poniedziałek, 20 grudnia 2021

"Jedyny taki dzień w roku" dzień świstaka i świątecznej wzajemności

W książce Agnieszka Jeż opisuje wigilię. A właściwie kilka. Pierwsza wigilia to pośpiech, tłumione uczucia i w końcu wybuch emocji i wzajemnych pretensji. Druga to nerwy i bolesna, nawet złośliwa, szczerość. Kolejna-próba zrozumienia tego, co się dzieje i otwarcia na innych. Wreszcie dzień, gdy człowiek dobrze czuje się ze sobą i innymi, bo jest uważny i nie boi się zabrać głosu. Tyle tylko, że te wigilie to cały czas ten sam dzień.

To świąteczna wersja "Dnia świstaka". Dorota, nastawiona początkowo raczej niechętnie do świątecznego spotkania w rodzinnym domu, przeżywa te same chwile, ale za każdym razem może coś zmienić. I okazuje się, że każdy, nawet mijana na pasach staruszka, ma swoją historię, że każdy:mama, brat, sama Dorota ma i wady, i zalety. I że w codziennym życiu naprawdę działa III zasada dynamiki Newtona!

Tak jak Dorota stopniowo zaczyna poznawać ludzi i być im życzliwsza, tak i ja stopniowo zaczęłam bardziej ją lubić. Bo na początku...cóż, maruda, która nie umie bronić swoich racji bez atakowania i szukania winnych. Ale kolejne wigilie pozwalały modyfikować zachowania i pokazywały, że inna akcja, rodzi też inną reakcję. Bo to jest książka o wzajemności.
Mimo że ten sam dzień i sytuacje powtarzają się kilkakrotnie, nie nudziłam się, bo sama Dorota i jej otoczenie są lekko zmieniane i uzupełniane informacjami o bohaterach, których już nie można tak łatwo osądzić.

Książka jest świąteczna, rodzinna, momentami wzruszająca, ale przede wszystkim mówi o tym, że jeśli chce się doświadczyć tej świątecznej magii, trzeba ją samemu wyczarować, a czary to wymagająca robota! I o tym też powinniśmy pamiętać i powinny nam przypominać świąteczne książki-że na atmosferę między ludźmi wpływają  przede wszystkim ludzie. Że tych, których kochamy (w tym siebie) potrafimy, czasem bezmyślnie, czasem specjalnie,ranić najbardziej. A może wystarczy zrobić coś inaczej, coś podpowiedzieć, coś powiedzieć jasno, a coś inaczej niż zwykłe, by zmienić bieg wydarzeń i słów? Takie proste. A czasem takie trudne.

Warto o tym pomyśleć, dziękuję  Pani Agnieszko! I Newtonowi też:)

W ubiegłym roku też czytałam świąteczną książkę pisarki (przyciągnęła mnie bohaterka bibliotekarka) i tegoroczna podobała mi się bardziej.

Agnieszka Jeż. "Jedyny taki dzień w roku". Wyd. Filia . Poznań 2021

piątek, 17 grudnia 2021

"Tajemnice domu handlowego Sinclair" retro kryminał dla młodych duchem"


 Pamiętacie swoja ulubioną serię z czasów gdy mieliście jakieś 10 lat? U mnie był to Pan Samochodzik. Tajemnice, historia i pierwsze zauroczenie literackie (bo pan Tomasz to był ktoś!). Na później została sympatia dla kryminalnych intryg i matura z historii.  

 Seria o tajemnicach hotelu Sinclairs nie jest Panem Samochodzikiem, ale  jej czytanie trochę przypomniało emocje sprzed lat. Bo jest tajemnica, jest nie tyle zagadka historyczna, co konkretna rzeczywistość (rok 1909/1910) i są bohaterowie, których się lubi. A ja- już dorosła, wyczuwam lekkie literackie  wpływy Zoli (rzecz dotyczy wielkiego domu handlowego prawie ze „Wszystko dla pań”),  historii o Sherlocku (Londyn i walka z nieuchwytnym złoczyńcą, Baronem).  Kryminał dla dzieci retro? To się może udać!

Sophie jednego dnia traci ojca, majątek i zmuszona jest szukać pracy. Dostaje  posadę w domu handlowym. Ale zamiast układać tiul, wplątuje się kryminalną intrygę i wraz z marząca o scenie Lil, pomocnikiem Billem i byłym ulicznikiem rozwiązuje zagadkę kradzieży. W kolejnym tomie dochodzi jeszcze sprawa zabójstwa, a potem fałszerstwa, wreszcie zamachu stanu. Każdy tom to osobna historia, ale spaja je zestaw głównych bohaterów i trzymająca w klamrze historia Sophie, która  próbuje dowiedzieć się, co geniusza zła Barona łączy z jej rodziną. 

To, co mnie bardzo przypadło do gustu to pokazanie świata sprzed stu lat- China Town i zupełnie innych światów z East i West Endu, działania sufrażystek, kolej. Łamanie konwenansów, gdy panna z dobrego domu zechce robić karierę w teatrze, a jej brat porzuca Oxford na rzecz sztuk pięknych. Dzielne, bystre dziewczyny z pomocą przyjaciół mogą zrobić wszystko, nawet założyć agencję detektywistyczną w najmodniejszym sklepie Londynu! Pomysł autorki na historyczne śledztwa, konsekwentnie tworzony świat, nie aż tak proste zagadki i wymykające się regułom bohaterki jest bardzo dobry. Ja bawiłam się przednio i bardzo dobrze, że sięgnęłam po serię sprzed paru lat, bo za jednym zamachem mogłam poznać 4 przygody dziewczyn. Choć kolejna seria o ich śledztwach poza Londynem, jeszcze przede mną.

Moje czytelnicze dzieciństwo było bardzo udane. Ale to, co dzieje się teraz na rynku książki dla młodego czytelnika i fakt, że tyle dobra ukazuje się dla dzieci to jest sytuacja idealna! Nic tylko czytać.
Katherine Woodfine. Tajemnice domu handlowego Sinclairs. (Pozytywka, Drogocenna ćma,  Szmaragdowym smok, Pawie piórko). Wydawnictwo Dwukropek. Warszawa 


 

sobota, 11 grudnia 2021

"Panna Austen" nie tylko o Jane

 


Panna Austen. Kto przychodzi na myśl, gdy  pada to nazwisko? Jane. Jednak  Jane, choć w książce się pojawia, nie jest jej główną bohaterką. Panną Austen była też Cassandra, siostra Jane, jej powiernica, czytelniczka książek, osoba, która zgodnie z literą powieści po latach od śmierci siostry wybrała się na poszukiwanie starych listów, które mogłaby zaszkodzić pamięci pisarki.  Rok 1880 to oś jednej części książki- historii starej już Cassandry, która  w domu krewnych poszukuje listów sprzed lat i wspomina.  W tych wspomnieniach, przywołanych przez listy, cofamy się do czasów młodości dziewcząt, poznajemy radosną, błyskotliwą rodzinę Austenów, potem tragiczne wydarzenia, które przeszkodziły Cassandrze w zbudowaniu rodzinnego szczęścia. Jest i  okres podróżowania po Anglii, gdy plebania została przejęta przez kolejnego pastora.  Historia toczy się niespiesznie,  pozwala wybrzmieć i śmiechom rodzinnych rozmów, i łkaniom zawiedzionych nadziei.  
Jest to opowieść o życiu kobiet.  Tych, które nie wyszły za mąż i starały się „być użyteczne”. Kobiet, które polowały na męża. Kobiet starających się zdobyć coś swoją pracą. Kobiet oddanych rodzinie, opłakujących zmarłe dziecko. Kobiet w blasku balowych kandelabrów i kobiet w ciszy swoich pokojów.
 Czy jest w tej książce coś z prozy Austen?  Bohaterowie-  np. szwagierka ze swym uwielbieniem dla  męża  to wypisz wymaluj pastorowa z „Emmy”! Jest w narracji pewien dowcip i czasem lekko wbita szpila złośliwości.  Natomiast nie ma, bo to jednak tekst oparty na życiu, a nie fikcja, radosnej kulminacji. Pytanie, czy mogłaby być? A może właśnie ten niejednoznaczny happy end byłby w duchu  Austen, gdyby żyła i pisała dłużej?
 Sama Jane opisana jest jako dziewczyna żyjąca  trochę w otoczeniu swoich historii, trochę w cieniu melancholii, na pewno bardziej refleksyjna niż trzpiotowata.  Zresztą przedstawiona w książce rzeczywistość- majorat, majątki, wojny, w których biorą udział żołnierze i marynarze, nie jest  za bardzo światem falbanek i salonowych plotek.  Jest za to próbą oddania rzeczywistości historycznej, takiej, która nam współczesnym każe się zastanowić, zanim naczytawszy się Austen zawołamy, że chciałybyśmy żyć w tamtych czasach.  
 
Gill  Hornby. "Panna Austen". Przeł. Katarzyna Malita. Świat  Książki 2021.  
 
 

piątek, 3 grudnia 2021

"Design saszetki z cukrem" kryształy marketingu


Słodzicie?
Czy ktoś spojrzał na saszetkę z cukrem jako na coś innego niż tylko porcję słodyczy?
Z mojej pierwszej zagranicznej wycieczki (Włochy 2000)przywiozłam cukier w kostkach w opakowaniach z symbolami Wielkiej Brytanii. Z Paryża: saszetkę z rysunkiem Sacre Coeur. Ze Lwowa- cukier z napisem cyrylicą. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po latach przeczytam książkę, która opakowanie cukru traktuje jako element historii kultury i bardzo ważny nośnik reklamy.

Autorzy opisują historię cukru i cukrownictwa, piszą o powstaniu saszetek z cukrem oraz o tym, jak porcjowany cukier może zmienić świat kawiarni (ze szczególnym uwzględnieniem tych na Bałkanach, ale też wspomnieniem globalnych sieciówek). Ich opowieść  to nie tylko fakty, nazwiska i analizy marketingowe, bo przecież opakowanie cukru może nieść mnóstwo komunikatów, z których ten o zawartości cukru w cukrze wcale nie jest najważniejszy. To też snująca się szeroko humanistyczna gawęda podparta nawiązanymi do literatury, filozofii, tradycji i kultury (znów z mocnym bałkańskim kierunkiem). To opowieść o pozornie nieznaczącej rzeczy, która zmieniła losy może nie tyle ludzkości, co konkretnych ludzi, a używana jest przez miliony.

Można rzec, że historia cukrowych torebek znika, bo tony papierków po cukrze nie mają ekologicznej racji bytu. Ale właśnie teraz opowieść toczy się dalej, bo przez pandemię zmienia się rzeczywistość (autorzy napisali książkę, gdy hasło "bezpieczeństwo sanitarne" nie było tak powszechne).

Podtytuł-o komunikowaniu się z rzeczami to sedno tej publikacji. Komunikacji wprost-przez design, logo, hasła, ale też z ukrytą intencją. Komunikacji nastawionej na chwilowy, pozornie bezrefleksyjny kontakt, ale jednak bardzo powszechnej. Komunikacji, którą teraz bardziej świadomie będę czytać, bo mogę się domyślać ile treści za nią stoi. Bo tak, jak w teorii literatury funkcjonuje czytelnik wirtualny, w lot łapiący intencje autora, tak i w reklamie marzy się o kimś, kto pojmie zamysł twórcy i poświęci chwilę saszetce z cukrem (i książce o niej). Nawet jeśli wirtualny czytelnik, tak jak ja, nie słodzi.

