środa, 22 marca 2023

"Wyspa zaginionych drzew" moc korzeni

 

Korona, pień czy korzenie? Na co zwracacie uwagę patrząc na drzewo? 

"Wyspa zaginionych drzew" to historia o tych, którzy chcieli czuć powiew wolności w swojej koronie, trwali mocno w pniu i pragnęli korzeni. Historia kilku czasów, kilku miejsc i kilku, nie tylko ludzkich, głosów. Jest współczesny Londyn, w której nastoletnia Ada czuje, że brak jej części jej samej. Ojciec, zajęty pracą dendrolog nie wspomina przeszłości, matka nie żyje, z pomocą przychodzi  cypryjska ciotka. Czasowa wolta, znajdujemy się na Cyprze w latach 70, tam rozkwita miłość Greka i Turczynki, przerwana przez konflikt. Choć  parze dane będzie spotkać się po latach nie będzie już takie samo.  I jeszcze jeden głos, kolejna perspektywa- drzewo figowe- rosnące kiedyś przy cypryjskiej gospodzie, w której spotykali się zakochani, dziś  zasadzone w angielskim ogrodzie, strzegące losów rodziny, tajemnic.  

Shafak tworzy historię  o miłości rozłożonej w czasie, rozpisanej na głosy, emocje i postaci.  Można tę książkę czytać jako rzecz o pamięci i potrzebie świadomość, skąd się pochodzi. Można jako opowieść o życiu  jako podróży- cytowana w tekście „Itaka” Kawafisa  jest pięknym kontekstem (jak ja lubię ten wiersz!!!).  Można jako historię istot bez względu na gatunek- gratka dla fanów "Sekretnego życia drzew".  Można jako opowieść, w której pojawiają się tematy odwieczne i uniwersalne- miłość, bratobójczy konflikt i praca na rzecz zachowania pamięci i prawdy,  wykluczenie,  poczucie oderwania od przeszłości i korzeni.  


 To moje kolejne spotkanie z autorką a historia  rodziny i drzewa zainteresowała mnie bardziej niż czytane kiedyś "40 zasad miłości". I choć jest w książce dość sporo tematów niełatwych, książka niesie dużo nadziei, ale też pozwala zamyślić się nad tym, co wiemy o nas w kontekście historii rodzinnych, które czasem bywają brzemieniem, a czasem wytłumaczeniem różnych stanów i zjawisk.  Bo korzenie są ważne. 

 

 Elif Shafak "Wyspa zaginionych drzew". Przeł.  Natalia Wiśniewska. Wyd. Poznańskie. Poznań 2022. 


 

wtorek, 14 marca 2023

"Opera na trzy śmierci" z nadmiarem wątków

 

Motyw w książkach, na którego widok świecą się oczy?

Jednym z takich jest dla mnie opera. Na książkę rzuciłam się zachłannie, ale chyba nie takiej opowieści się spodziewałam.

Gustawa Starewicz marzy o Królowej  Nocy, ale ciągle ćwiczy Paminę. Czas ucieka, one nie jest już taka młoda, a wojna zmusiła do szybkiego dorastania, zatem odreagowuje, żyjąc w świecie wstającej z gruzów stolicy, w której śpiewaczka może dorobić na prywatnych koncertach, dających złudzenie wielkiego świata. Ale że ambicją nowej władzy jest kultura pod strzechy, Gusta jedzie na występy do Białowieży. Potem wraca. W międzyczasie giną znajome śpiewaczki-znana diva i dwie koleżanki. Gusta, w finale, zachowuje się jak Herkules Poirot i łączy kropki.

Tylko to nie jest kryminał. To nie jest też opowieść z mocnym wątkiem operowym (a na taki liczyłam! Niestety, stare gwiazdy i młode zdolne to są tylko osadzone w świecie opery, a nie nim oplecione. I szczerze nie wydaje mi się, by w Warszawie w 47 już ktoś ekscytował się debiutem Callas w Wenecji, bo Callas dopiero zaczynała swoją karierę). To nie jest też powieść historyczna, ani psychologiczna, bo mamy strzępki informacji o bohaterce, które nie tworzą jej spójnego (nawet tworzonego z wielu składowych) charakteru.

Jest w tej książce wiele wątków-konflikty w akademii, morderstwo, ukrywanie się Żydów, traumy wojenne, magia, rodzinne tajemnice, przedwojenni hrabiowie i szeptuchy z puszczy, dzieci porzucane dla kariery, przystojny leśniczy... na moje oko-wątków za dużo, by zgrać je w partyturę, w której każdy temat nie tylko zaistnieje, ale wybrzmi w pełni. Takiego dopracowania  i dopełnienia mi w tej książce zabrakło. To debiut, a sądząc z potoczystości opowieści o dawnej Warszawie, autorka może mieć jeszcze w zanadrzu inne historie, kto wie czy też nie inspirowane rodzinną historią?  Życzyłabym sobie opowieści,może także krążącej poza gatunkami, ale jednak bardziej skupionej w strukturze.

I jeszcze coś. W czytanym w gazecie przez bohaterkę komunikacie o pierwszej śmierci  padają słowa "śpiewaczka(...)  którą nasi czytelnicy mieli okazję  podziwiać ostatnio jako Casta Divę". "Casta diva" to nie postać tyko początek najbardziej znanej arii Normy, bohaterki opery Belliniego. Czy to miała być jakaś  aluzja do niedouczonych dziennikarzy? Aż nie chce mi się wierzyć, że merytoryczny błąd zrobiła wnuczka śpiewaczki i redakcja zacnego wyd. Znak. Bo to brzmi trochę tak, jak gdyby napisać, że Piotr Beczała był podziwiany jako "Szumią jodły na gór szczycie".


 Sylwia Stano. "Opera na trzy śmierci". Wyd. Znak. Kraków 2023.  

 

 Inne kryminały z operą  z tle "Zbrodnia w Lindebourne"  "Łzy pajaca"

środa, 1 marca 2023

"Ptaki i ine opowiadania" Daphne w krótkiej i dobrej formie


Opowiadania. Ja lubię. Zwłaszcza dziś, w epoce przegadania i nadnarracji, to świetny sprawdzian warsztatu pisarza i możliwości kreowania świata i postaci. Dlatego, skoro wysoko cenię powieści Daphne du Maurier, sięgnięcie po opowiadania były kwestią czasu.

I test został zaliczony. Groza i napięcie związane z atakiem ptaków, niepokojące tym bardziej, że świat dopiero otrząsa się z wojny i wszystko, co jest nalotem-przeraża. Powojenne wspomnienia byłego żołnierza, marzącego przez niecałe 2 dni o życiu z piękną bileterką z kina, która lubi cmentarze. Obrazek o znudzonej pięknej żonie, flirtującej z fotografem o zapalczywej wrażliwości. Historia starego, który nie ma już dzieci, a przecież miał i zmienił się w.... to trzeba doczytać. Opowieść o wdowcu, który po śmierci żony widzi jej postać w ogrodowej jabłonce i cały czas tkwi w jej pętach. Tajemnicza historia kobiety, która daje się porwać górze Monte Verita 


Historie mniej lub bardziej realistyczne, osnute mgłą wyobrażeń i niedopowiedzenia, zostawiające czytelnika z leciutkim pytaniem o to, co właśnie przeczytał. O prawdę historii, zło w człowieku, sen i jawę.

Du Maurier po raz kolejny udowadnia, że umie pisać. Opowiadania napisane lata temu wciąż trzymają w napięciu. Bohaterowie są jacyś (a to już bardzo dużo w krótkiej formie). Jest narrator pierwszo i trzecioosobowy, a także forma monologu wypowiedzianego, więc formalnie nie jest nudno. I jest to, czego oczekuję od autorki-aura, klimat i zaskoczenie. Nawet, jeśli to zaskoczenie jest otwartym zakończeniem, brakiem "wielkiego bum" i "aż tu nagle", które autor z mniejszym doświadczeniem dopchnąłby kolanem, a wytrawna Daphne serwuje z błyskiem przewrotności i pewnością, że tak będzie lepiej. Bo może jeszcze coś się odezwie w trzepocie skrzydeł, opowieści w pubie i wspomnieniach z gór.

Więcej o książkach autorki: 

 Rebeka

Moja Kuzynka Rachela 

Oberża na pustkowiu  

 Kozioł ofiarny 

 Daphe du Maurier "Ptaki i inne opowiadania". Przeł.  Marek Cegieła. Wyd. Albatros. Warszawa 2023.


poniedziałek, 20 lutego 2023

"Wiersze wszystkie". Szymborska w tomie do czytania.

Noblistka, analizowana w szkole. Poetka codziennego cytowania. Która  Szymborska jest Wam bliższa? Macie ulubiony cytat?


"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". "Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?" "Są talerze, ale nie ma apetytu". "Nic dwa razy się nie zdarza". "Co innego cebula". "Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma". "Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie". "Od szczęk po pięty wszedł napięty". "Mieć wyrok skazujący na ciężkie norwidy". "Niektórzy lubią poezję."

Nie zliczę, ilu cytatów z Szymborskiej używam i do wszystkiego, co już mądrzy ludzie powiedzieli o jej twórczości dodam, że doskonale nadaje się do cytowania w każdym momencie-dla rozładowania atmosfery, dla jej uwznioślenia, do refleksji. Cytaty (ale i całe wiersze Szymborskiej) są dla mnie przykładem, że można (i warto!) wplatać w codzienność poezję, bez patosu i sztucznej pompy. To takie urywki, myśli pozornie proste, ale przecież mistrzowsko skondensowane, połączone we frazy z lekkością brzmienia, ale i swoim ciężarem, który pojawia się w chwili, gdy przestajemy widzieć w cytacie tylko bon mot, a dostrzegamy znaczenie, uniwersalną prawdę ("pożyczam patetycznych słów, a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.")

"Wiersze wszystkie" to tom do czytania (przypisy w BeeNce z kolei nadają tamtemu wydaniu wartość tomu do analizowania). Pierwsza z części zebranej twórczości noblistki, w której, jak zapowiadali na konferencji prasowej Fundacja Szymborskiej i  wydawca, ma także ukazać się twórczość mniej poważna i eseistyczna.  

Poezję czytać można wybiórczo i chronologicznie. Sprawdzać rozwój języka poetki, skakać z nią po tematach i formach (socrealistyczne ody, pytania o świat, rozmowy, fascynację przedmiotami, zaczepienia w kulturze i sztuce, autotematyzm literatury i poezji, przemijanie). Można się zaczytać, zamyślić, uśmiechnąć. Można polubić poezję.  Zebrać frazy do cytowania i materiał do myślenia.  I tak kilka razy, bo wierszy na ponad 700 stron. Ze świetnym esejem Wojciecha Ligęzy. Do czytania w domu. "Nie licząc szkół, gdzie się musi".

Nie tylko w międzynarodowym dniu języka ojczystego.

Wisława Szymborska. "Wiersze wszystkie". Wyd. Znak. Kraków 2023.

środa, 8 lutego 2023

"Ruchome święto" Hemingway o północy w Paryżu

 

Zanim wielki pisarz stanie się wielkim, sławnym i uznanym, jest młodym, czasem głodnym poszukującym literatem.

I taki jest w "Ruchomym świecie" Hemingway.  Młody, szykujący tematu, liczący pieniądze,  spotykający tych, którzy mogą go czegoś nauczyć, w czymś pomóc.  Tych, których lubi, kocha, nie lubi.  Lata dwudzieste w Paryżu, obraz trochę jak z filmu Allena "O północy w Paryżu"- Gertruda Stein, Scott i Zelda, Pound,  świat bohemy i wielkich dyskusji o sztuce. Poszukiwanie swojego głosu- czy w literaturze można kłamać? Czy prawda nie jest najważniejsze? A może efekciarstwo? A może, jak Scott pisać dobre opowiadania i potem obrabiać je tak, by się podobały?  Kawiarnie, skwery, wyjazdy na narty po starej dobrej Europie. Wyścigi.  Chwile w ulewie w kabriolecie.  Uczucie do żony, z pełną świadomością starszego już Hema, który wie, jak ta historia się skończy.  Bo tym, co najbardziej mnie ujęło w tych powieściach, urywkach wspomnieniach jest rozdwojenie narratora-  kogoś z doświadczaniem, bagażem lat, który wraca do swojej młodości trochę z sentymentem, trochę z usprawiedliwieniem, a trochę ze świadomością ciągu dalszego.

