piątek, 9 października 2026

"O objętości czasu 1". Obecność. Obojętność. Obcość

 


Czym można zmierzyć czas? Skoro płynie, upływa, a czasem przecieka, to miarą objętości. 

To słowo z tytułu przyciągnęło mnie do książki. A przy lekturze pojawiły się kolejne słowa: obecność, obojętność, obcość.

Mann w "Czarodziejskiej górze" próbował opisać czas pisząc o kolejnych dniach, Balle oddaje głos bohaterce uwięzionej w jednym dniu. Współczesna Francja. Antykwariuszka Tara zaczyna codziennie od nowa 18 listopada.  Jej mąż budzi się z czystą kartką, ona pamięta wszystko.

Obecność. Część zapętlonych dni małżonkowie spędzają razem, ona wyjaśnia Thomasowi codziennie co się stało, on kolejnego poranka znów potrzebuje wyjaśnień. Potem Tara zaczyna żyć obok. Znając plan dnia Thomasa potrafi schować się w ich domu bez zaznaczania obecności. Potem szuka innego miejsca.  Zostaje zaskoczona spotkaniem. Znów wyjaśnia. Czym jest obecność? Ruchami w kuchni, trzaskiem drzwi, znikającą z lodówki żywnością. Zaskoczeniem było, że Tara zdołała się aż tak zakamuflować. Unikać obecności męża, nie pokazywać swojej. Ale jednocześnie bywa bardzo obecna w swoich dniach. Zachwyca się pięknem nieba, ogląda gwiazdy. Chce pobyć w zapętlonym dniu.

Obcość. Autorka pokazuje, że w naszym życiu też można czuć się obco i nawet wielokrotnie powtarzany dzień tego nie zmieni. Miejsca, przedmioty bywają dla bohaterki elementem obcości, ale i obecności, tak samo jak ludzie, którzy mogą pozwolić poczuć się wyalienowanym albo rozgłoszonym w codzienności. I jeszcze obojętność. Bo w pewnym momencie zagubiona w dniu Tara traci zainteresowanie tym, co się dzieje. W jej sytuacji to chyba naturalne. Ale nasza codzienność pokazuje, że dni bywają różne tylko z pozoru, a my, nawet przy zmianę dat, możemy obojętnieć.  

To, co pozwala Tarze na trwanie to zapiski. Jej notatnik nie wymazuje się, a słowa zostają jako świadectwo. Jest wielka nadzieja, że nie tylko "rękopisy nie płoną", jak to było u Bułhakowa, ale że "papier pamięta, w zdaniach jest coś uzdrawiającego".

W tej książce pozornie nic się nie dzieje. Nie ma dialogów, autorka często wraca i powtarza sekwencje (co jest naturalne przy tej pętli, a jednocześnie daje czytelnikowi namiastkę bycia w tym powtarzanym dniu, co może irytować albo interesować). Emocje są tu pod powierzchnią, bez wybuchów i ekspresji.  To książka do zapętlonego czytania- w pewnym momencie bardziej trafi opowieść o relacji, samotności, alienacji, kiedy indziej o życiu przedmiotów w szczelinie czasu, albo tym, jak zmienia się bohaterka wirująca w pętli i jak zachce wyskoczyć z dnia, w który się wprowadziła. Czytałam z zainteresowaniem, które było też wynikiem ciekawości tego eksperymentu. I ciekawość została. A tomów jeszcze 6.  

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.

Solvej Balle. "O objętości czasu 1". Przeł. Sylwia Izabela Schab. Wyd. Poznańskie. Poznań 2026. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz