czwartek, 15 stycznia 2026
"Błękitny Zamek" i marzenia
poniedziałek, 29 grudnia 2025
"Hrabia Monte Christo" i bohaterowie z historią
środa, 10 września 2025
"Emma" i Emma
czwartek, 29 maja 2025
"Arabskie noce" niejednoznaczność Orientu
Po przeczytaniu "Arabskich nocy", słowem określającym Orient będzie będzie to dla mnie niejednoznaczność.
środa, 26 lutego 2025
" Opactwo Northanger". Austen w krainie Radcliffe
Przeczytałam "Tajemnice zamku Udolpho", które namiętnie czyta Katarzyna. Nawiązania do scen, a także opowieści o tym, co dzieje się z bohaterką są tematem rozmów, które Katarzyna prowadzi z nową przyjaciółką. Bo "Opactwo..." to historia o dziewczynie, która ucieka w literacki świat zapomina, że życie to nie powieść, a karmiona nastrojem grozy i niesamowitości miewa kłopot z osądem ludzi i sytuacji. Katarzyna poznaje ludzi, odwiedza miejsca i staje się świadkiem wydarzeń, które(mimo jej, podbudowywanej lekturą, nadziei), nie mają w sobie nic z gotyckiego romansu. I to dla niej lepiej.
To jedyna książka Austen, która wymaga kontekstu. Po przeczytaniu kilkuset stron powieści Ann Radcliffe zrozumiałam fenomen. Domyślam się, jak filtrowany przez wyobraźnię początku XIX w. świat bestsellerowej powieści mógł wpłynąć na ówczesne czytelniczki. Dlaczego Austen napisała pastisz i jakie mogło być echo tej powieści, gdy znając Radcliffe, czytało i doceniało się Austen w jej czasach.
Dla pastiszu niezbędna jest znajomość źródła i to może sprawić, że "Opactwo..."nie jest dziś aż tak popularne i lubiane. Nie znamy Radcliffe, zatem nie doceniamy intertekstualnej gry, którą Austen prowadzi z jedną pierwszych pisarek,która zawładnęła wyobraźnią, przy okazji zarabiając krocie. Współczesnego czytelnika "Udoplho" nie przeraża, nie budzi dreszczy, raczej bawi. Zamienia się więc spojrzenie na Katarzynę. Chociaż czy na pewno? Może ona (tak samo jak Emma Bovary) szukałaby wrażeń w sieci i brała rzeczywistość internetu za prawdziwą i fascynującą? Łatwo zachwycamy się światem, którego nie ma. Wierzymy w opowieści. Programujemy rzeczywistość poszukując w niej ech tego, co czytaliśmy. I w tym znów Austen jest aktualna!
Jane Austen, "Opactwo Northanger". Przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Wyd. Cranford.
środa, 11 grudnia 2024
"Alicja w Krainie Czarów" dialogi z Dalim
Nowe wydanie "Alicji w Krainie Czarów" jest dowodem, że sama opowieść o Alicji jest idealną książką. Z dialogami i obrazkami. I jedno, i drugie jest nie byle jakie.
Po pierwsze kolejny przekład. Alicja jest postacią z krainy przekładów. Było ich kilkanaście, a każdy kolejny to pytanie: w jaką stronę na nowo zabierze czytelnika znana przecież historia? Śledzeniem zmian i szczegółowymi porównaniami przekładów językowych wyzwań pewnie zajmą się specjaliści od translatologii, a ja powiem tyle, że przekład Pauliny Braiter czytało mi się bardzo dobrze. Jest dowcipny, bywa absurdalny i groteskowy, językowo jest czasem zaskakujący (jest "ciekawsiej"!), a przy tym daje czytelnikowi osadzenie w świecie, który jest światem baśni, ale i światem tego letniego popołudnia sprzed ponad 150 lat, gdy mała Alice żąda opowieści. Jest więc i ciekawie, i w duchu oryginału.
Po drugie:ilustracje. Połączenie historii Alicji z grafikami Salvadora Dalego to pomysł odkrywczy i oczywisty jednocześnie. Bo kto, jeśli nie surrealista, odda lepiej kolorami, kształtami, wyobraźnią, sens i emocje historii? Czy Alicja może być dziewczynką ze skakanką? Oczywiście! I, tu nie zgodzę się z autorami Mądrych Przedmów, bo oczywiście, że w swojej długiej sukni może przez nią skakać! To przecież świat zachwianych reguł.
Przedmowy to kolejny plus tego wydania. Wprowadzenie do świata Alicji, matematyka, która była nauką-matką Carrolla, opowieść o Dalim pozwalają na łapanie kolejnych nitek i kontekstów. Na znalezienie jeszcze głębszego dna króliczej nory.
I po czwarte, choć może powinno być po pierwsze, w świecie zachwytów, zagadek, czarów i cudów zachwyca dwustronna obwoluta z tytułem "Alicja w Krainie Cudów", którą czytam jako przywołanie pierwszego przekładu na polski "Przygody Alinki w krainie cudów" Adeli S. z 1910 r. Te cuda w tytule pięknie nawiązują do treści, i cudownych ilustracji, i do tradycji książki na rynku (brawa za przypisy z wyjaśnieniem, że pewne zdania odwołują się do oryginalnych ilustracji Tenniela z pierwszego wydania).
A to, że Carroll już w pierwotnym tekście zakładał istnienie ilustracji, nie wiedząc, że pojawi się ktoś taki jak Dali, który barwami, formą i atmosferą zgra się z jego historią, a my to dostajemy w 2024 z nowym tłumaczeniem to już największy cud!
środa, 20 listopada 2024
"Tajemnice zamu Udolpho" klasyk grozy
""Tajemnice zamku Udolpho" to klasyk literatury gotyckiej. Wydana w 1794 r. powieść przyniosła autorce spore pieniądze, była komentowana w środowisku literackim i tak popularna, że Jane Austen postanawiała w swoim "Opactwie Nothanger" odnieść się do niej, a swoją bohaterkę uczynić namiętną czytelniczką grozy Ann Radcliffe.
Jak czyta się tę powieść 230 lat po jej powstaniu?
Długo. Ale nie żałuję! Ponad 800 stron, drobny druk, a przede wszystkim styl, który wymaga skupienia. To nie jest powieść do czytania z doskoku. Nie chodzi o to, że zgubimy się w fabule, o nie! Na współczesne standardy akcja toczy się wolno (Emilia, główna bohaterka, do tytułowego zamku bohaterka dociera po 300 stronie). Ale narracja, opisy przyrody, postaci, ich emocji, wymagają uwagi. Autorka pisze w odległych od nas czasach o czasach odległych o niej, bo akcja toczy się pod koniec XVI wieku, więc mamy tu osiemnastowieczną próbę pokazania świata z 1584 roku, dokonaną na podstawie lektur i skojarzeń (czasem błędnych o czym mówią bardzo dobre przypisy). W treść włączone są wiersze pisane przez Emilię (to jej sposób na przekazanie emocji), ale także liczne cytaty z Szekspira, Miltona, które osadzają opowieść nie tylko w historii, ale i literackim kontekście.
Bohaterka Austen czytając drżała z ekscytacji. Współczesny czytelnik drżeć nie będzie. Demoniczny hrabia jest postacią jednoznacznie złą, ale nie jest nawet w dziesiątce najbardziej występnych typów literatury. Dzisiejszy czytelnik, żeby czuć się zaintrygowanym musi wyrzucić z głowy to, co nastąpiło po Radcliffe. Bo właśnie w Udolpho znajdziemy składowe powieści gotyckiej: zamczysko, drzwi, za którymi coś szeleści, tajemnice z przeszłości, ludzi, którzy strzegą sekretu i dzielą się nim na łożu śmierci, przyrodę, która bywa straszna i nieprzystępna, tajemnicze portrety i zapiski z przeszłości, ucieczki, pojedynki, zwłoki w rogu pokoju. Dziś powiemy: zgrany zestaw! Ale świadomość, że właśnie ta autorka ten zestaw buduje, zmienia perspektywę.
Poza grozą płynącą z zewnątrz, jest i groza samej bohaterki, gubiącej się w domysłach, zbierającej strzępki informacji o własnej rodzinie. Emila, córka bez matki, narzeczona rozdzielona z ukochanym, zamknięta na odludziu tylko z wierną pokojówka jest dziewczyną pełną cnót (dlatego wygra), ale narażoną na tworzone przez własną wyobraźnię ułudy. I pewnie właśnie dzięki temu książka ta czytana jest od tylu wieków i cały czas potrafi zainteresować. Bo gdy już wejdzie się w świat tych opisów przyrody, miejsc, stanów emocjonalnych, to narracja i zmiany w emocjach bohaterki potrafi czytelnika wciągnąć. Ale nie jest to lektura do czytania w przerwie, bo wtedy gubi się jej piękno i atmosferę. A dla atmosfery i pewnego poczucia, że od tego wiele się w literaturze zaczęło warto było czytać!
Ann Radcliffe "Tajemnice zamku Udolpho". Przeł. Wacław Niepokólczycki. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2023.
środa, 13 listopada 2024
"Przeminęło z wiatrem" . Niezwykła historia w czworokącie
Bo ta wielka amerykańska historia, z odmalowanym rysem Południa i wojny secesyjnej, z mnóstwem postaci, toczy się przede wszystkim w tym czworokącie. Dwie bardzo różne kobiet, dwóch zupełnie innych mężczyzn, między nimi chyba wszystkie możliwe emocje. Scarlett to imię symbol, kobieta niezależna, silna, kokietująca, w interesach bezwzględna(diabeł ubiera się u Prady? O nie! Nosi kieckę z zasłony!), twarda i miękka jednocześnie. Tak bardzo kobieca w swej złożoności, jak to tylko możliwe. Melania prawa, opiekuńcza, ufna, po prostu dobra. I odważna odwagą inną niż te O’Harów, ale równie wartą wzmianki. Ashley, wymarzony i honorowy dżentelmen czasów przeszłych, który próbuje znaleźć się w nowych okolicznościach. I Rhett, dandys, spekulant, oszust, który najlepsze uczynki i strony swego charakteru próbuje ukryć przed opinią publiczną, facet na każde czasy, który zna się na ludziach. Dookoła wiatr historii, zmiany, a między tą czwórką zestaw napięć, ukrytych i widocznych miłości, gniewów, niechęci, krętactw, tajemnic, oddalenia i bliskości.
Znam film, zatem znam i historię, film jest bez wątpienia arcydziełem kina, a role obsadzone są bezbłędnie (Vivien i Clark = Scarlett i Rhett, tym bardziej, że czytając opisy wyglądu tych postaci naprawdę ma się wrażenie że Mitchell opisuje aktorów, którzy za kilka lat zagrają w ekranizacji!). Jednak postaci książkowe niosą jeszcze więcej emocji, głębi (niechęć Scarlett do dzieci, jej zdolności w interesach łączące się też z wyrachowaniem; więcej wątpliwości romantyka Ashleya, które pozwalają go zrozumieć; jeszcze mocniejszy w miłości i cierpieniu Rhett, te wszystkie słowne potyczki bohaterów, które jednak z filmu musiały wylecieć).
To taka książka, po której ma się mnóstwo myśli (Gable ponoć nazwał ja romansidłem i nie chciał grać Rhetta, na szczęście zagrał). Myśli o zmianie czasów, o człowieczeństwie, odwadze, pieniądzach, wyrzeczeniach. O ludziach i emocjach między nimi. O powieści, która wciąga i bohaterach, którzy są tak pełni i wielowymiarowi w słowach i działaniach. O wielkiej historii, wielkich miłościach do kobiet, mężczyzn i ziemi. I tej pajęczynie powiązań, w którą wpadają bohaterowie czasem wcale tego nie chcąc. Jak w życiu. Daleka jestem od: o wow co to była za historia! Ale TO była historia i TO byli bohaterowie. Nie ma co pisać, trzeba czytać. I jakby się kto pytał, to chociaż czytelniczo-polonistycznym sercem doceniam i zachwycam się takim zakończeniem, tak zupełnie w środku jestem pewna, że Rhett wróci do Scarlett. Jutro.
Margaret Mitchell. "Przeminęło z wiatrem". Przeł. Cecylia Wieniewska. Wydawnictwo Albatros. Warszawa 2020.
