
Poza znanymi bohaterami jest w "Przystani nieszczęsnych dusz" wszystko, czego można się spodziewać u Marthy Grimes: nastrój zamglonej prowincji, leniwych, swojskich pubów, lekki humor i napięcie. Co prawda zakończenie jest trochę dziwne i może nawet naciągane, ale mimo wszystko zaskakujące. Czyta się bardzo dobrze, choć nie ukrywam, że zbrodnie, których ofiarami są dzieci zawsze są dla mnie bardziej dojmujące niż typowe kryminalne aferki z dorosłymi. Dehumanizacja dehumanizacją, ale wrażenie pozostaje. To już szósty tom cyklu o komisarzu Jury'm (kilka słów o czwartym tomie) i nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejne jego śledztwa, które Richard Jury rozwiązuje bez użycia nowoczesnych technologii, billingów i internetów, za to prowadząc długie Anglików rozmowy i kojarząc fakty. Świetny, kryminalny styl, godny imienniczki ciotki Melrose'a, której 125 rocznicę urodzin cały świat obchodził we wtorek.
Martha Grimes, "Przystań nieszczęsnych dusz". Przeł. Agnieszka Sobolewska. Wyd. W.A.B. Warszawa 2013.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz