środa, 22 stycznia 2025

"Piękni lśniący ludzie" przyszłość przeszłości ludzi i nie tylko


                                                                               Sztuczna inteligencja: zachwyca czy przeraża?

W świecie z przyszłości, pełnej automatyki i botów, istnieją te same sprawy. Kompleksy. Wybitne zdolności. Samotność. Przypadek. 

Amerykański młody geniusz informatyczny przez poznaje w Tokio intrygującą kelnerkę i jej opiekuna byłego mistrza sumo. Jednak to nie będzie typowa historia dorastania i poszukiwania siebie. Bo jeden z bohaterów jest androidem.

Wybaczcie spoiler, ale właśnie to zderzenie światów jest w tej powieści najciekawsze. Dzięki pomysłowi na postać, w której przez pierwsze 200 stron widzimy człowieka, gdy sytuacja się zmienia, zaczynamy mieć więcej wątpliwości. Bo czuje, reaguje, ma swoje myśli. Czy naprawdę? Autor bardzo zmyślnie podaje kolejne puzzle, by wzbudzać w czytelniku uczucia dotyczące postaci. Czy ma swoją wolę czy tylko program? Czy działa wg planu konstruktora czy też ma swoje preferencje i marzenia? Czy istnienie ma jakiś konkretny cel? Wreszcie: czy doskonała technika jest nadzieją czy przekleństwem ludzi? Te pytania rodzą się stopniowo, w toku historii i podróży po Japonii, miejscu pełnym nowoczesności, ale z obecnymi wciąż historycznymi doświadczeniami ze śmiercionośnymi wynalazkami.

Nie spodziewałam się, że książka z technologią i przyszłością tak mnie zainteresuje i zrodzi wiele wątpliwości w kwestiach na pierwszy rzut oka oczywistych.

Widziałam ten tytuł w zestawieniach najciekawszych książek roku. Poruszany temat jest tu bardzo ciekawy i właśnie on jest głównym magnesem. Historia, postaci prowadzone są umiejętnie, to jest porządna literacka robota z elementami YA, thrillera, SF, ale bez stylistycznego zachwytu. Za to temat, ciągle na czasie, ukazujący możliwy scenariusz przyszłości jest bardzo intrygujący i pozwala spojrzeć na technologie i sztuczną inteligencję jeszcze pod innym kontem. Takim, który zafascynowanych  bardziej pobudzi, a przestraszonych nie uspokoi.

 Michael Grothaus "Piękni lśniący ludzie". Przeł. Olga Siara Wyd. StoryLight. Kraków 2024

wtorek, 14 stycznia 2025

"W księżycowym lesie" nów, ludzie i podcasty

 


Wczoraj była pełnia. Kto lubi patrzeć w nocne niebo? 

Dla bohaterów ważniejszy od pełni jest nów, symbol nowego początku, tego, co gołym okiem niewidoczne. Bo postaci z  powieści potrzebują czegoś nowego: pracy, znajomości, inspiracji, nowego spojrzenia. 

 Jak w kilku innych azjatyckich książkach  literatury wytchnieniowej mamy rozdziały poświęcone poszczególnym bohaterom, a ich historie z biegiem czasu zaczynają się zazębiać i w tle przemykają  te same drugoplanowe postaci.  

Pielęgniarka rezygnuje ze szpitala i szuka nowej drogi, która pozwoli jej znów poczuć się potrzebną. Licealistka przypadkowo trafia na kolegę, z którym wreszcie może pogadać. Właściciel warsztatu zauważa, że jego córka dorasta i że ich życia będą już osobne.Kurier wraca do marzenia sprzed lat, by być komikiem i rozbawiać ludzi. Twórczyni biżuterii zauważa, że jej artystyczna działalność to tylko jedna strona księżyca. Co łączy wszystkich bohaterów? Więcej niż przypuszczamy. A poza tym słuchany przez bohaterów podcast o księżycu. I nikt nie będzie zdziwiony tym, że czytelnik pozna też twórcę podcastu i jego motywację.

Proste opowieści, prosty języka, kilka momentów, gdy wewnątrz czytelnika (bo trzeba taką literaturę lubić albo jej potrzebować) pojawi się myśl, że współodczuwamy z bohaterami. Że te tęsknoty, nadzieje, obawy nas też dotyczą.  A spojrzenie w niebo i myśl o różnych stronach księżycach potrafi natchnąć do zmiany lub uspokoić. 

 Poprzednia książka autorki "Wszystko czego szukasz znajdzie w bibliotece", podobała mi się bardziej, ze względu na rolę książki i zaakcentowaną możliwość  zmiany, która rozpoczyna coś, co się przeczyta. Chyba bardziej wierzę w słowo pisane niż motywację z podcastu. Ale ciekawostki o księżycu były przyjemne. Bo to jest siła tych książek-są przyjemne. Po bardzo męczącym tygodniu przeczytanie historii osób, które nie wygrały w totka, nie zmieniły swojego życia o 180 stopni, ale które coś sobie uświadomiły było dobrym relaksem A że Michiko Aoyama przypomina w poprzedniej powieści, że najważniejsze jest to, co się wyczyta samemu z książki, być może jakieś elementy z tej powieści ze mną jeszcze zarezonują w stosownym czasie.

 Za książkę dziękuję Wydawnictwu. 

 Michiko Aoyama, W księżycowym lesie. Przeł. Barbara Słomka. Wyd. Relacja. Warszawa 2025.


niedziela, 29 grudnia 2024

Cynamony 2024

 


Cynamony 2024*. Myślałam, że dziesiąte, a to już jedenaste! Jak ten czas leci…

A ten rok był naprawdę bardzo udany czytelniczo, dość powiedzieć, że aż 4  tytuły uznaję za te naj!

 Naj, naj, naj, naj cynamony!

„Czuwając nad nią” powieść w pełni i pięknie tego słowa klasyczna. Wciągająca, łącząca Historię, sztukę i opowieść o ludziach, połączonych wielką wyobraźnią i przyjaźnią.

„Prawdziwa powieść” trochę azjatycka, trochę europejska z odwołanymi do światowej klasyki, a jednak pełna klimatu Japonii.  Pięknie opowiedziana historia, jakich, pozornie, wiele.

„W tej powieści wszyscy  umierają” intertekstualna, zaskakująca literacka jazda bez trzymanki. Dla fanów groteski, absurdu, skakania po rejestrach kultury i popkultury.

„Przeminęło z wiatrem” dałam się porwać amerykańskiej historii i losom czwórki świetnie rozpisanych  bohaterów.  Powieść kompletna, wciąż budząca emocje i czytelniczy zachwyt.

Zaskoczenie

„Encyklopedia wróżek i elfów” nie spodziewałam się, że fantastyka tak mi się spodoba. Bo to była waśnie taka przyjemna lektura na lato (a w książce śnieg i mróz), z elfami, magią ,bohaterką „biblioteczną myszą” i stylem naukowego dziennika.  Zaskoczenie jak nic!

Muzycznie

"Cały ten musical".  Przewodnik po musicalu, jaki powinien znaleźć się  na półce fana teatru muzycznego. Jasno, ciekawie, bardzo przydatnie. Czytać, korzystać, oglądać!

Wytchnieniowo

Segment wytchnieniowy ma się  bardzo dobrze, może nawet aż za... (przeczuwam przesyt tą literaturą). Czytałam kilka książek i najbardziej zapadła mi w pamięć ta o  doskonałym tytule „Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece”. To rzecz o sile, jaka wypływa nie z samych książek, a tego, co każdy z nich dla siebie wyczyta.  A to bardzo bliskie mi myślenie! Biblioteka jako miejsce przez które idzie się do lepszego życia? O tak!

 

Bo bywam dzieckiem

Nowe wydanie  Alicji w Krainie Czarów w przekładzie Pauliny Braitner, z ilustracjami  Salwadora Dalego.  Fantastyczne współgranie treści, obrazu i formy wydania. 

 

Kryminalnie bez nowych zachwytów. Cały czas starzy znajomi: Christie i Akunin (o którym muszę napisać więcej). Oni też królowali w audiobookach.

 Rzut oka na te książki pokazuje, że nadal nie mam niszy, w której mogłabym robić karierę  😀 

Dobrych stron w nowym roku! 

*W zestawieniu książki, które czytałam w tym roku, niekoniecznie w 2024 wydane. 

środa, 11 grudnia 2024

"Alicja w Krainie Czarów" dialogi z Dalim


 "A po co komu  książka bez dialogów ani ilustracji?"

 Nowe wydanie "Alicji w Krainie Czarów" jest dowodem, że sama opowieść o Alicji jest idealną książką. Z dialogami i obrazkami. I jedno, i drugie jest nie byle jakie. 
Po pierwsze kolejny przekład. Alicja jest postacią z krainy przekładów. Było ich kilkanaście, a każdy kolejny to pytanie: w jaką stronę na nowo zabierze czytelnika znana przecież historia? Śledzeniem zmian i szczegółowymi porównaniami przekładów językowych wyzwań pewnie zajmą się specjaliści od translatologii, a ja powiem tyle, że przekład Pauliny Braiter czytało mi się bardzo dobrze. Jest  dowcipny, bywa absurdalny i groteskowy, językowo jest czasem zaskakujący (jest "ciekawsiej"!), a przy tym daje czytelnikowi osadzenie w świecie, który jest światem baśni, ale i światem tego letniego popołudnia sprzed ponad 150 lat, gdy  mała Alice żąda opowieści. Jest więc i ciekawie, i w duchu oryginału.

Po drugie:ilustracje. Połączenie historii Alicji z grafikami Salvadora Dalego to pomysł odkrywczy i oczywisty jednocześnie. Bo kto, jeśli nie surrealista, odda lepiej kolorami, kształtami, wyobraźnią, sens i emocje historii? Czy Alicja może być dziewczynką ze skakanką? Oczywiście! I, tu nie zgodzę się z autorami Mądrych Przedmów, bo oczywiście, że w swojej długiej sukni może przez nią skakać! To przecież świat zachwianych reguł.

Przedmowy to kolejny plus tego wydania. Wprowadzenie do świata Alicji,  matematyka, która była nauką-matką Carrolla, opowieść o Dalim pozwalają na łapanie kolejnych nitek i kontekstów. Na znalezienie jeszcze głębszego dna króliczej nory.

I po czwarte, choć może powinno być po pierwsze, w świecie zachwytów, zagadek, czarów i cudów zachwyca dwustronna obwoluta z tytułem "Alicja w Krainie Cudów", którą czytam jako przywołanie pierwszego przekładu na polski "Przygody Alinki w krainie cudów" Adeli S. z 1910 r. Te cuda w tytule pięknie nawiązują do treści, i cudownych ilustracji, i do tradycji książki na rynku (brawa za przypisy z wyjaśnieniem, że pewne zdania odwołują się do oryginalnych ilustracji Tenniela z pierwszego wydania).
A to, że Carroll już w pierwotnym tekście zakładał istnienie ilustracji, nie wiedząc, że pojawi się ktoś taki jak Dali, który barwami, formą i atmosferą zgra się z jego historią, a my to dostajemy w 2024 z nowym tłumaczeniem to już największy cud!
 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu. 
 
 Lewis Carrol. "Alicja w Krainie Czarów". Przeł. Paulina Braiter. Wyda Materia. Kórnik 2024. 

środa, 4 grudnia 2024

"Razem na święta" Dzika, Foch i gremliny

 

Co jest najważniejsze w powieści świątecznej?

Barbara Kwinta tworzy mieszankę zgodną z zasadami, a przy tym bez lukru. W powieści jest dzielna i dowcipna bohaterka, trudna sytuacja, która kończy się dobrze, ale nie aż tak dobrze, by mieć wrażenie ulepnego naginania prawdopodobieństwa. I jest czar świąt, którego dowodem jest dobroć płynąca z wielu stron. Nawet jeśli ta mobilizacja dobra może zdać się ciut bajkowa to doskonale spełnia się w postaci świątecznego cudu, na który w skrytości ducha czekamy.  

Magda Dzika ma talent plastyczny realizowany w fabryce bombek w miejscowości pod Krakowem. W dniu, gdy pozornie los się do niej uśmiecha i zostaje przyjęta na kurs graficzny, ten sam los zabiera jej z domu trójkę rodzeństwa, którymi się zajmuje. Bo w tej powieści nie chodzi o miłość romantyczną (trochę chodzi, ale tylko trochę), chodzi o rodzinne więzi, odpowiedzialność za siebie, chwile, gdy się siebie nie lubi, ale i tak kocha. Magda obiecuje rodzeństwu, że Wigilię spędzą razem. Czasu mało, a młyny sadów rodzinnych mielą powoli.Przewodnikiem po meandrach prawa staje się mecenas Foch,cała mieścinka Boże Doły kibicuje Magdzie.    

To powieść pogodna, pełna humoru, bo pannie Dzikiej sarkazm pomaga przetrwać.To  też powieść o niełatwych relacjach. Pokiereszowane przez los nastolatki i pesymistyczny przedszkolak nie są uroczymi dzieciakami z komedii romantycznych, mają bardzo współczesne problemy. Magda, w roli siostry i opiekunki nie jest siłaczką, a nie może być też artystką z głową w chmurach. 
Autorka opisuje niełatwe sytuacje z prostotą, szczerze, bo czy jest lepsze wytłumaczenie dla podjętych wysiłków niż krótkie "kocham ich"? Do tego wielka siła życzliwości ludzi, którzy potrafią działać dla innych. A także pokazanie, że dom zastępczy nie równa się przytułkowi z Dickensa. W tle zaśnieżony Kraków, nadciągające Boże Narodzenie,ale jest w opowieści też jakieś niedotulenie, jakaś brakująca i umierająca przeszłość, jakiś żal, że czasem w życiu bardziej dramat niż komedia. Jakaś prawda rodziny, dla której to nie jest  tylko happy end, ale początek ciągu dalszego. Bo happy end jest, bez lukru, pełen nadziei. Trzymam kciuki za Dzikich!


 

Barbara Kwinta, "Razem na święta. Wyd. Lira Warszawa 2024

czwartek, 28 listopada 2024

"Czuwajac nad nią" powieść w starym stylu

 


Podobno by stworzyć rzeźbę wystarczy odjąć niepasujące do niej kawałki kamienia. W przypadku powieści dodaje się słowa, składa historie, nadbudowuje nowe. A dziś mam bardzo dobrze złożoną powieść, bo   

„Czuwając nad nią” to dla mnie taka powieść w starym stylu. Z bohaterem, opowieścią, której chronologia zostaje tylko momentami naruszona przez migawki z ostatnich dni Mima i teksty o jego pełnej tajemnic Piecie. Jest więc Mimo, obdarzony talentem karzeł, w którego życiu jest i upokorzenie i zaszczyt, cyrk i akademia, sztuka i codzienność.  Jest też Viola z rodziny Orsinich, którzy będą mecenasami Mima. Viola, dziewczyna o niezwykłej pamięci, rozległej wiedzy i marzeniu o lataniu. Dziewczyna, która ze względu na sferę i czasy nie będzie rozwijała się tak, jak jej przyjaciel Mimo. Bo są i czasy, rozpięte między dwiema wojnami, z rodzącym się w Włoszech faszyzmem, rozwojem techniki i potrzebą sztuki. 

Losy dwójki bohaterów splatają się w różnych okolicznościach, czasem dopełniając ważne chwile ich życiorysów, kiedy indziej będąc oczekiwaniem na to, co to drugie powiedziałoby lub zrobiło. To powieść o niezwykłej przyjaźni fałszywych kosmicznych bliźniąt. I o wielu innych postaciach z różnych sfer: o  pracownikach cyrku i biur watykańskich, gwiazdach filmowych i czeladnikach, biznesmenach i arystokratach. Powieść o poszukiwaniu szczęścia, potrzebie przyjaźni i uczuciu, które jest trwałe jak marmur.  

Powieści w dawnym stylu bardzo lubię i tę czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem (podsycanym przez drobiazgi o pracy rzeźbiarza, jego perspektywie i pomysłach). Top też powieść o dorastaniu, trudnym nawet gdy nie jest się innym. Powieść o artyście- twórcy poruszających rzeźb, który w zachwycie patrzy na freski Fra Angelica, z płaczem słucha „Nessun dorma” i zapałem czyta książki wyniesione przez Violę z biblioteki, bo z czasem poznaje, że i w książkach jest świat. Powieść po prostu intrygująca, przez którą się płynie wraz z malowanymi scenami i bohaterami. Z żywym językiem artysty, który jest w głębi serca niepewnym chłopcem poszukującym przyjaciół.  I aurą, która pozwala wierzyć, że Pieta Vitalianiego istnieje naprawdę.

