Iść za tradycją czy nagiąć się do zmiany czasów?
Wybór strategii na przyszłość, którego musi dokonać seniorka rodu i
szefowa wydawnictwa z 150 latami tradycji to także wybór dziecka, które
przejmie stery, bo za tradycją i jakością stoi syn, a za technologiami i
otwarciem na kasowe gatunki: córka. Ale sprawy
przyszłości wydawnictwa to nie jedyne tematy, które pojawią się podczas
warsztatów, na które zostaną zaproszeni członkowie rodziny. I tak w
hotelu na norweskiej wysepce stajemy się świadkami zamkniętego dramatu
na 8 osób i wygenerowaną przez AI towarzyszkę
syna narratorki.
I choć początek mógłby zwiastować dreszczowiec, mamy rodzinny dramat z
niedopowiedzeniami, tajemnicami z przeszłości i manuskryptem, który
przeraża Eddę, synową szefowej, redaktorkę wydawnictwa i narratorkę
powieści.
Może to kwestia Norwegii, może pewnej surowej dynamiki akcji i
kameralności historii (bo zostawiając na boku terapeutę, syna i
narzeczonego siostry, główny konflikt toczy się między 5 osobami), ale
jest tu coś z ibsenowskiego dramatu: mieszająca w teraźniejszości
przeszłość, obyczajowość kryjąca kolejne pytania. Jest w tej l powieści
coś teatralnego, a kolejne strony łatwo wyobrazić sobie jako sceny w
teatrze, także przez narrację, momentami kojarzącą mi się z didaskaliami
albo audiodeskrypcją.
Poza rodzinnym sporem o sukcesję i wydawniczą wizję jest tu jeszcze
bardzo ciekawy wątek świata książki, jako świata (nawet w przodującej w
czytelniczych statystykach Norwegii) zagrożonego. Rzucane przez siostrę
ekonomistkę hasła o wielkiej konkurencji dla
książki, sile gatunkowości, rozwoju non fiction, e-bookach i
audiobookach nie są fabularnym wymysłem. Jednocześnie mocno (i
optymistycznie) brzmią słowa Eddy, że ludzie od zawsze pragnęli
opowieści i że to się nie zmieni, bo(mimo rozwoju technologii) pragniemy
słuchać historii.
Na 200 stronach Agnes Ravat stworzyła przemyślane postaci,
zawiązała kilka ciekawych wątków. Nie można zapomnieć o sztucznej
inteligencji, która pojawia się i jako element świata pisarzy, i jest
blisko bohaterów przez byt mający towarzyszyć synowi
Eddy i wspierać go w rozwoju społecznym. I to wszystko autorka osadziła
w świecie przeszłości, przyszłości, marzeń, pieniędzy i złudzeń. W
świecie książki. A do tego jest jeszcze historia tytułowego, zatopionego
Doggerlandu. Krótka powieść, zostawiająca sporo
do przemyślenia. Dla fanów historii rodzinnych, literatury
skandynawskiej i książek w książkach do przeczytania w jeden wieczór.
"Prawda jest taka, że ludzie są głodni historii zupełnie tak samo jak wcześniej. W ostatnich dekadach najbardziej dramatycznie zmni9ejszyła się zdolność koncentracji, ale nie głód narracji". Do przemyślenia!
Agnes Ravatn "Doggerland". Przeł. Karolina Drozdowska. Wyd. Pauza. Warszawa 2026.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz