wtorek, 25 lutego 2014

"Trio czarnej damy" trio młodych zdolnych

Zanim William Sherlock Holmes stał się wybitnym detektywem (który w XXI wieku otrzymał rysy i, co ważniejsze, głos Benedicta C.), zanim Arsene Lupin stał się najbardziej błyskotliwym ze złodziei, a Irene Adler jedyną kobietą, która przechytrzyła detektywa z Baker Street wszyscy byli dziećmi. Oczywiście spotkali się w swym dorosłym,literackim życiu, ale nie w takiej  konfiguracji. Jak wynika z książki "Trio czarnej damy" w dzieciństwie spędzali wakacje w tym samym francuskiej mieście Saint-Molo.A że niezwykłe umiejętności nie pojawiają się znikąd, trójce przyjaciół udało się rozwiązać całkiem ciekawą i skomplikowaną zagadkę...Co łączy tajemniczego rozbitka, który okazuje się mieć kilka tożsamości, z ukradzioną kolią i kółkiem brydżowym? Tego Irene, Arsene i Sherlock muszą się dowiedzieć! 

Oczywiście bujdą jest tożsamość autora książki- nikt choć odrobinkę kojarzący powieści detektywistyczne nie uwierzy, że Irene Adler, jakby nie było postać literacka, występująca tylko w jednym opowiadaniu Conan Doyla (i w kilku spin-offowych, niestety przegadanych powieściach np. "Dzień dobry, panie Holmes" Carole Nelson Douglas) napisała książkę;) Na pomysł serii wpadł doskonale znany młodym czytelnikom książek przygodowych  Pierdomenico Baccalario. Autorem samej powieści jest włoski pisarz Alessandro Gatti, który z właściwym nazwisku kocim wdziękiem przedstawia losy małych bohaterów i prowadzi ich ku rozwiązaniu zagadki, przy okazji pokazując trzy, zupełnie różne światy dzieci. Co ważne dzieciństwo każdej z postaci jest bardzo spójne z tym, co o nich wiemy z dorosłych przygód. Młody  Sherlock jest oczywiście bardzo spostrzegawczy i logiczny, ale już nieco wycofany i zawsze o kilka kroków przed resztą towarzystwa(i nie tylko o dedukcyjne kroki tu chodzi), Lupin mimo młodego wieku już czaruje narratorkę, zachwyca sprytem, manierami i wysortowaniem. O Irene wiemy najmniej, więc autor mógł sam stworzyć jej rodziców, intrygującego służącego Horacego i domowy świat.

Kryminał czyta się bardzo dobrze nie tylko ze względu na dynamiczną akcję i sympatycznych bohaterów, ale także dlatego, że ma bardzo wyraźną, sporą czcionkę, krótkie rozdziały("przeczytam jeszcze jeden rozdział, w końcu taki króciutki"), a dodatkowo pojawiają się rysunki otwierające każdy rozdział. Ładnie wydana (wewnętrzne i tyla strona okładki są naprawdę stylowe), interesująca książka, która powinna spodobać się nie tylko fanom przygód dorosłego Sherlocka (choćby telewizyjnych, ze wspomnianym już Benedictem C.), ale wszystkim zwolennikom ciekawych książek przygodowych i detektywistycznych. Wprowadzić młodego czytelnika w świat dorosłej, klasycznej już literatury dzięki kultowym bohaterom w krótkich spodenkach-jestem za i czekam na ich następną przygodę.

Alessandro Gatti, "Sherlock, Lupin i ja. Trio czarnej damy". Wyd. Zielona Sowa. Warszawa 2013.