Czy jest to najlepsza powieść francuska (nagroda Goncourtów zobowiązuje) nie wiem. Ale jest to bardzo dobra powieść  z postaciami, tłem historycznym i tajemnicą, która trzyma w klamrze różne elementy fabuły.  I jest głosem w dyskusji, że dzieło nigdy nie jest oderwane od doświadczeń twórcy i jego emocji.




Jean-Baptiste Andrei, Czuwając nad nią. Przeł. Beata Geppert. Znak. Kraków 2004. 

środa, 20 listopada 2024

"Tajemnice zamu Udolpho" klasyk grozy


""Tajemnice zamku Udolpho" to klasyk literatury gotyckiej. Wydana w 1794 r. powieść przyniosła autorce spore pieniądze, była komentowana w środowisku literackim i tak popularna, że Jane Austen postanawiała w swoim "Opactwie Nothanger" odnieść się do niej, a swoją bohaterkę uczynić namiętną czytelniczką grozy Ann Radcliffe.

Jak czyta się tę powieść 230 lat po jej powstaniu?

Długo. Ale nie żałuję! Ponad 800 stron, drobny druk, a przede wszystkim styl, który wymaga skupienia. To nie jest powieść do czytania z doskoku. Nie chodzi o to, że zgubimy się w fabule, o nie! Na współczesne standardy akcja toczy się wolno (Emilia, główna bohaterka, do tytułowego zamku bohaterka dociera po 300 stronie). Ale narracja, opisy przyrody, postaci, ich emocji, wymagają uwagi. Autorka pisze w odległych od nas czasach o czasach odległych o niej, bo akcja toczy się pod koniec XVI wieku, więc mamy tu osiemnastowieczną próbę pokazania świata z 1584 roku, dokonaną na podstawie lektur i skojarzeń (czasem błędnych o czym mówią bardzo dobre przypisy).  W treść włączone są wiersze pisane przez Emilię (to jej sposób na przekazanie emocji), ale także liczne cytaty z Szekspira, Miltona, które osadzają opowieść nie tylko w historii, ale i literackim kontekście.

Bohaterka Austen czytając drżała z ekscytacji. Współczesny czytelnik drżeć nie będzie. Demoniczny hrabia jest postacią jednoznacznie złą, ale nie jest nawet w dziesiątce najbardziej występnych typów literatury. Dzisiejszy czytelnik, żeby czuć się zaintrygowanym musi wyrzucić z głowy to, co nastąpiło po Radcliffe. Bo właśnie w Udolpho znajdziemy składowe powieści gotyckiej: zamczysko, drzwi, za którymi coś szeleści, tajemnice z przeszłości, ludzi, którzy strzegą sekretu i dzielą się nim na łożu śmierci, przyrodę, która bywa straszna i nieprzystępna, tajemnicze portrety i zapiski z przeszłości, ucieczki, pojedynki, zwłoki w rogu pokoju.  Dziś powiemy: zgrany zestaw! Ale świadomość, że właśnie ta autorka ten zestaw buduje, zmienia perspektywę.

Poza grozą płynącą z zewnątrz, jest i groza samej bohaterki, gubiącej się w domysłach, zbierającej strzępki informacji o własnej rodzinie. Emila, córka bez matki, narzeczona rozdzielona z ukochanym, zamknięta na odludziu tylko z wierną pokojówka jest dziewczyną pełną cnót (dlatego wygra), ale narażoną na tworzone przez własną wyobraźnię ułudy. I pewnie właśnie dzięki temu książka ta czytana jest od tylu wieków i cały czas potrafi zainteresować. Bo gdy już wejdzie się w świat tych opisów przyrody, miejsc, stanów emocjonalnych, to narracja i zmiany w emocjach bohaterki potrafi czytelnika wciągnąć.  Ale nie jest to lektura do czytania w przerwie, bo wtedy gubi się jej piękno i atmosferę.  A dla atmosfery i pewnego poczucia, że od tego wiele się w literaturze zaczęło warto było czytać!

 Ann Radcliffe "Tajemnice zamku Udolpho". Przeł. Wacław Niepokólczycki. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2023.