej był już plan współczesny.


Mija ponad 20 lat. Dziewczyna jest już kobietą, studentka anglistyk i jest pisarką, jest też matką, żoną. W teraz losy jej i jej dawnej miłości ponownie się połączą.    
Część współczesna odpowiada też na pytania o brakujące elementy z przeszłości. Puzzle trafią w swoje miejsca i tworzącą całą, niełatwą historię, która zaczyna się od studenckiego romansu, a zmienia w opowieść o porzuceniu, budowaniu życia: rodziny i kariery,  opowieść o chorobie i o końcach świata.

 Wydawca pyta, czy pierwsza miłość może być ostatnią? Dla mnie to zupełnie nie o tym. Dla mnie to historia kolejnych początków.  Stawianych na nowo słów i relacji. I nadziei, o której podczas jednego ze spotkań autorskich mówi bohaterka. 
Im bliżej było końca tej historii, tym bardziej byłam ciekawa, co się wydarzy, gdzie zaprowadzi mnie autorka i jakie rozwiązania zaserwuje swoim bohaterom. Książka dość krótka, a jednak na tyle bogata w wypadki, że nie można mówić za wiele, by nie odebrać autorce budowanych przez nią zaskoczeń! Miało być wzruszająco i z nadzieją. Wzruszyć się aż tak nie dałam, ale kibicuję pewnemu małemu chłopcu, który jest dla mnie największym elementem nadziei niesionym przez tę opowieść. Nie karcianym, nie listownym, a prawdziwym królem serce. 

Znów przypomniała mi się pani z osiedlowej wypożyczalni video, która wręczała DVD ze słowami: "taki obyczaj". Taki obyczaj, ale chcę przeczytać poprzednią powieść, by jeszcze bardziej poskładać puzzle.  


Za książkę dziękuję wydawnictwu.  

 Lily King. "Król serce". Przeł. Dominika Chylińska. Wyd. Znak. Kraków 2026.  

czwartek, 9 lipca 2026

"Francesca i Nunziata". Kobiety. Włochy i makaron

 


Chociaż mogłabym codziennie jeść makaron, ale nie miałam pojęcia o sztuce jego wytwarzania. I m.in. o tym jest "Francesca i Nunziata", włoska saga, która zaczyna się w połowie XIX wieku, a kończy w latach 40 XX w.

To historia kobiet z południa Włoch. Tych tytułowych, ale także ich córek, sióstr, teściowych, kobiet w swoich rolach włoskich strażniczek domu i przedsiębiorczyń, które, gdy mężczyźni zajmują się polityką i biznesem (nie zawsze intratnym), kierują manufakturą tego, co dla Neapolitańczyka tak ważne: makaronu.  W książce mamy zatem opisy ugniatania ciasta (tak, tak, deptali ciasto jak my kapustę), formowania i suszenia makaronu, mamy rozwój przemysłu, który powoli wkracza ze swoim postępem i mechanizacją. Mamy pakowanie makaronu w specjalne kufry, które mają go dostarczyć do Ameryki.  A obok toczy się historia kraju i kobiet.

 To nie jest podręcznik historii, ale widać, jak rzeczywistość wpływa na bohaterów. Z wydarzeń historycznych autorka najwięcej uwagi poświęca Garibaldiemu i zjednoczeniu Włoch, które nie było w smak  mieszkańcom południa, którzy długo jeszcze z rezerwą odnosili się do Piemontczyków. 
 Saga Marii Orsini Natale jest sagą w pełni tego słowa- historią, której kolejną wartością jest sama opowieść. Stosunkowo niewiele tu dialogów, a siłę tworzącą klimat, wydarzenia i postaci przejmuje narracja, to snująca się opowieść, w której niektóre wypadki zostają wyprzedzone, do niektórych wraca się po latach. To właśnie saga, którą tworzą różne nitki, a losy dwóch głównych bohaterek są jej osią.
Francesca jest kobietą zdecydowana, elegancką, solidną- trzyma twardą ręką swoją manufakturę i zna arkana wiedzy makaroniarskiej, których nauczyła się od dziadka. Tą, która przejmie wiedzę i zakład jest Nunziata, sierota przygarnięta w ramach dziękczynienia. Nunziata ma wyjątkową smykałkę do interesów, ma też marzenia i nadzieje, A życie? Jak to życie, pójdzie swoim torem.

To lektura niespieszna, bez fabularnych fajerwerków, ale ze względu na mnogość postaci i czas, wymagająca zaangażowania. Autorka opisała ludzi i miejsce, które z jednej strony ciągle się zmieniają, bo inna historia i obyczaje, ale z drugiej strony trwają wierni ziemi, rodzinie i danemu słowu.  I ta ziemi, słowa i rodzinne więzi (wraz z opowieściami o makaronie) zostają po lekturze. 
 
PS Włosi nakręcili film na podstawie tej ksiazki, obsadzając w roli Franceski  Sophię Loren. Jako kobieta piękna, świadoma siebie, momentami nieszczęśliwa, ale twarda, musiała być świetna!  
 
"Makaroniarz musiał jednocześnie mieć w sobie coś-i miał-z astronoma i meteorologa, musiał przewidywać pogodę piękną i tę burzliwą, znać się na gwiazdach i fazach księżyca, wyczuwać ciśnienie atmosferyczne bez barometru i wilgotność w powietrzu bez pomocy higrometru."
 
Z książkę dziękuję Wydawnictwu. Współpraca barterowa.   
 
Marii Orsini Natale  "Francesca i Nunziata". Przeł. Agata Pryciak Wyd. Znak Koncept.  Kraków 2026