 Paryż to jest miasto młodych i młodości-  żądne nowej krwi, nowych pomysłów, rodzących się trendów w kulturze. Jest  przy tym adresem z marzeń, bo przecież jeśli być artystą to tylko w Paryżu.  Zwłaszcza, gdy w jednym momencie pojawiają się tam  reprezentanci pokolenia, które Gertruda Stein nazywa straconym. Pokolenia, które jeszcze nie wie, że wielka wojna to nie jest jedyna, której doświadcza (choć niektórzy nie doczekają). Portret miasta, portret pokolenia, a przy tym Hem,  tworzący swoja legendę pisarza, twardziela,  człowieka, który jest blisko tego, o czym pisze i niech chce kombinować i kręcić, tylko pisać jak jest. To już sto lat minęło. A ten świat ciągle na nas oddziałuje, iskrzy się, mieni różnymi obrazami i portretami ludzi z fantazją, problemami, spokojem i  fatalnym przeczuciem. I nabrałam ochoty na więcej Hemingway ’a.

 O pisaniu i tworzeniu doświadczenia czytelniczego:

O potrzebie tajemnicy:

Ernest Hemingway. "Ruchome święto". Przeł. Miłosz Biedrzycki.  Wyd. Marginesy. Warszawa 2022.

 

wtorek, 31 stycznia 2023

"Anne z Szumiących Wierzb" w oczekiwaniu

Czy po latach książka może spodobać się bardziej? 

 Nie byłam fanką Ani, chyba nawet, dziewczęciem będąc, nie przeczytałam całej serii, ale teraz- zaskakując samą siebie, czekam na kolejne tomy! 

„Anne z Szumiących Wierzb” (zmienionej  początkowo na topole przez wzgląd na inną książkę dla dzieci z wierzbami w tytule) jest dla mnie tomem przystankowym. Anne obejmuje dyrektorowanie w szkole w Summerside jednak wie, że  będzie tam tylko 3 lata, bo potem Gilbert kończy studia i czeka ich nowy rozdział w jej wymarzonym domu.   Autorka dopisała ten tom 15 lat po  ostatnim tomie serii , wypełniając  lukę fabularną między studiami Anne a jej życiem małżeńskim. I tę  formę historii na przeczekanie/dopełnienie  widać. Autorka nie mogła pozwolić sobie na  fabularne ekscesy i zmiany osobowości, zatem wręczyła swojej bohaterce piórko i kazała pisać do narzeczonego.  Znaczną część książki stanowią listy, w których panna Shirley opowiada o swojej pracy, uczniach i wyjazdach do domu.  Montgomery powtarza motywy, które podbiły serca czytelniczek we wcześniejszych książkach. Bo przecież było już bardzo wrażliwe dziecko czekające na spotkanie z rodzicem, były  „wojenki” z rodziną mającą zbyt wiele swoich przedstawicieli w mieście, były ciepłe starsze pani i ekscentryczne damy, były paplające podlotki.   Czy to, że w tym tomie nic czytelnika nie zaskoczy jest czymś złym? Nie.  To spełnienie zasady inżyniera Mamonia, lubimy to, co już kiedyś słyszeliśmy.  I lubimy  wrażliwą Anne, która ze swoją nadzieją, wiarą w dobro i działaniami potrafiącymi uszczęśliwiać innych przypominała mi trochę Pollyannę. 


