środa, 2 lutego 2022

"Listopadowe porzeczki", diabeł i estońska jesień

 


Co mają wspólnego czerwone porzeczki z diabłem?


Estońska wieś, niemiecki dwór, czas przeszły. Jeden miesiąc z życia mieszkańców, ich troski, zmagania z rzeczywistością. Głupi parobek, który  zajada mydło, gospodarz, który tak boi się zarazy, że usłyszawszy iż ta nie lubi zapachu wódki:zaczyna pić, chłopak zakochany w baronównie, dziewczyna zakochana w chłopaku, czarownica spod lasu i człowiek, który przechytrzył diabła. A do tego cały zastęp kratów (czyli diabłów na posyłki u ludzi).

Bo w tym świecie to, co ludzkie miesza się z tym, co pozaziemskie. Diabelski bałwan opowiada swemu panu historie największych światowych miłości, największy krat rozwala wejście do domu, a na rozstajach siedzi książę piekieł i zapisuje w księdze nazwiska tych, którzy są mu dłużni dusze.
W tym świecie folkloru i ludowych mądrości jest też bardzo specyficznie rozumiana sprawiedliwość, polegająca na dzieleniu się kradzionymi dobrami. Są ludzie z zasadami (z zasady nielubiący tych na usługach dworu), są tacy, co nie przebierają w słowach. Są ci, którzy marzą i ci, którzy trzymają się mocno ziemi. Wśród mieszkańców są bogaci, żebracy, są przodkowie przychodzący w Zaduszki do rodzinnej sauny.

Nie znam estońskiego folkloru zatem nie umiem powiedzieć, co autor wyolbrzymił, a co przedstawił z etnologicznym szacunkiem. Ale  wiem, że świat przez niego stworzony wciąga i fascynuje. Miesza się tu dobro i zło, życie i śmierć, powaga i śmiech, pogańskie wierzenia i zasady kościoła. Oszukanie diabła jest najwyższą formą sprytu, ale można i przez takie konszachty zginąć. Zakochana dziewczyna potrafi na chwilę zmienić się w wilczycę, by obserwować ukochanego, a wiedźma dla niepoznaki staje się kupką gnoju. W tym świecie wyobraźni i folkloru nie ma rzeczy niemożliwych. W listopadowe mokre i wietrzne dni, gdy dzień św. Marcina goni Zaduszki życie mieszkańców wisi na włosku wobec nadchodzącej zarazy, ale znów spryt ratuje sytuację. I tylko czasem ten, który rozumem potrafi wygrać ze sprawami ostatecznymi, nie potrafi zrozumieć swoich wspomnień  i uczuć sprzed lat...

 Książka niezwykła, oryginalna.  Dla tych, którzy lubią opowieści niesamowite, z czarnym humorem, wymykające się jednoznacznym klasyfikacjom, trochę gawędziarskie, a trochę magiczne. Kilka skończonych historii, a przecież tylko miesiąc, zaledwie wycinek z losów wsi zawieszonej między przeszłością a przyszłości, życiem i śmiercią. Między ponurym listopadem a żywą czerwienią porzeczek.

Andrus Kivirähk. "Listopadowe porzeczki". Przeł. Anna Michalczuk-Podlecki. Wyd. Literackie. Kraków 2021.

 

środa, 26 stycznia 2022

"Tilly i książkowi wędrowcy" przygoda między stronami



Z którym bohaterem swoich dziecięcych lektur chcielibyście pogadać? Ta książka pozwala wrócić do zaczytanego dzieciństwa i marzeń o rozmowach z Pippi i Madiką. Albo przygodach z Panem Samochodzikiem (to moje typy, bo jednak w książce panuje hegemonia literatury anglojęzycznej).

Tilly (a właściwie  Mathilda)ma 11 lat, mieszka z dziadkami prowadzącymi księgarnię. I uwielbia czytać! Pewnego dnia spotyka rudowłosą Anię i uwielbiającą nonsensy Alicję.
W tym momencie przestaje się dziwić, że jej dziadek rozmawia z Sherlockiem Holmesem, a babcia z Lizzy Bennet! 
Jakby tego było mało, okazuje się, że nie tylko postaci z książek mogą odwiedzać Tilly w księgarni, ale i ona może wpadać np. do Avonlea!

Wizyta w tajemniczej Podbibliotece, miejscu najważniejszym dla każdego książkowego wędrowca, wyjaśnia kilka rzeczy, ale jest też źródłem kolejnych pytań… bo skoro wędrować po książce mogą bibliotekarze, księgarze i ci o odpowiednich genach, co tak naprawdę stało się z rodzicami dziewczynki?Jakby tajemnic było mało, Tilly zdaje się, że jeden z pracowników Podbiblioteki  zachowuje się dość podejrzenie…


Anna James, mająca doświadczenie pracy bibliotekarskiej, tworzy świat, do którego chce się wpaść, niczym do króliczej nory.  Z jednej strony londyńsko -księgarniany, z drugiej magiczno-literacki z fantastyczną rzeczywistością Podbiblioteki, pozwalającej na odwiedzanie literackich krain. Wątki książkowe łączą się z opowieścią o dziewczynce, która czuje, że czegoś brakuje w jej rodzinnej historii i ukojenia szuka w fikcji.

