Czy można poczuć więź z kimś, dzięki temu, że czyta się te same książki?Co łączy nauczycielkę wojenną wdowę, lekarza, wrażliwego rolnika, pokojówkę i gwiazdę filmową? Lektura Jane Austen.
czwartek, 4 stycznia 2024
"Towarzystwo Jane Austen" zebrani wokół lektury
Czy można poczuć więź z kimś, dzięki temu, że czyta się te same książki?Co łączy nauczycielkę wojenną wdowę, lekarza, wrażliwego rolnika, pokojówkę i gwiazdę filmową? Lektura Jane Austen.
czwartek, 28 grudnia 2023
Cynamony 2023
To już! Cynamony po raz 9. Wybrałam kilka książek z tych przeczytanych w 2023 roku.
Wydarzenie: rok Szymborskiej- Szymborska była w parku, na bluzce, na wystawie, w reklamie; były spotkania, wykłady, dyskusje. To, co zostanie to edycja wierszy (i tekstów mniej poważnych tu i esejów oraz teksty biograficzne i krytyczne. O ile z literackimi patronami roku bywa różnie, o tyle tu można śmiało powiedzieć, że mieliśmy prawdziwy rok Szymborskiej. I tylko Fredro znów w cieniu ( jak nie wielkich romantyków, to noblistki…)
Lit.polska: Anna Fryczkowska ze swoimi dwoma tomami „Sagi o ludziach ziemi” idealnie wpisuje się w trend powrotu do dziejów wsi. Historia rodziny, zmian, pokoleń, przychodzenia i odchodzenia, a tle wielka historia i przyspieszający XIX wiek. Obok- świat bajań, zjaw i tego, co nienazwane, a obecne.
Dla dzieci: „Swiftowie”- pełna humoru, zagadek i językowych fikołków powieść, przy której poczułam wielką radość czytania i czekania, co będzie dalej!
Kryminal tango: za mało było u mnie kryminałów, dobrych kryminałów, by wybrać coś, co chwyta w kleszcze. Pozostaje kibicować nowym okładkom Christie.
Literatura wychnieniowa: taki termin uknułam, by nazwać książki, których potrzebowałam w tym roku- lekkich, ale nie aż tak banalnych, o czymś, do czytania z przyjemnością. I tu pojawiły się „Smutki wszelkiej maści”- felietony o emocjach, do czytania z doskoku między życiem i przemyślenia na dłużej. Dobrze wspominam też japoński „Kameliowy sklep papierniczy” i, trochę z innej bajki, „Ruchome święto”, czyli zapiski Hemingway’a z młodości i Paryża.
Zaskoczenie „Yellowface”- miks gatunków tematów, edytorski pomysł na wykorzystanie każdej wolnej powierzchni w książce. Tekst i zarazem komentarz do biznesu wydawniczego i promowania bestsellerów. U mnie może bez zachwytu, ale z docenieniem pomysłu i spojrzenia.
Powrót: wracam do
tego, co czytałam i odkrywam po raz
kolejny, jak wspaniałą powieścią jest „Lalka” jak niejednoznaczny jest
Wokulski, jak fantastyczna jest Kazia Wasowska i jak dobrym pisarzem był
Prus. A że słuchałam w audiobooku cześć zachwytu należy się Filipowi Kosiorowi za tekst przeczytany z tempem, bez szarzy, ale ze światłocieniem postaci. I dykcją.
Najlepsze: „Człowiek,który kochał Syberię”- powieść, z którą weszłam w 2023 rok nic nowego nie przebiło przez 12 miesięcy. Wspaniale opowiedziana historia dziewiętnastowiecznego badacza, przyrodnika, człowieka przygody, w której niby niewiele się dziej, ale jest w niej mnóstwo emocji. A poszukiwania motyli mają piękny metaforyczny sens.
Czytałam w tym roku tyle i ile mogłam, tyle, ile chciałam. Były nowości, klasyka, przeważały książki z biblioteki, ale było też trochę ebooków. To był dobry rok. A co czeka w kolejnym? Poczytamy, zobaczymy!
środa, 13 grudnia 2023
"Morderstwo w zimowy dzień" powrót do tradycji
Bo przecież to, co dziś wydaje się pod nowym gatunkiem to właśnie stare, dobre klasyczne kryminały w stylu Christie czy Grimes. Po zachłyśnięciu się skandynawskimi opisami krwi i okropieństw (fakt, nie wytrzymałam rozcinania brzucha w Millenium!), powraca to, co było od początku- zagadka, niewielka społeczność i śledztwo z użyciem małych szarych komórek i znajomości ludzkiej natury. Bez epatowania zbrodnią, krwawymi opisami. Wiadomo, kryminał z zasady dehumanizuje zbrodnię, ale w tym wypadku mamy jednak potrzebę sprawiedliwości i chwilę zadumy zamiast sensacyjnego tempa.
„Morderstwo w zimowy dzień” to drugi tom przygód księgarki Flory i autora kryminałów Jacka, którzy w poprzedniej części spotkali się w małym angielskim miasteczku w latach 50. i rozwiązali pierwszą zagadkę trupa znalezionego w księgarni. Warto czytać książki po kolei, bo zyska na tym dynamika relacji głównych bohaterów, a także lepiej poznamy mieszkańców miasteczka. W zimowy dzień ginie bowiem dziewczyna, która pod koniec poprzedniego tomu zaczynała karierę modelki. Tajemnicza śmierć na molo nie daj spokoju jej koleżance, Florze, która jest przekonana, że młoda kobieta nie mogła popełnić samobójstwa. I zaczyna się amatorskie śledztwo. Nie jest ono prowadzone z „porządkiem i metodą”, a raczej jakimś intuicyjnym łapaniem strzępków informacji i skojarzeń, które prowadzą do rozwiązania.
Zamknięty krąg podejrzanych, tajemnice, ukrywane animozje- to, za co od lat lubimy kryminały. I lekki rys powojennej angielskiej rzeczywistości. Choć nie jestem fanką natrętnego wątku obyczajowego w kryminalne, to znajomość Flory i Jacka nie jest prowadzona tak, by przykryć śledztwo, a raczej warstwa obyczajowa uzupełnia książkę. Nie wiem, czy to zabieg, który pojawi się też w kolejnych częściach, ale znów w finale mamy chwilę, gdy Flora wpada w wielkie tarapaty i jej sytuacja wydaje się już bez wyjścia. Czy mamy tu zagadkę, która trzyma w kleszczach i nie wypuszcza? Nie. Czy czyta się to dobrze? Tak. Zatem jest to kryminał, dla którego może nie zarwie się nocy, ale którego lektura będzie przyjemnością. Może o to chodzi w cosy crime.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Mando #współpraca
Merryn Allingham "Morderstwo w zimowy dzięń". Przeł. Ewa Ratajczak. Wyd. Mondo. Kraków 2023.
poniedziałek, 4 grudnia 2023
"Opowieść błęktnego jeziora" o opowiadaniu
Wartość terapeutyczna opowieści jest niezaprzeczalna i udowodniona. Działa to nie tylko historia, ale i sama okoliczność jej słuchania.
Doświadcza tego Sonia, dziennikarka, która przejeżdża do Bukowej Góry by napisać artykuł o tamtejszej kawiarni i wytwórni czekolady. Szybko zaprzyjaźnia się z właścicielami, ich rodziną i przez kolejne wieczory poznaje historię kawiarni i tworzących ją ludzi. I tu w „Opowieści błękitnego jeziora” pojawia się druga historia. Książka w książce, bo choć miejsce podobne, to cofamy się czasów międzywojennych, by poznać historię chłopaka, którego uratowała rezolutna Sabina. I tak, przeplatając grudniowe opowieści ze współczesności z kilkoma latami historii sprzed wieku, snuje się ta historia.
Dla mnie snuje się nieco zbyt wolno, stylem przebogatym w przymiotniki i dopowiedzenia,z archaizacją w wątku sprzed wieku, która momentami nużyła. Na pewno są czytelnicy, którzy potrzebują takiego otoczenia słowami, by stworzyć sobie świat powieści, ja wolę inny styl.
Autorka dotyka kilku zupełnie nielekkich tematów- pustki po śmierci matki i niełatwych relacji między ojcami a córkami. Historia Soni jest równoległa do historii Mateusza, starszego wybuchowego mieszkańca BukowejGóry, którego losy dają dziewczynie rewers jej własnej historii. Jest też wątek rodzącego się uczucia, choroby dziecka i w końcu powieści: żałoby. To, co spodobało mi się to międzypokoleniowe spotkanie przy opowieści. Sonia razem z właścicielami kawiarni wytwarza swój rytuał spotkań przy historii, snuta w kolejne wieczory opowieść, zahaczająca o elementy z legend, scala i buduje więzi. Dzięki tym seansom opowieści (i czekoladzie), dziewczyna zaczyna czuć, że może przynależeć do jakichś ludzi i do jakiegoś miejsca. To, nawet chwilowe, uczucie być częścią całości pozwoli jej na odważne zmiany i zamkniecie tego, co ciąży z przeszłości.
Dla fanów baśni dla dorosłych i stylu z wieloma przydawkami – na pewno lektura z gatunku kocyków na czas przedświątecznych. Ja będę dalej szukać mojej idealnej powieści świątecznej.
Za książkę dziękuję wydawnictwu. Współpraca.
Dorota Gąsiorowska. "Opowieść błękitnego jeziora". Wyd. Znak Literanova. Kraków. 2023.
środa, 22 listopada 2023
"Grudniowy dom" i szeptane historie
Autorka opowiada historię pełną niedopowiedzeń, urywanych wątków, ale ostatecznie wszystko splata się w barwną opowieść o ludziach i ich codziennym życiu w niezwykłych, często przerażających czasach. Kami, poznając historię własnych dziadków i rodziny ma też szansę przemyśleć własne wybory i zauważyć ile w niej ech przeszłości. Bo powieść Magdy Knedler jest też o rodzinnej ciągłości, o trwaniu. O tym, co z przeszłości gra w kolejnych pokoleniach. Jest w tym myśleniu coś, co i mnie jest bliskie, bo w świątecznym czasie często widzę elementy przez tyle lat powtarzalne i te, które się zmieniły się, „gdy zabrakło znów czyjegoś głosu”. „Grudniowy dom” nie jest typową powieścią świąteczną i działa to na korzyść. Najbardziej typowy jest kiełkujący wątek romansowy i przyznam, że najmniej przypadł mi do gustu, bo mam wrażenie, że został dodany trochę jako obowiązkowy element książki, która jednak w całości temu schematowi się wymyka.
Jeśli ktoś uważa, że książki świąteczne mają krótki termin przydatności do czytania to „Grudniowy dom” jest powieścią, która mimo grudnia w tytule, jest historią całoroczną. Jest po prostu wciągającą opowieścią, której sednem są wydarzenia i emocje, z których składa się historia domu szeptów i jego mieszkańców. Tych z dziś i tych z wczoraj.
I innej książce autorki "narzeczone Chopina" piszę tu
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Magda Knedler, "Grudniowy dom". Wyd. Otwarte. Kraków 2023.
środa, 8 listopada 2023
"Widmo z Głogowego Wzgórza" dreszczyk z humorem
James jedzie swojego
kuzynostwa na Głogowe Wzgórze. Okazuje się, że w niedawno kupionym domu dzieje się coś tajemniczego. Zresztą
każdy stary dom ma swoją historie, a w historii tego ważną rolę odrywa jego
niedawno zmarła właścicielka i… pies. Sytuacje komplikują opady śniegu, które
odcinają domowników od świata. Założone przez Jamesa, Obiego i Amandę Widmowe Zgromadzenie zaczyna mieć
co robić, gdy za oknem widać tajemniczą twarz, a na śniegu pojawiają się ślady…
To historia w idealnych proporcjach z dreszczykiem (i zupełnie racjonalnym rozwiązaniem zagadki) i humorem. Wspaniała jest Amanda, zaczytana w „Wichrowych Wzgórzach”, jej logiczny brat oraz młodsza siostra Dzidzia (uroczo rozpieszczona domowa walkiria z psem Zyglindą). Przemili są gospodyni Irlandka pani MacMinnies i rodzice dzieci. Zwłaszcza tata, autor poczytnych powieści wzbudza sympatię, dając Jamesowi radę, czego powinien wystrzegać się pisarz. Radę przepiszę, bo świetna: „Czterech rzeczy, których każdy człowiek piszący musi unikać: niechlujnej myśli, mętnego zdania, pretensjonalnego zwrotu i niezdarnie budowanej fabuły”. Jeśli ktoś zastanawia się, po co czytam książki dla dzieci to właśnie dla takich smaczków. A Fenton słuchał własnych rad, czego skutkiem było wyróżnienie powieści nagrodą im. Edgara Allana Poego dla najlepszej książki dla młodych czytelników.
To książka sprzed lat (pierwsze wydanie w roku 1963), z czasów, gdy uszkodzenie telefonu zrywało kontakt ze światem, z czasów, gdy siadano przy kominku i opowiadano sobie niezwykłe historie. I uruchamia się tęsknota za taką rzeczywistością (nawet jeśli oznacza picie wody z topionego śniegu). Tęsknota za dniem dzieciństwa, który mógł być przygodą, za entuzjazmem wynikającym z lektury „Wichrowych Wzgórz” lub próby napisania własnego wiersza. Za wiarą, że dziecięce marzenia muszą się spełnić, a przeczucie niezwykłości na pewno zwiastuje coś fantastycznego! I dlatego mrowienia i przeczucia czytam książki dla dzieci. I wracam do klasyki, której seria Mistrzowie Ilustracji jest gwarantem jakości.
Edward Fenton, "Widmo z Głogowego Wzgórza". Przeł. Irena Tuwim. Wyd. Dwie Siostry. Warszawa 2019.
piątek, 3 listopada 2023
"Zabawy literackie" Szymborskiej twórczość uśmiechem sprawdzona
Kolejny tom rocznicowego wydawnictwa w roku Szymborskiej udowadnia, że lżejsza literatura nie musi być mniej znacząca, a choć tworzone przez Szymborską formy są przede wszystkim zabawne, są jednak formami bardzo literackimi.
Czy ten tom zbiera całą mniej poważną twórczość noblistki? Nie, być może znajdą się jeszcze gdzieś, u kogoś na serwetce, w szufladzie pisane w pośpiechu lepieje, moskaliki czy odwódki. W tej ulotność tkwi wielki czar tego typu literackich zabaw i czytelnik ma pełne prawo cieszenia się z tego, co w pięknie wydanym tomie ( z ilustracjami!)dostał. A dostał i młodzieńczy „Błysk rewolwru” (Ichna tworzy historię romansowo-sensacyjną i strasznie żal, że nie zachowała się w całości!), są kizostychy (dla fanów kociambrów) i adoralia pełne kobiecych imion. Są wiersze z lat późniejszych, epitafia dla wciąż żyjących. I jest bogactwo limeryków, które są idealnym przykładem literackiej zabawy- bo zabawne, ale i pełne gatunkowych reguł. Kto próbował pisać limeryki ten wie, że zachowanie wytycznych (zwłaszcza dotyczących sylab, mówię z własnego doświadczenia) proste nie jest. A gdyby ktoś chciał bawić się z Szymborską, może dokończyć zaczęte przez nią limeryki (i potem chwalić się, że z Wisławą wiersze pisał…).
Gdy zimą 2023 ogłaszano program roku Szymborskiej fakt, że wydana zostanie twórczość ta teoretycznie mniej poważna, bardzo mnie ucieszył. Bo zawsze lepiej mieć więcej tekstów autora niż mniej. I dobrze pielęgnować uśmiech i tworzyć z niego część literatury. Bo humor to bardzo poważna sprawa i lepiej nie oddawać bawienia nas byle komu.
W roku Fredry, który nauczył Polaków się śmiać, mamy też rok Szymborskiej i jej „Zabawy literackie”. I mamy kolejny dowód, że w naszej literaturze tę wielką poezję z lżejszą frazą łączył ktoś więcej niż Tuwim i Gałczyński. I że kobiecy uśmiech w naszej kulturze reprezentują nie tylko Zapolska i Samozwaniec. A zabawy literackie są godne poważnej książki, poważnego wydania w poważnym wydawnictwie i poważnego posłowia. Bo tak jak zabawa jest dla dziecka nauką świata, tak zabawa literacka bywa wprawką albo odpoczynkiem literatów (u)znanych, którzy nie boją się mrugać do odbiorcy, obawiając się utraty swojej poważniej pozycji w literaturze. Bo zabawa pozycją nie zachwieje. A uśmiech tym bardziej.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak. Współpraca barterowa.
Wisława Szymborska. "Zabawy literackie. Wyd. Znak. Kraków 2023.