sobota, 22 lutego 2014

"Małżeństwo we troje" a pięć opowiadań

Z opowiadaniami jest tak, że albo się je lubi albo nie. Lubię i uważam, że to często najlepszy sprawdzian umiejętności pisarza.Eric-Emmanuel Schmitt w "Małżeństwie we troje" pokazuje, że umiejętnie piszącym autorem jest. W pięciu opowiadaniach pisze o tym, o czym pisał wcześniej- rożnych odcieniach miłości, konfliktach wewnętrznych i wciąż obecnej w życiu człowieka historii- jeśli nie tej wielkiej, światowej, to osobistej, ludzkiej.I to właśnie ta historia osobista, budowana ze wspomnień,często kładąca się cieniem na współczesności, jest wspólnym mianownikiem pięciu opowiadań.
 "Dwaj panowie z Brukseli", utwór nazwany przez autora mini-powieścią, jest historią o toczących się równolegle związkach dwóch mężczyzn i pewnej kobiety. Bohaterowie którzy złożyli sobie przysięgę podczas ślubu Genevieve Grenier czują się związani z jej rodziną, a nawet za nią odpowiedzialni. I tak czytelnik poznaje  kolejne wydarzenia z życia   Genevieve i wpływ na nie dwóch panów z Brukseli. Ciekawy pomysł, brak czułostkowości i prosty opis skomplikowanej sytuacji!  
W opowiadaniu "Pies" narrator opowiada historię mężczyzny, który popełnił samobójstwo gdy zginął jego pies. Okazuje się, że Samuel był ocalałym z zagłady Żydem, któremu to właśnie pies przywrócił radość życia. Jest w tym opowiadaniu, ze względu na temat Holokaustu i motyw żydowskiego dziecka, jakieś echo "Dziecka Noego". Historia robi spore wrażenie (czytałam opinie i rozmawiałam z Mamą), ale dla mnie jest troszkę przekombinowane- umieszczanie dziejów Samuela w historii narratora nie do końca zdaje egzamin, bo i tak znacznie ciekawsze są losy Samuela, niż opowiadającego, którego dzieje niewiele wnoszą. Konstrukcyjnie przedobrzone.
Tytułowe opowiadanie "Małżeństwo we troje" jest oparte na pomyśle uczynienia jego bohaterami oryginalnego małżeństwa: wdowy po kompozytorze i badacza twórczości owego kompozytora. Przeszłość staje się niezwykle istotna, żona czuje się zdradzana przez drugiego męża z pamięcią i talentem swego pierwszego małżonka.Tym bardziej to zaskakujące, że kompozytorem tym jest... Jest ten,który już kiedyś pojawił się w książce Schmitta. 
Najbardziej wstrząsające okazało się dla mnie opowiadanie "Dziecko upiór" o parze małżeńskiej, która dowiedziawszy się, że ich dziecko może być chore nie zdecydowała się go przyjąć. Bolesna, niedopowiedziana do końca historia o ludzkim egoizmie i o tym, jak prawda i wspomnienie mogą wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie i równie nieoczekiwanej postaci. 
Dodatkową wartością książki jest dziennik pracy pisarza, w którym Schmitt opowiada dlaczego i kiedy napisał konkretne opowiadanie. O ile odautorskie interpretacje nie są konieczne (autor, to co chce powiedzieć winien mówić swoim tekstem), o tyle inspiracje czyta się ciekawie.

Schmitt jest dla mnie przedstawicielem literatury popularnej plus. Umie zajmująco opowiadać, konstruuje ciekawe (często posiadające zaskakującą pointę) historie i opowiada je bardzo przejrzystym językiem, a przy tym wrzuca czasem aforystyczne zdanie. I w każdej książce pokazuje, że umie pisać. A to,że porusza te same tematy i nawiązuje do własnych książek? Kto popularnemu zabroni?:)

Eric-Emmanuel Schmitt, "Małżeństwo we troje". Wyd. Znak. Kraków 2013.

wtorek, 18 lutego 2014

"Piękni dwudzestoletni" awanturnicze prawdziwe zmyślenia

Marek Hłasko pewnie zakrztusiłby się zaświatowym alkoholem gdyby przeczytał, że jego buntownicze wspominki kwalifikuje do klasyki;) Ale, Panie Marku, nie ma się o co oburzać,  tak było ze wszystkim skonfliktowanymi  autorami- w końcu stawali się klasykami.

Tom "Piękni dwudziestoletni" to siedem opowiadań, w których autor przedstawia swoje życie (na ile to prawda, na ile autokreacja, to dylemat dla badaczy "prawdziwych zmyśleń"), albo jak sam mówi-tłumaczy się i wyjaśnia pewne wydarzenia. Świat powojennej Warszawy, Wrocławia, Zachodu i Izraela przefiltrowany przez specyficzny ogląd autora czytany dziś  jest utworem mało obrazoburczym. Tyle wiemy o moralności i niemoralności władz komunistycznych, o metodach bezpieki, problemach z paszportami i wizami, o sposobach szarego człowieka na radzenie sobie ze światem, w którym niczego nie ma i niczego nie wolo, że opowiadania Hłaski nie demaskują i nie otwierają oczu. Co więcej, czytana przez moje pokolenie, który komunizm bez ludzkiej twarzy zna tylko z rodzinnych opowieści i podręczników, historia życia Hłaski jest czymś w rodzaju powieści przygodowej, dziejów awanturnika, który ciągle chce przechytrzyć system. Szczerze mówiąc niektóre wydarzenia, choćby sposoby dokonywania kradzieży z państwowych spółek czy knajpiane opowieści brzmią po prostu sensacyjnie, choć niewątpliwie są opowiedziane z nerwem. Ale jest i druga strona medalu- ta bardziej życiowa, mniej kozacka i kaskaderska- strona żywych emocji i pozbawionych szyderczych komentarzy opowieści, które są autentyczne. W świecie wspomnień, których fantazja i rzeczywistość się miesza i zaciera, obecność prawdziwych postaci, historycznych nazwisk ludzi polityki i kultury znacznie je urealnia, osadzając w czasie i przestrzeni. Brandys, Ford, Polański,Andrzejewski, Putrament, redaktorzy "Po prostu" i wydawcy "Kultury" nadają opowieściom Hłaski boleśnie prawdziwego rysu.

A sam autor? Opowiada barwnie z wieloma nawiązaniami do kultury, cytatami i ironią kogoś, kto jest ponad opisywaną rzeczywistość. Tej dezynwolturze doskonale odpowiada głos lektora audiobuka, Borysa Szyca. Szyc świetnie pasuje do czytania wyznań młodego gniewnego autora, jest ironiczny, trochę zblazowany i autentyczny, czyli taki jaki być powinien.Świetnie przeczytana literatura trochę pijacka, trochę awanturnicza, trochę aspirująca do demaskacji, trochę do "ocalenia od zapomnienia",czyli  literatura polska.

Marek Hłasko, "Piękni dwudziestoletni". Wyd. Agora. Warszawa 2013.  Czyta Borys Szyc.

czwartek, 13 lutego 2014

"Moja wielka miłość" Bella kronikarką Franca Fiszera

Polubiłam Czajkę-Stachowicz za jej ciągły optymizm i umiłowanie życia, który czasem przechodzi w lekką szarżę. Polubiłam jej pokręcony sposób myślenia i szczerość wypowiedzi, które jak wszyscy podejrzewają nie zawsze są prawdziwe. "Moja wielka miłość" to jednak książką nieco inna niż pozostałe tomy wspomnień, bo to nie Bella jest tu główną bohaterką. Autorka usuwa się w cień, stając się kronikarką życia jednej z najbardziej barwnych postaci dwudzestolecia- Franciszka Fiszera. Bella poznała go po powrocie w Paryża i mimo częstych inwektyw, których nie szczędził jej brzuchaty smakosz, pokochała miłością ogromną i czystą. Żaden z mężczyzn, z którymi wiązała Czajkę szaleńcza nić "erotycznych kombinacji" nie był dla niej tak ważny, żaden jej nie ukształtował,ani nie obsztorcował tak, jak Franciszek Fiszer. Fiszer z jednej strony trochę przypominający jej ukochanego ojca, z drugiej nauczyciela w akademii życia na ciągłych wagarach. 

Bella przy tym filozofie bez wydanych rozpraw, autorze pseudonimu Leśmiana i żywej reklamie każdej porządnej restauracji jest zwykła Bellą i brak opisów jej szaleństw przy wszystkich historiach o Fiszerze,którymi raczy czytelnika nikomu nie przeszkadza. Jedynym momentem, gdy Bella zaczyna się wybijać na autorską niepodległość jest koniec opowieści, gdy wspomina ostatnie chwile życia Fiszera i swoje odczucia związane z jego odejściem. Jest wtedy Bellą, na którą czekamy- jeszcze lekko postrzeloną, a już doświadczoną, A ta Bella, która zaczyna i kończy opowiadać historię Fiszera i swoją, to Bella już stara, wielokrotnie wypróbowana przez los, która potrafi jak nikt inny dostrzec prawdziwą mądrość Fiszera, bohatera dwudzestolecia  i bohatera jej życia.