Jest tu opowieść rodzinna, ciepła, ale i tajemnicza historia zaczytanej familii Pagesów. Jest zagadka i magia czytania. Jest przygoda i przyjaźń. Jest bardzo wiele ładnych zdań o książkach i czytaniu, choćby to o wpływie, jaki na dorastającego czytelnika wywierają czytane przez niego książki. Jest przemycona informacja o strukturze opowieści i o tym, co może ją zakłócić. Jest też bardzo sprawnie prowadzona zabawa kontekstami literackimi (Alicja zachowuje 100% swojej alicjowatości!). Na ile te konteksty będą znane czytelnikowi w wieku 11-13 lat nie potrafię powiedzieć, ale mam nadzieję, że zachęcą, by po opisane książki sięgnąć. Bo na pewno jest to książka, która spodoba się tym,  marzącym o literackich podróżach i których naturalnym środowiskiem są biblioteki i księgarnie.

 Anna James, "Tilly i książkowi wędrowcy". Przeł. Adrian Tomczyk. Wyd. Zygzaki. Poznań 2022.




czwartek, 20 stycznia 2022

"Romantyczni w Paryżu" emigracyjne wichry

 

#teamMickiewicz czy #teamSłowacki?

Druga część „Romantycznych” przenosi nas m.in. do Rzymu, Krzemieńca i Paryża. Miejsc, gdzie mieszkali, działali polscy emigranci po powstawaniu listopadowym.  Tak, jak w pierwszej części,  pierwszoplanową postacią jest książę Adam Czartoryski, najpierw starający się zyskać poparcie Anglii i Francji dla sprawy polskiej, potem myślący o współpracy ze wschodem, to jego śmierć kończy losy romantycznych. Drugim bohaterem jest  Maurycy Kamienicki znany z pierwszej części historyk, który zaczyna życie na obczyźnie. Obrazu dopełnia zastęp postaci historycznych- Mickiewicz- od czasów „Pana Tadeusza”, przez związki z Towiańskim, po wyjazd do Turcji; Słowacki walczący o swoje miejsce w literackim świecie, łącznie z wejściem w okres mistyczny, pojawia się matka Słowackiego, dzieci Czartoryskich, Zamoyscy, przemykają Chopin, Krasiński i Odyniec. 

Ponińska kreśli bardzo żywy obraz emigracji- podzielonej, niepewnej swoich losów i bardzo różnorodnej. Bo  prezentuje życie arystokracji, elity intelektualnej, ale także przypomina o chłopach i żołnierzach, którzy trafiają do obcych krajów. Historyczne postaci, znane z lekcji historii i reprodukcji w podręcznikach, nabierają cech bardzo ludzkich: martwią się, kochają, boją przyjęcia swoich utwór, mają ambicje, marzenia i doświadczenia. Widzimy Mickiewicza dającego pierwszy wykład o literaturze słowiańskiej, Słowackiego ugodzonego przedstawieniem jego ojczyma w Dziadach i piszącego  „Benowskiego”.  Słyszymy rodzinne rozmowy o zamążpójściu, będącym realizacją rodowych planów. Świat sprzed prawie 2 wieków nabiera kolorów i życia.   Pojawiają się w nim cytaty z wierszy, listy, plotki. 

W tym tomie bardzo wiele się dzieje, obejmuje  długi czas (1832-61).  Wiadomo, że w takim wypadku część wydarzeń i postaci jest potraktowana marginalnie (np. Chopin pojawia się raczej w rozmowach innych bohaterów).  Widać  też-zwłaszcza w synu Maurycego-powiew zmian i nadchodzący pozytywizm.

Dla tych, którzy interesują się historią i kulturą, opowieść o romantycznych jest  ciekawym dopełnieniem obrazu wielkiej emigracji. Ci, którzy potraktują książkę typowo w kategoriach powieści mogą się zdziwić, że postaci historyczne, które wybijają się tu na pierwszy plan, są tak ludzkie i pozbawione cokołów, a ich  autentyczne losy ciekawsze od fikcji. Emigracyjna rzeczywistość wciąga, pokazując różne strony. Zwieńczeniem trylogii ma być opowieść o Sybirze. Czekam!  

Dorota Ponińska. "Romantyczni w Paryżu". Wyd. Lira 2021.
 

czwartek, 13 stycznia 2022

"Bibliotekarka z Paryża", "BIbliotekarka z Saint-Malo"- Francja, wojna i biblioteki

 


Obie książki są o bibliotekarkach, obie o wojnie i okupacji we Francji. Jedna jest warta czytania, drugą można sobie odpuścić.


„Bibliotekarka z Paryża” to historia Odile, która spełnia swoje marzenie i zaczyna pracę w Bibliotece Amerykańskiej w Paryżu. Międzynarodowe towarzystwo pracowników i czytelników jednoczy radość ze spotkania z książką. Jednak gdy wybucha się wojna i pojawia się zakaz obsługi Żydów, bibliotekarze zaczynają roznosić książki po domach. Niby żaden heroizm, a jednak. W okupacyjnej rzeczywistości Odile pozna czym jest miłość, przyjaźń, pochopny osąd  i  rozpacz. Dlatego też, w części współczesnej, stara już Odile stanie się powiernicą dorastającej Amerykanki (bez tego równoległego planu też byłoby ciekawie).  To, co sprawia, że tę  historię dobrze się czyta to inspiracja prawdziwymi losami pracowników amerykańskiej biblioteki i pokazanie, że w czasach obaw i niebezpieczeństw, literatura może nieść ukojenie i zahacza człowieka w pozorach normalności  (choć francuska codzienność jest znacznie normalniejsza niż ówczesna polska).  To książka, w której ludzie czytająją i rozmawiają o literaturze, a myśli o książkach i bibliotekach nie są tylko frazesami.  

 
Jocelyn z Sain-Malo nie miała łatwego życia. Śmierć rodziców, jej gruźlica, a gdy wszystko miało być dobrze-wybuch wojny i powołanie męża na front. Sensem życia staje się praca i ratowanie cennych książek z biblioteki (niestety nie wiemy jakich). I choć pomoc przychodzi niespodziewanie od niemieckiego oficera, to na potknięcie czeka też nazista, który chce puścić z dymem kulturowe dziedzictwo podbitej Francji.

To, co jest warte uwagi w książce to opis francuskiego społeczeństwa i nastrojów w trakcie wojny i okupacji-reakcje na decyzje marionetkowego rządu Pétaina, wiara w de Gaulle’a, tworzony ruch oporu.  Sama opowieść jest jednak pełna absurdów (gruźlik w bibliotece to jeden z nich), poza tym wojna jest tu nieprawdziwa, komiksowa. I wg kalendarium kończy się wyzwoleniem Francji...

Wg wydawcy Jocelyn ma pisać listy do pisarza-depozytariusza swej historii, ale nie ma tu nic z powieści epistolarnej, jest prowadzona w 1 osobie narracja. Czasem z nadmiernym patosem, czasem że złotymi myślami o książkach, czasem pobieżnie. Bohaterowie są raczej nakreśleni niż opisani, większość jest czarno-biała, a część ich historii ginie.

Dobrze, że w tej popularnej literaturze powtarzana jest historia (lepiej, by była zgodna faktami i lepiej opisana). Dobrze, że zwraca się uwagę na ten rodzaj walki i myślenia o przyszłości, który polegał na ratowaniu dziedzictwa i nie dopuszczenia, by okrucieństwo wojny odcinało od przeszłości zapisanej w książkach. Myśl o tym towarzyszyła (i niestety nadal towarzyszy) tym, którzy ratują książki. W historii mojej biblioteki też byli odważni bibliotekarze, którzy wbrew zakazom udostępniali książki Polakom, a część zbiorów ukryli. Dobrze przypominać o takich heroizmach zwykłych ludzi, bo kto spodziewał się bohaterstwa po cichych bibliotekarzach...

 Janet Skeslien Charles , "Bibliotekarka z Paryża".  Przeł.  Ewa Ratajczyk.Wyd.  Mado. Kraków 2021

 Mario Escobar, "Bibliotekarka z Saint-Malo". Przeł.Patrycja Zarowska Wyd. Kobiece. Białystok 2021

czwartek, 6 stycznia 2022

"Światło na krańcach świata" w blasku latarni

 


Wybierali się do tam bohaterowie Woolf. Pracował Skawiński. I ojciec Lampki. Mieszkały Muminki.

 Latarnie.

 Budynki z jednej strony romantyczne (bo to prowadzenie żeglarzy, odosobnienie, spotkanie z naturą), z drugiej niebezpieczne- samotnicze, skazujące na walkę z żywiołami. Atlas latarni to książka dla wielbicieli historii, architektury, techniki i morza. A przez formę- także designu.  Autor opisuje wybrane latarnie, przedstawiając krótko i ciekawie ich historię i parametry techniczne. Część budynków działa do dziś, część jest już  zabytkami. Poza tym, co interesuje latarniowych wielbicieli (zasięg światła, rok budowy, wyłączenia, automatyzacji), autor przywołuje historie ludzi, którzy związali swoje życie z latarniami. Są więc opowieści o dzielnych dziewczynach, które ratowały rozbitków, o rodzinach odciętych przez żywioł czy nawet makabryczne losy latarnika, który za oknem latarni trzymał trumnę ze zmarłym kolegą.  Ciekawostek i historii jest sporo (to nie jest książka do jednorazowego  przeczytania i zapamiętania!), ale teksty nie są przeładowane. Poza tym autor fantastycznie podaje pewne fakty- choćby ten, że Jezioro Górne, na nad którym stoi jedyna niemorska latarnia opisana w książce, jest wielkości Austrii. 
Latarnie, te na brzegach mórz i oceanów, oddalone od ludzkich siedzib, stojące na wyspach po środku wody to niezwykły element walki człowieka i żywiołu. Ale także współdziałania myśli technicznej z siłami natury. Opowieść o świetle na krańcach świata jest na tyle na ile trzeba romantyczna, gawędziarska i otoczona kontekstami, na tyle ile trzeba konkretna. A gdy dodamy do tego piękną szatę graficzną książki: gruby papier, rysunki, bardzo przydatne mapki w różnych skalach, otrzymujemy książkę w sam raz dla czytelnika, który stojąc kiedyś na latarni pomyślał, że życie latarnika może być fascynujące. Polskich latarni w książce brak, ale może kiedyś pojawi się równie udana edytorsko książka o budynkach z naszego wybrzeża.

Jose Luis González Macías, "Światło na krańcach świata". Wyd. Wielka Litera. Warszawa 2021.

czwartek, 30 grudnia 2021

CYNAMONY 2021

 


Najlepsza książka przeczytana w 2021 roku to...? 

 

Moje Cynamony, czyli zestawienie najbardziej zapadających w pamięć książek czytanych w tym roku.

Literatura polska: "Florentyna od kwiatów"  romantyzm polskiej wsi i malowniczość trwania oraz "Cyrkówka Marianna"  opowieść o kobiecie, która wierzyła w marzenia, ludzi i dawała kolor powojennej szarzyźnie.

Literatura obca: "Ballada o lutniku" opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu, przyjaźni i międzypokoleniowym porozumieniu. Doceniam też "Dworską tancerkę" i "Klarę i słońce"

Lekkie, łatwe: "Wszystkie barwy marzeń" pozornie lekka historia, barwna, choć skryta bohaterka, która mówi o sobie kartkami na klatce schodowej.  Spodobały mi się brak jednoznacznego happy endu i mądrość dziesięcioletniego sąsiada.

Kryminal tango: "Ostatnia iluzja" kolejna część przygód Molly, intryga w nowojorskich w dekoracjach pocz. XX wieku. Cała seria świetna i bardzo niedoceniana! Wyróżnienie- „Porachunki bezimiennej pisarki” za intrygującą bohaterkę i ironiczną narrację. 

Muzyczne inspiracje: "Szalona miłość. Wprowadzenie do opery" mimo krytycznych uwag dot. tłumaczenia i redakcji, ta książka jest bardzo potrzebna i warta przeczytania, bo pokazuje operę jako sztukę wciąż żywą!

Bo bywam dzieckiem: przygody odważnych panien z Londynu roku 1909 czyli „Tajemnice domu handlowego Sinclair”, które przypomniały czym jest radość przygodowego czytania

Odkrycie roku: Daphne du Maurier! "Rebeka" zachwyciła, "Moja kuzynka Rachela" zaintrygowała. Ta przygoda się nie skończy, bo Daphne umiała pisać i umiała tworzyć oryginalne kobiece bohaterki. 

Na koniec: "Nic się nie dzieje" zbiór krótkich impresji pozwalających zrelaksować się, docenić i przypomnieć codzienne miłe chwile, na które nie zwracamy uwagi. Dla mnie  te opowiastki miały  dużą wartość biblioterapeutyczną. 

Pożegnanie: „Miasto z mgły”- ostatni tom prozy Zafona, domykający przygodę z jego wyobraźnią, językiem i literacką pamięcią.

Nadzieje: seria Wyjątkowe kobiety- za mną lektura powieści biograficznych o Fridzie i Piaf, ostrzę zęby na historię Callas.   

Wielkich rozczarowań nie było, bo książki, które nie rokują, porzucam.

Wszystkie książki oczywiscie wypożyczone z Biblioteki!  I dlatego nie ma zbiorczego stosiku, bo książki są tam, gdzie im najlepiej-w domach kolejnych czytelników.

Wydarzeniem książkowym było to, że moje nazwisko znalazło się na okładce publikacji z ISBNem ;) I że była to publikacja o Norwidzie...

Życie jest pełne zaskoczeń! Samych wspaniale zaskakujących Wam życzę!