Nie wiem, czy ktoś robił statystyczne badania dotyczące najchętniej opisywanych miast, ale podejrzewam, że Paryż byłby w ścisłej czołówce. Same nie spodziewałam, że napisałam tyle tekstów o książkach o Paryżu (a kończę kolejną). Czy to jakiś znak, że należy się tam znów wybrać nie tylko w podróż w wyobraźni?
Album
Paryż miasto sztuki i miłości
pięknie
wydany album, w którym popularnonaukowy tekst łączy się z grafikami,
zdjęciami i plakatami z czasów belle epoque. Do oglądania i czytania.
Esej
Paryskie pasaże
Erudycyjna podroż w czasie i mitach związanych ze stolicą Francji: motywy, postaci i wydarzenia.
Powieści
Wieczorem w Paryżu
Powieść obyczajowa, w której trochę jest z Allena i trochę z francuskiej komedii romantycznej. Lekka i dobrze napisana historia z zapadającym w pamięć zdaniem: "Na koniec wszystko będzie dobrze. A jeżeli nie będzie dobrze, to znaczy, że jeszcze nie koniec."
Podróż do miasta świateł
Małgorzata Gutowska-Adamczyk wysyła do Paryża najpierw dziewiętnastowieczną malarkę, a potem jej śladem podążą współczesną historyk sztuki. Dwutomowa obyczajówka z wątkami z paryskiej historii, obyczajowość i historii sztuki.
Zagubiona dzielnica
Noblista o tajemnicach z przeszłości pewnego pisarza, który wraca do paryskiej dzielnicy.
Wszystko dla pań
Zola o dziewiętnastowiecznym domu towarowym i bohaterze alla Wokulski.
Felietony, wrażenia, wspomnienia
Zakochany w Paryżu
Zbiór felietonów, wrażeń i ciekawostek, w których prawdziwy paryżanin rozprawia się ze mitami, snobizmami i zachowaniami mieszkańców stolicy Francji.
Słodkie życie w Paryżu
Jak jeść, to w Paryżu. Do tego kilka anegdot spod znaku Amerykanin w Paryżu.
Paryż mój słodki
Zestaw paryskich słodkości i porównań cukierni Paryża i Nowego Jorku. Na deser...
Dla dzieci
Oto jest Paryż
Urokliwe przestawienie zabytków Paryża. Z przeznaczeniem dla dzieci, ale tak naprawdę dla każdego, kto ceni dobre ilustracje.
niedziela, 3 lipca 2016
niedziela, 26 czerwca 2016
"Światła które nie gasną", życie (nie) teatralne
Nienazwane miasto, lata powojenne, jakiś teatr oraz troski i radości aktorów. Powieść teatralne? Powieść powojenna? Powieść nieskończona...
Główną bohaterką "Świateł które nie gasną" jest młoda aktorka Marta Zwiejska. Żona zaginionego na polu walki wojskowego usiłuje ułożyć sobie życie i zapewnić córce jako taki byt. W tym lepszym życiu pomógłby jej chętnie Roman Mrowiecki (amant z dość niejasną przeszłością) jednak pamięć o mężu i sprzeciw teściowej, zdewociałej prezesowej, powstrzymują Martę od ostatecznego kroku. A gdy już się decyduje, w drzwiach pojawia się mąż, otoczony chwałą bohatera spod Monte Cassino. To nie koniec dylematów młodej aktorki, której Mrowiecki proponuje kontrakt i karierę... Co wybierze Marta, a także jak potoczy się historia Mani, statystki, która musi utrzymać rodzinę... tego się nie dowiemy, bo powieść Krystyny Feldman się urywa. Z jednej strony-szkoda, z drugiej- każdy może wierzyć we własną wersję zakończenia...
Główną bohaterką "Świateł które nie gasną" jest młoda aktorka Marta Zwiejska. Żona zaginionego na polu walki wojskowego usiłuje ułożyć sobie życie i zapewnić córce jako taki byt. W tym lepszym życiu pomógłby jej chętnie Roman Mrowiecki (amant z dość niejasną przeszłością) jednak pamięć o mężu i sprzeciw teściowej, zdewociałej prezesowej, powstrzymują Martę od ostatecznego kroku. A gdy już się decyduje, w drzwiach pojawia się mąż, otoczony chwałą bohatera spod Monte Cassino. To nie koniec dylematów młodej aktorki, której Mrowiecki proponuje kontrakt i karierę... Co wybierze Marta, a także jak potoczy się historia Mani, statystki, która musi utrzymać rodzinę... tego się nie dowiemy, bo powieść Krystyny Feldman się urywa. Z jednej strony-szkoda, z drugiej- każdy może wierzyć we własną wersję zakończenia...
Ta książka, wydana w stulecie urodzin jednej z najbardziej lubianych postaci poznańskiego życia kulturalnego, jest bardziej ciekawostką, niż wydarzeniem literackim. Odnaleziony po latach rękopis pozwala poznać teatr od kulis:intrygi, plotki, rywalizacje, ambicje, świat dla widza ukryty i pewnie dlatego tak bardzo interesujący. Widać też, że aktorka/autorka dobrze czuje się w dialogu, tej najżywszej teatralnej materii, że chce poruszać kilka ważnych, nie tylko teatralnych tematów- pamięć powstańców Warszawy, zwichrowanie losów przez wojnę, biedę lata czterdziestych, powolne wracanie życia do normalności. Redaktorzy dostosowali powieść do wymogów współczesnej ortografii, jednak język,styl i powiedzonka, pozwalają wyczuć, że to powieść sprzed lat. Czy to zarzut? Absolutnie nie, zwłaszcza jeśli traktujemy tę książkę jako dokument epoki. To kolejna powieść, która pokazując świat teatru, prezentuje ludzi małych, skłonnych do dawania wiary plotkom, z przerośnięta ambicją i egzaltacją, to książka pisana z miłości do teatru, ale przy zdawaniu sobie sprawy ze wszystkich zakulisowych cieni. Warto przeczytać, bo losy Marty angażują czytelnika, a obraz lat powojennych w nienazwanym mieście wydaje się bardzo dobrze odwzorowany. A co byłoby dalej? Otwarte zakończenie to zawsze wielkie wyzwanie dla wyobraźni czytelnika i widza.
Krystyna Feldman, "Światła które nie gasną". Wyd. Miejskie Posnania, Teatr Nowy w Poznaniu. Poznań 2016.
środa, 22 czerwca 2016
Dźwignia reklamy: porównanie
Porównanie dźwignią reklamy… dźwignią, która czasem wali w
łeb czytelnika, jeśli jest porównaniem chybionym. A często jest. Zakładając, że każdy twórca chce być w pewnym
stopniu oryginalny, trudno jest wierzyć, że książki będą kropka w kropkę do
siebie podobne. Porównania jest dużym uproszeniem i zabiegiem mającym pokazać
zagubionemu w księgarni albo wśród bibliotecznych półek czytelnikowi z czym
może mieć do czynienia.Tyle pożyteczne, co mylące, bo może, ale nie musi… Na początku naszego wieku
rynek zalała fala polskich/francuskich/niemieckich Bridget Jones. Potem cykl o
Rozlewisku reklamowany był jako polski „Rok w Prowansji”, przy czym kolejne
książki typu „rzucam miasto, odnajduje się na prowincji” mniej czy bardziej
jawnie porównywane były do książek Kalicińskiej. Sprawa szła i w drugą stronę- Daria
Doncowa, autorka kryminałów cały czas jest nazywana „rosyjską Joanną Chmielewską”. Czy książki były do siebie podobnie-
oczywiście, ale temat to jedno, a styl drugie (czy wszyscy znają wiersz Tuwima
„Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk „Wlazł kotek na płotek”?). Druga sprawa to mianowanie autorów
następcami lub pobratymcami (u)znanych i lubianych. Nie
zliczę, ile razy słyszałam o następcach Agathy Chrisie (wszyscy, którzy piszą
kryminały, najlepiej osadzone na prowincji są jej krewnymi po piórze), pojawiają się też literaccy powinowaci Coelho, Kinga i Cobena.
Czy to porównanie działa na korzyść mniej znanego twórcy? Rzadko. Po pierwsze podejrzewam, że każdy autor chce tworzyć
własną markę. Zdarza się, że coś, co ma
być w stylu znanego pisarza ma z tym style niewiele wspólnego. Zarzuciłam
lekturę książki „Pan Darcy nie żyje”, dlatego że na 140 stronach nie znalazłam
ani powinowactwa z Austen, ani niczego, co w jakikolwiek sposób by mnie
zainteresowało. Pomyślałam sobie, że nieładnie przejeżdżać się na czyimś
nazwisku. Bo podstawowym problemem porównania jest podnoszenie poprzeczki czytelniczych oczekiwań. Jeśli
czytam jakiś kryminał oczekuję dobrej intrygi i napięcia, jeśli czytam kryminał
porównywany z pisarstwem Christie- wymagania wzrastają i czasem właśnie przez porównanie
książka traci w moich oczach. Niestety, mam spore oczekiwania i choć „robię w
książkach” już jakiś czas, naiwnie wierzę, że poza marketingiem i reklamą,
porównanie na okładce ma związek z literacką rzeczywistością. I że choć wiemy,
że w postmodernizmie wszystko już było, mam nadzieję, że powstają nowe i
nowatorskie książki, które nie powielają pomysłów i zagadnień eksploatowanych
przez innych autorów.I będą reklamowe mniej zdartymi hasłami:)
niedziela, 19 czerwca 2016
"Gra cieni" każdy ma motyw (i suknię z aksamitu)
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Link, autorki bardzo popularnej wśród czytelników, przez niektórych porównywanej do Agaty Christie. Stary, dobry chwyt- porównanie do tuza gatunku, nawet jeśli niewiele w tym prawdy... Link bez wątpienia umie pisać kryminały, jednak mało kto w obecnych czasach spasionych książek umie dorównać kunsztowi kreślenia postaci i sytuacji w kilku słowach, które od razu charakteryzują postać, co dla mnie stanowi kwintesencję twórczości Agaty. Czyli Link nie jest współczesną Christie, co nie oznacza, że źle pisze.
Główny trupem książki jest bogaty egoista David Bellino, człowiek bez zasad i kręgosłupa, który pewnego dnia zaprasza do swego nowojorskiego apartamentu przyjaciół z młodości i swą obecną narzeczoną. I zostaje zastrzelony. Podczas przesłuchania każdy z przybyłych opowiada swoja historię i, jak łatwo się domyślić, zarówno w opowieści poniewieranej przez męża gospodyni domowej, uzależnionej od leków dziennikarki, walczącej z wierzycielami żony lorda, niedawno wypuszczonego na wolność więźnia, David odegrał ważną rolę, która wpłynęła na obecną sytuację gości. Każda z opowieści o bohaterze jest jednocześnie oskarżeniem Bellina i motywem jego zabójstwa. Zaczęłam się domyślać, kto zabił, gdy wysłuchałam wszystkich historii, a kolejne rozdziały utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Bo siłą rzeczy traktowałam książkę w kategoriach kryminału, choć autorka bardzo chce włączać w swoje powieści wątki psychologiczne. Niech jej będzie, chociaż nie jestem fanką takiego mariażu, przede wszystkim dlatego, że spowalnia tempo. Ale i tak najbardziej drażni mnie opisywanie "zielonych aksamitnych sukni, na których rozsypały się złote włosy" albo inne szczegółowe opisy strojów i mieszkań bohaterów, które szczerze mówiąc wcale nie nadają psychologicznej głębi. Mniej znaczy więcej, zwłaszcza w kryminale. Tego uczyła Agata!
Książki słuchało się nieźle, głównie dzięki Joannie Jeżewskiej, która czytała bardzo dobrze, z odpowiednią intonacją i dyskretnym zróżnicowaniem głosów postaci. Ale to jedna z tych powieści, przy których wzdycham "oj, gdybym to ja miała nożyczki"- w słuchaniu, bardziej niż w czytaniu po cichu, wychwytuje się zbędne zdania i motywy. Tak czy inaczej czaję się na kolejną powieść tej autorki, która choć równie długa (ponad 20 godzin słuchania), zapowiada się całkiem ciekawie.
Charlotte Link, "Gra cieni". Przeł.Daria Kuczyńska-Szymala. Czyta Joanna Jeżewska. Wyd. Sonia Draga. Katowice 2015.
czwartek, 16 czerwca 2016
"Dziennik roku chrystusowego" pisarz prywatnie publicystyczny
Czytanie cudzego dziennika jest bezczelnym zaglądaniem mu przez ramię. Zaglądaniem, który w moim przypadku (kogoś dziennikującego od lat) niekoniecznie ma na celu włażenie w prywatność, ale ciekawość, jak inni opisują swoje życie. Jacek Dehnel przyznaje, że nie pisze dziennika, próbował
kilka razy, ale cały rok opisał dopiero w „Dzienniku roku chrystusowego”. Jednocześnie, w pisaniu tej książki (bo pisał
bardziej książkę niż dziennik intymny)
korzystał z nowoczesnych zapisków na fb… Choć niektórzy zarzucają mu, że jest staroświecki,
jak widać w pracy porusza się między technologiami
i technikami z wyjątkową łatwością. Jego zapiski to po części dziennik
publicystyczny, po części dziennik podróżnika i czytelnika. Kilka wspomnień z wyjazdów na spotkania
autorskie (i opinii o bibliotekach), zachwytów na sztuką, uwag o wydarzenia kulturalnych… Sporo codzienności-
tego, co jadł, jak remontował i na co zachorował. Ot, dziennik.
Dehnel mówił na spotkaniu w Bibliotece Raczyńskich, że pierwszą wersję dał do przeczytania kilku
osobom i każda z nich uważała za ciekawe/nieciekawe inne wątki. Po rozmowach z
redaktorkami i pierwszymi czytelnikami coś usunął, coś zostawił, coś rozwinął, jak
sam twierdzi, ma świadomość, że "Dziennik..." to groch z kapustą. Ale, paradoksalnie,
dzięki temu każdy może znaleźć coś ciekawego. Jak nie opis włoskiego kościoła,
to zżymanie się na hierarchów, jak nie zachwyt nad herbatą, to złośliwostki po adresem
tzw. ludzi kultury, jak nie przemyślenia
o wieku chrystusowym, to scenki z życia
codziennego. Poza tym, o ile
przyzwyczajeni jesteśmy do dzienników, wydawanych po śmierci autora, z przypisami
redaktorów, mającymi ułatwić zrozumienie opisywanego świata, o tyle Dehnel
pisze o wydarzeniach niewymagających osadzania w rzeczywistości, bo to nasz
świat. Świat różnych kręgów, który z naszym, czytelniczym styczny jest tylko w
kilku punktach, ale pisząc dziennik siłą rzeczy
z większym angażowaniem opisuje się własny ból zęba niż wydarzenia państwowe.
W jednej z recenzji przeczytałam, że „Dziennik…” to „książka Jacka Dehnela o tym jak fajnie być Jackiem
Dehnelem”. Fajnie, choć bym się na to życie nie zamieniła. A poza tym, trudno od autora dziennika oczekiwać
by nie opisywał swojego życia (które ma prawo być fajne). Lubię styl Dehnela, jego językową sprawność,
dowcip, czerpanie z tradycji literackiej. W tym wypadku do głosu doszła jeszcze żyłka
publicystyczna, znana z felietonów i internetu. Wiadomo, że dziennik nie ma za zadnie mówienia
prawdy o rzeczywistości, ale być może za jakiś czas czytelnicy spojrzą na
zapiski Dehnela jak na swoisty dokument epoki. I ciekawe, jakie oni będą mieli
wrażenia…
Abstrahując od samej litery „Dziennika…”, Dehnel świetnie
czyta swoje książki! Byłam tego zdania już
przy słuchaniu „Lali”, a fragmenty „Dziennika…” i „Krivoklata”,
które czytał wczoraj, przekonały mnie, że pisarz dobrze czytający swoje rzeczy,
to wyjątkowa sprawa.
Jacek Dehnel, „. Wyd. Dziennik roku chrystusowego” Wyd.
W.A.B. Warszawa 2015.
niedziela, 12 czerwca 2016
"Wiktoria" dalej nie było aż tak ciekawie
Drugi tom Kobiet z ulicy Grodzkiej mnie nie zachwycił. Cóż zrobić, ale Wiktoria, (która poznaliśmy w "Hance")z mądrej, sympatycznej i rozważniej dziewczyny stała się przewidywalna i naiwna. Aż dziwne, że to możliwe...
Przypomnijmy-Wiktoria, młoda farmaceutka wyrusza z młodopolskiego Krakowa do Francji, by odnaleźć ukochanego. Jednak w Paryżu okazuje się, że ukochany ma narzeczoną... Zdana na siebie dziewczyna zaprzyjaźnia się ze zbuntowaną arystokratką, która na przekór rodzicom chce zostać malarką. Wiktoria poznaje też jej brata i będzie to znajomość brzemienna w skutki (dosłownie). Po powrocie do Krakowa Wiktoria stara sobie ułożyć życie jako młoda matka i kierowniczka apteki.Jej serce zdobywa też pewien dystyngowany mężczyzna, ale na happy end jeszcze się nie zanosi, bo przecież będzie trzeci tom.
O ile pierwsza część przygód kobiet z ulicy Grodzkiej była dynamiczna i wielowątkowa, tak druga jest momentami banalna i nudnawa. Wiktoria straciła swoją charyzmę i moją sympatię, a modernistycznemu Krakowowi i Paryżowi poświecono dość mało miejsca. Pewnie przeczytam ostatni tom, bo zakończenie "Wiktorii" trochę namieszało, ale mam nadzieję, że tym razem doświadczenie bohaterki powie jej co zrobić powinna;)
Lucyna Olejniczak, "Wiktoria". Wyd. Prószyński i Ska. Warszawa 2015.
środa, 8 czerwca 2016
"Ekonomia"! Bo "pieniądz wprawia w ruch ten świat"
Nasze podejście do
finansów obrazuje stare powiedzenie, że „odkąd Fenicjanie wynaleźli pieniądze
twierdzę, że wynaleźli ich stanowczo za
mało”. A co z resztą ekonomicznego
świata? Niby wiemy, o co chodzi, ale...Żeby nieco sprawniej poruszać się w świecie pieniędzy, kredytów,
debetów i inwestycji warto przeczytać książkę "Ekonomia". Choć to pozycja kierowana do tzw. młodszej młodzieży, dorośli też mogą
sobie ugruntować wiedzę ekonomiczną, bo ta przedstawiona jest przystępnie,
dowcipnie i lekko. Poza tym wstyd wiedzieć mniej od małolatów...
Pieniądze, podatki, budżet domowy, budżet państwa, gospodarka, bank to tytuły kolejnych rozdziałów, w których autor mówi, dlaczego dodrukowanie pieniędzy nie jest dobrym wyjściem, opisuje mechanizmy ekonomiczne, nie szczędzi ciekawostek (np. podatek od śmieciowego
jedzenia na Węgrzech) oraz zabiera głos w sprawach aktualnych (czy wprowadzić w
Polsce euro? Co z kredytami w obcych walutach?). Do tego przykłady (które, jak wiadomo uczą najlepiej), rysunki i diagramy Maxa Skorwidra, a przede
wszystkim partnerskie traktowanie czytelnika. To nie jest książką z serii: a
teraz objawię maluczkim swoją wiedzę; to książka, której celem jest pokazanie,
że ekonomia jest wszechobecna, a jej zrozumienie po prostu ułatwia życie. Jasno, ciekawie, dowcipnie i życiowo. Jako wnuczka ekonomistów, która zasad obrotu pieniądza uczyła się dając Dziadkowi weksle, przeczytałam z przyjemnością.
Bogusław Janiszewski, "Ekonomia. To, o czym dorośli ci nie mówią". Wyd. Publicat. Poznań 2016.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