Izabella Czajka-Stachowicz, "Moja wielka miłość". Wyd. W.A.B. Warszawa 2013.

niedziela, 9 lutego 2014

"Bransoletka" na scenie życia

Ewa Nowak jest jednym z najbardziej znanych i uznanych autorów polskiej młodzieżówki i bardzo zasłużenie. Jej kolejna książka, "Bransoletka" jest powieścią o Weronice, gimnazjalistce, która zostaje wmanewrowana w wyjazd na zimowisko teatralne. Na początku dziewczyna wcale nie jest zadowolona z pobytu w ośrodku i to w towarzystwie maniaków teatralnych i ich instruktorki Salomei, ale powoli zaczyna dostrzegać w codziennych aktorskich zdaniach i przemowach Salomei coś ciekawego. W nowej grupie odnajduje swoją nową rolę,  swoją postać i nie jest to wcale postać drugiego planu, a do takiej roli przyzwyczaiły Weronikę dom i szkoła.  Warsztaty teatralne są pretekstem do pokazania różnych mechanizmów grupy- powstawania plotek, sądów pochopnie wydawanych na podstawie stereotypów, czy wreszcie relacji międzyludzkich, które nigdy nie są tak proste jak w telenoweli.
Autorka bardzo celnie portretuje środowisko zafascynowanej teatrem młodzieży, trochę tu egzaltacji, sporo chęci sprawdzenia siebie i bardzo dużo poszukiwania prawdziwego ja. Weronika, najpierw buńczuczna i zbuntowana przeciwko teatralnej magii z czasem zaczyna się przekonywać, że zainteresowanie aktorstwem nie musi być wcale drogą do zostania gwiazdą filmową, za to może pomóc w zrozumieniu siebie i innych. Takim przewodnikiem po emocjach jest Salomea, z jednej strony artystycznie narwana, z drugiej znająca się na ludziach i bardzo dobrze życząca swoim podopiecznym. O tym jak wiele teatru w codzienności przekonuje się Werka zwłaszcza po powrocie do domu, gdy zaczyna obserwować swoich znajomych, śledzić ich motywy i obsadzać wszystkich w innych rolach. A do tego dochodzą jeszcze sprawy sercowe i tajemnica chłopaka, który zaczyna coraz bardziej intrygować bohaterkę... 

Akcja prowadzona jest szybko, sporo się w książce dzieje, a młodzi ludzie, także wielbiciele teatru, mogą tu odnaleźć kilka niezłych myśli o podobieństwa życia i teatru. Taki topos theatrum mundi dla gimnazjastów (a w liceum zrobią im z tego zagadnienia sprawdzian na podstawie Szekspira i Kochanowskiego :)Książka dla młodzieży powinna być o czymś (każda powinna, ale dla młodzieży szczególnie!), Ewa Nowak jako psycholog doskonale wie, jakie problemy mają jej czytelnicy i o czym chcieliby lub powinni przeczytać. Na szczęście jej powieść nie jest bardzo dydaktycznym wywodem na temat niepełnosprawności, stereotypów i sposobów zmiany w swoim życiu, jest po prostu fajną opowieścią w której łatwo ostrzec przekaz. I to jest bardzo dużo!

Ewa Nowak, "Bransoletka". Wydawnictwo Literackie. Kraków 2013.

środa, 5 lutego 2014

"Paryż mój słodki" ciasteczkowe korowody

"Paryż mój słodki" to propozycja akurat na karnawał, bo opowiada o ciastach, ciasteczkach, bagietkach, pralinach, babeczkach, makaronikach i wszelkich innych rozkoszach podniebienia, których autorka zażywała w Mieście Świateł. Amy przyjeżdża z Ameryki do Paryża do pracy w jednym z największych i najbardziej znanych domów mody, ale posada u Louisa Vuittona nie byłaby tak porywająca gdyby nie cukiernie, piekarnie, bistra i restauracje, w których Amy spędza wolny czas. Książka to niekończący się korowód słodkości, smaków i porównań dań paryskich i nowojorskich: najlepsze babeczki są tu i tu, naleśniki tam a tam, a czekolada ówdzie. 

Wbrew pozorom i okładkowym opisom wcale nie miałam ochoty na te wszystkie dania- choć Thomas pisze o nich ze znawstwem, wyczuwalną sympatią i znajomością tematu, nie zgłodniałam i nic mnie nawet nie ssało w żołądku:) W swej książce autorka (z zwodu dziennikarka, co widać w lekkim, felietonowym stylu) opisuje też trochę paryskie życie, ale jeśli jej wierzyć składa się ono przede wszystkim z jedzenia, choć jest także kilka socjologicznych opinii o mieście i jego mieszkańcach. Gdyby się pokusić o małą nadinterpretację można uznać, że Amy Thomas nawołuje o cieszenia się małymi, codziennymi szczęściami i docenieniem słodkich (nie tylko dosłownie)chwil. Ale mówiąc szczerze autorka pisząc o ciastkach, pisze o... ciastkach. Bez jakikolwiek (nad)interpretacji. Książka może nie do schrupania, ale jako lekka, niezobowiązujący przerywnik, takie ciasteczko do kawy, może być.

Amy Thomas, "Paryż mój słodki".  Wyd.Pascal. Bielsko-Biała  2013.

niedziela, 2 lutego 2014

"Ruth" zwiedziona, porzucona i co dalej?

"Ruth"  Elizabet Gaskell to opowieść o świętej ladacznicy w świecie konwenansów. Ruth Hilton szesnastoletnia i bardzo piękna dziewczyna oddana pod opiekę właścicielki salonu krawieckiego, znajduje ciepło i przychylność w osobie bogatego panicza Bellinghama. Po chwilach zawahania wyjeżdża z nim do Szkocji i od tego czasu zostaje naznaczona piętnem kobiety niemoralnej. Gdy nudzi się paniczowi i zostaje przez niego porzucona, matka Bellinghama daje dziewczynie do rozumienia, że była błędem w życiu syna i nie chcą więcej słyszeć ani o niej, ani o dziecku, którego Ruth się spodziewa. Na szczęście z pomocą przychodzi pastor Benson, zapraszając dziewczynę do swojego domu, w którym razem ze swoją siostrą goszczą Ruth, a nawet traktują jak domowniczkę. Mijają lata, Ruth pod zmienionym nazwiskiem, podając się za wdowę zaskarbia sobie sympatię mieszkańców, zostaje nawet guwernantką bogatej i szanowanej rodziny i powierniczką najstarszej siostry swoich wychowanek. Niestety, prawda wychodzi na jaw. Szanowana do tej pory kobieta staje się dla otoczenia niepożądana. Jedaka w chwili gdy wybucha epidemia i Ruth zaczyna pracować jako pielęgniarka zdobywa szanse by odkupić swoje winy, choć płaci za to najwyższą cenę. 

"Ruth" jest opowieścią z jednej strony moralizatorską- opisuje losy płochej dziewczyny i bardzo brutalnie wskazuje na konsekwencje. Z drugiej  świetną powieścią obyczajowo-psychologiczną, pokazującą obłudę środowiska oraz purytańską Anglię. Ostracyzm na jaki narażona jest Ruth aż boli, dla nas, ludzi gdzie normy i zasady są bardzo często ruchome, fakt postrzegania już dorosłej i zasłużonej dla społeczności kobiety  przez pryzmat jej dawnych grzechów jest wyjątków okrutny. Dziwi i zaskakuje ostrość sądów, brak przejednania, ale tym bardziej podnoszą na duchu wszystkie przejawy sympatii okazywane Ruth przez pastora Bensona i jego siostrę. Tytułowa bohaterka to postać tragiczna, typowa zwiedziona i porzucona, która potem cały czas cierpi za błędy młodości i wszystkie uczucia przelewa na syna, Leonarda.Może trochę zastanawiać, a nawet denerwować jej bierności i łagodne godzenie się z losem, ale przez pokazanie panoramy społecznej widać, że innej drogi po prostu  nie było. Gaskell opisuje Ruth właśnie jako dziewczynę bardzo świadomą swoich czynów, świadomą także tego, że całe życie będzie musiała zmagać się z tajemnica z przeszłości. Ruth, mimo trudnych doświadczeń, pozostaje osobą bardzo dobrą! Czy którakolwiek inna zwiedziona i porzucona zdecydowałaby się pielęgnować w chorobie swego dawnego uwodziciela? Brzmi nieprawdopodobnie, ale dzięki konstrukcji postaci czytelnik nie ma wątpliwości, że Ruth będzie gotowa do takich czynów. W pewnym kontraście do niej stoi najstarsza siostra wychowanek guwernantki Jemima,  niewiele od Ruth młodsza, ale z dobrego domu i bez ciążących na niej win. Ona może pozwolić sobie na zazdrość, wyższość, lekkie igranie z uczuciami zakochanego w niej mężczyzny, jej wolno, bo jest dobrze urodzona. 

Gaskell opisuje świat, ludzi i wydarzenia, robi to bardzo świadomie i precyzyjnie, doskonale oddaje nastroje, ból, wahania i rozdarcie bohaterki, a tworząc świat poważny i chłodny, wprowadza do niego, dzięki postaci kucharki pastora, element  humoru i ludowej mądrości. Warto "Ruth" przeczytać i docenić- pisarstwo Gaskell i okładkę, z która jednoznacznie zwiastuje kłopoty przecięcia gorsetu purytańskich konwenansów.

Elizabeth  Gaskell, "Ruth". Wydawnictwo MG. Warszawa 2013.