I jest jeszcze to, co powtarzam przy każde opinii o tłumaczeniu Anny Bańkowskiej  ("Anne z Zielonych Szczytów" "Anne z Redmondu" )- jak dobrze, że są przypisy! Cytaty, parafrazy, wyjaśnienie frazeologicznych kontekstów- bardzo, bardzo to doceniam i dzięki temu doceniam i lubię bardziej samą Anne. Sięgnęłam też po stare swoje wydanie Topoli- jak się okazało, niestety: skrócone. Warto dawać przypisy, warto publikować pełne wydania. Bo może ktoś wróci do książki po latach i zmieni zdanie o książce? Jak ja. 


"Gilbercie nie pozwólmy sobie stać się zbyt starzy i zbyt mądrzy... ani zbyt starzy i zbyt głupi na Krainę Baśni".  z jednego z listów.

 

 Lucy Maud Montgomery. "Anne z Szumiących Wierzb". Przeł. Anna Bańkowska. Wyd. Marginesy. Warszawa 2023.



środa, 25 stycznia 2023

"Mężczyzna imieniem Ove" kolczasty i prawy

 

Bywacie  ironicznym chochlikiem, czytelnikiem, który do książki mówi: no, dalej, zaskocz mnie!

Bywam  i mój  chochlik po pierwszych kilkunastu stronach powiedział z przekąsem: o! Kolejna historia o facecie, który chce się zabić! I znów ze Skandynawii!

Ale głos przycichł, bo „Mężczyzna imieniem Ove” to bezpretensjonalna powieść o tym, że warto być człowiekiem szlachetnym, bo takim inni nie dadzą zginąć. Ove jest emerytem, który wraz ze śmiercią żony traci powód by żyć. Bo Sonja była jedną z tych osób, które są słońcem, potrafią w innych wzbudzać to, co najlepsze i wyciągać to, co ukryte. A pod skorupą oschłego, małomównego Ovego kryje się człowiek prawy- rzadko to dziś używane słowo… Ove jest jednym z tych, którzy po prostu wiedzą, jak postępować, trzymają się swojego planu, nie przepadają za zamianami i nie chcą innym sprawiać kłopotu. I tylko  momentami nie widzą sensu w dalszym życiu. Jak można się domyślić, sensu dostarczą mu inni ludzie, zwłaszcza  sąsiadka, która bezceremonialnie wparowuje w momencie, gdy ten wiesza sznur.

To książka, w której Ove może bawić (taki starszy pan, co to zabić się nie umie i nawet, gdy idzie na dworzec z zamiarem rzucenia się pod pociąg, to innego ratuje od śmierci, co nie potrafi dogadać się z dziećmi, jest pewien swoich racji i przekonany o wyższości jednej marki samochodu). Mnie chyba bardziej wzrusza- tak swoim życiem po wielkiej miłości, jak i tym w retrospekcjach. Choć kreślony dość wyraźna kreską, jest w nim rodzaj prawdy, który ceni się, zwłaszcza w postaciach z książek.  On wie, jak ma żyć, nie „szuka siebie”, bo dawno już się znalazł. Bo wie, co lubi i przeciwko czemu powinien protestować. Może nawet kiedyś kogoś podobnego spotkałam? O ile w "Bliźnie"(innej skandynawskiej powieści o facecie, który chce się zabić) chęć życia przywracana jest stopniowo, także przez kontakt z wojną,ostatecznością i własne odczucia bohatera, Ove bywa zmuszany do życia, staje się niezbędny dla innych. A świat, który się zawalił zaczyna się wokół niego odbudowywać, bo ktoś jeszcze czeka.  Jest tu miłość, żałoba, choroba, jest ocieranie się o ostateczność z bezdusznością szwedzkiej opieki w białych kołnierzykach.  To jest (tylko lub aż: mówi chochlik) prosta historia o prawym człowieku. A że nieco kolczastym? Jak wszyscy wiemy „cebula ma warstwy”, a kasztan łupinę, bo wnętrze jest najdelikatniejsze.  Lektura nie zmieni życia, pewnie za jakiś czas wyblaknie. Ale miło było poznać pełną kolorów  Sonję i  mężczyznę bez brawury kolorów, tego imieniem Ove. 

Fredrik Backman, "Mężczyzna imieniem Ove". Przeł. Alicja Rosenau. Wyd Marginesy 2022.