Aleksander W. Mikołajczak, Patryk Borowiak. "Design saszetki z cukrem. O komunikowaniu się z rzeczami". Wydawnictwo Naukowe UAM. Poznań  2021.

sobota, 27 listopada 2021

"Wróć przed zmrokiem" rodzinne duchy

 

Lubicie historie o duchach?
Horrorów nie czytam, thrillery dość rzadko, zatem „Wróć przed zmrokiem” było dla mnie książką naprawdę trzymającą w napięciu, taką dla „dzieci, co się lubią bać”( ale bez przesady, bo nie ma tam nic na wyższym poziomie przerażenia). I choć zdaję sobie sprawę, że dla  wytrawnych czytelników dreszczowców arsenał użytych środków może być zgrany- nawiedzony dom, tajne przejścia, włączający się gramofon i żyrandol oraz milczącą sąsiadka, to ja bawiłam się dobrze.

 Sprawdza się forma powieści w powieści.  Równolegle czytamy „Dom grozy”, rzekomo biograficzną powieść ojca Maggie, która już jako osoba dorosła, po latach wraca i rozwiązuję zagadkę kilkunastu dni, po przeżyciu których rodzina w pospiechu opuściła "nawiedzony dom". Co się stało? Czy w domu rzeczywiście straszyły zjawy dawnego właściciela, a miejsce było świadkiem nieszczęśliwych wypadków? Nie będzie wielkim spojlerem, że tu (jak w klasycznym kryminale) nie ma żadnych duchów i jeśli kogoś powinniśmy się bać, to ludzi. Zresztą to właśnie ludzki element tej powieści spodobał mi się najbardziej. Maggie mierzy się z czasami, których nie pamięta, bo miała tylko 5 lat i część zdarzeń wyparła, a jednocześnie książka ojca wywarła wielki wpływ na jej życie, bo była zawsze tą Maggie z „Domu grozy”.   Nawet jako osoba dorosła walczy z lękami i pamięta o Panu Cieniu i Pannie Pieniążek (postaci trochę alla Koralina). Z jednej strony są więc strzępki wspomnień dziecka, z drugiej rozmowy ze świadkami wydarzeń, z trzeciej – książka, z czwartej próba racjonalnego wyjaśnienia rodzinnych tajemnic. Bo o ile autor zaczyna książkę zdaniem, że każdy dom ma jakąś historię i swoje sekrety, o tyle mi dźwięczało zdanie otwierające „Annę Kareninę”, o nieszczęśliwych rodzinach, nieszczęśliwych na swój sposób. Tu rodzinne nieszczęścia, tajemnice i  niedopowiedzenia mogą rujnować świat  dziecka i dorosłego.
Oczywiście, było trochę dłużyzn, ale opowiadana równocześnie historia z przeszłości i teraźniejszości, sprawdziła się. I ostatnie sto stron rzeczywiście trzymało w napięciu, bo spiętrzenie tego, co zdawało się finałem, było naprawdę intrygujące. 


Riley Sager. "Wróć przed zmrokiem". Przeł. Ryszard Oślizło. Wyd. Mova. Białystok 2021.

sobota, 13 listopada 2021

"Madame Piaf" o artystce i Montandzie

 


Lubicie piosenkę francuską? Ja bardzo! Aznavour, Brel, Dalida, Garu, Zaz, Piaf i Montand. O tych ostatnich opowiada "Madame Piaf". Gdy w 1944 r. wyzwolono Paryż, Piaf była gwiazdą, jednak komisja weryfikująca, czy artyści nie kolaborowali z Niemcami sprawdzała, czy może nadal występować. W tym samym czasie na jej drodze stanął młody artysta, syn włoskich emigrantów, który chciał zrobić karierę. Mimo początkowych obiekcji, Edith przyjęła Yves'a pod swoje skrzydła i nauczyła go pieśniarskiego fachu.

To, co bardzo mi się podobało to nacisk na pracę artystyczną Piaf. Piaf jest postacią bardzo wielowymiarową, poznawaną też dzięki retrospekcjom-wyzwoloną kobietą, dzieckiem ulicy, które zdobyło świat i zaprzyjaźniło się z wybitnymi artystami, ale chce udowadniać, co jest warte. Czasem bardzo beztroska, nadużywająca alkoholu, czasem dusza towarzystwa, czasem introwertyczka. Ale, co mocno wybrzmiewa w powieści, to bardzo świadoma artystka. W tych fragmentach, gdy Edith zmienia się w nauczycielkę fachu estradowego, czytamy o scenicznych niuansach: że na estradzie liczy się interpretacja, dykcja, głos, ale także to, jak szybko się na nią wejdzie i jakiego koloru będzie kostium. Piaf w rozmowach z Montandem bywa Pigmalionem, który kształtuje nowego pieśniarza. Każe czytać Moliera, ćwiczyć wymowę, mówi jak skupić uwagę publiczności, wybierać tekst i że Yves najlepiej będzie wyglądał w czarnej koszuli, w która będzie jego znakiem. Jest w tej książce romans, jest obawa, szukanie nowych piosenek w zmienionym wojną świecie, który nie chce już słuchać o nieszczęściach akordeonisty. Jest zazdrość o szczęśliwe dzieciństwo i zabawa do rana, tourne po południu i występ w Nowym Jorku. Kariera będąca wypadkową szczęścia i spotkań  w odpowiednim czasie, ale przede wszystkim: pracy. Jest następstwo pokoleń i to, co od lat wyróżnia piosenkę francuską-tradycja i styl.
I choć losy Piaf trudno nazwać szczęśliwymi, opisany w książce fragment jej biografii to lata, gdy widziała życie na różowo. Choć przez chwilę. Na scenie i poza nią. A nam zostają piosenki. Ich obojga.

Michelle Marly. "Madame Piaf". Przeł. Ewa Mikulska-Frindo. Wyd. Znak. Kraków 2021

sobota, 6 listopada 2021

"Suknia" za kulisami historii

 


Za każdym wielkim wydarzeniem stoi zastęp ludzi. A za każdym człowiekiem, jego historia.  „Suknia” to  opowieść o hafciarkach pracujących przy sukni ślubnej przyszłej królowej Elżbiety. O powojennym Londynie, szykującym się do wielkiego wydarzenia, które ma zjednoczyć naród i pozwolić zapomnieć o czasie leczenia ran i reglamentacji. O ucieczce od przeszłości, rzemiośle na granicy sztuki.

Dziewczęta z atelier Hartnella pracowały przy kreacji, która przeszła do historii. Ale ich wymyślone dzieje pozwalają czytelnikowi zobaczyć, jak w tle wielkiej historii troczy się ta zwykła, codzienna.

 Powieść pisana jest z perspektyw dwóch hafciarek- francuskiej Żydówki Miriam, która w Londynie zaczyna nowe życie i Angielki Ann, babci dziewczyny, która w wątku współczesnym łączy historie z lat 40. i późniejsze dzieje swojej babci i jej przyjaciółki. Mamy więc to, co zwykle lubimy w tak prowadzonych powieściach: różne perspektywy czasowe i osobiste, tajemnice z przeszłości i losy kobiet, zwyczajnych, a jednak takich, które łatwo polubić. Plusem książki jest ukazanie powojennego Londynu i ludzi odnajdujących się w nowej rzeczywistości, a także zwrócenie uwagi na tych, którzy jak Miriam, przeszli przez piekło obozu i potem chcieli wrócić do świata żywych. Autorka nie epatuje cierpieniem, tragedią Ravensbrück, ale w postaci Miriam- najciekawszej z całej powieści, kumuluje ból, chęć nowego życia i walki o szczęśliwą codzienność po wojennej traumie. Autorka pisze powieść o przyjaźni, kobiecym wsparciu i nowych początkach. I choć wątek współczesny jest lekko naciągany, zajrzenie za kulisy pracowni szykującej najważniejsza kreację roku, ma swój urok. To też opowieść o tym, że często nie znamy szczegółów przeszłości naszych bliskich. Po lekturze  aż  chce się spytać o rodzinne sekrety, wspomnienia. Korzystajmy, póki mamy z kim rozmawiać. 

Jennifer Robson. „Suknia”. Przeł. Katarzyna Makaruk Wyd. Literackie.  Warszawa 2021