środa, 22 maja 2024
"Generał i panna" nietypowy romans
Po twórczość Daphne du Maurier sięgnęłam dopiero kilka lat temu (tzw. efekt serii butikowej i czytam jej powieści z dużą przyjemnością, także dlatego, że są to historie bardzo różne. I choć "Rebeka" jest na razie poza konkurencją, z zainteresowaniem czytam kolejne wznowienia).
czwartek, 11 stycznia 2024
"Skarb pana Arnego" wybór tragiczny wśród fiordów
Szesnastowieczna Norwegia. Na plebanii pan Arne przechowuje skarb zrabowany katolickim klasztorom. Pewnej nocy skarb zostaje ukradziony, a z krwawej jatki ostaje się tylko Elsalill dziewczyna wzięta na wychowanie. Po jakimś czasie poznaje szkockiego najemnika i … tu można już się domyślić dalszego ciągu oraz ciągu jeszcze dalszego. Przy czym to wcale nie jest historia banalna, bo piętrzące się trudności oraz poczucie nieuchronnego fatum wisi nad bohaterami jak w antycznej tragedii. Czy można kochać kogoś, kto zniszczył spokój? Czy wydanie go w ręce sprawiedliwości nie jest zachowaniem wbrew sercu? A obok tego konfliktu surowa przyroda: statki czekające aż puszczą lody fiordów i będą mogły wyjść w morze, odgłosy wiatru lub ostrzenia noży. Duch przybranej siostry zjawiający się w ciemnej izbie. Wreszcie finał- tragiczny jeszcze bardziej niż się spodziewałam.
Historia krótka, niby prosta, ale trzymająca w napięciu nie tylko oczywistym: co będzie dalej, ale i przede wszystkim ze względu na moralny konfliktu. Historia ponoć inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, trochę fantastyczna (motyw przeklętego skarbu, zjaw), trochę paraboliczna. Wrośnięta w skandynawski klimat. Warta poznania.
Gdy w 1904 roku Sienkiewicz dostawał Nobla,w stawce była też Orzeszkowa. Jedne z akademików miał powiedzieć, ze ona nagrodę może dostać za cztery, pięć lat. W roku 1909 (pięć lat po Sienkiewiczu) , Lagerlöf otrzymała, jako pierwsza kobieta literackiego Nobla. inne to opisy przyrody…
Selmy Lagerlöf, "Skarb pana Arnego". Przeł. Magdalena Landowska.Wyd. Media Rodzina. Poznań 2023.
czwartek, 17 sierpnia 2023
"Wymarzony dom Anne" i ci, którzy znają Józefa
Czy macie wśród znajomych tych, którzy znają Józefa?
"Wymarzony dom Anne" to tom, w którym po przestoju fabularnym topól/wierzb, znów akcja przyspiesza. Anne wychodzi za mąż, wyprowadza się, przeżywa wielkie radości i ogromne straty. Siłą tego tomu są bohaterowie drugoplanowi, którzy nadają historii młodej mężatki dodatkowego kolorytu.Jest tajemnicza Leslie, piękna i nieszczęśliwa, której historia staje się dla Anne chyba największym charakterologicznym wyzwaniem. Jest stary kapitan, miłośnik morza i gawęd. Jest wreszcie panna Cordelia, nieprzyjaciółka mężczyzn, twórczyni tezy o tych, co znają Józefa. Są epizodyczni starzy znajomi z poprzednich tomów np już dorosły Paul.
Poza przeróżnymi emocjami, jest tu wielka siła przyjaźni i wsparcia, które dają ci, ktorzy znają Józefa.
Montgomery, wkładając w usta panny Cordelii słowa o plemieniu, które zna Józefa (dzięki przypisom Bańkowskiej, które ponownie doceniam, wiem, że to sformułowanie o starotestamentowym pochodzeniu) opisuje jasno coś, co trudno wytłumaczyć. Bo przecież zdarza się, że nagle dookoła znajdują się ludzie, z którymi od razu łapiemy kontakt. Którzy bez fazy oswajania rozumieją nasze poczucie humoru i nasz punkt widzenia, którzy mogą tego punktu nie podzielać, ale go szanują. Którzy, gdy trzeba są (i są, gdy wydaje się, że nie trzeba, są na wszelki wypadek). Łączy z nimi nić porozumienia, uśmiechu, wsparcia. Łączy sieć podobnych skojarzeń.
Na studiach, na zajęciach z kultury europejskiej, pani profesor wspomniała, że kultura to zestaw odniesień, dzięki którym ci, którzy znają Józefa lepiej się rozumieją. Kolega (nie nawykły do dziewczyńskich lektur)pytał nas potem o co chodzi z tym Józefem. I tak sytuacja dostała kolejny kontekst-gdy o kulturze mówi się cytatami.
Wiele może być poziomów znania Józefa. I dobrze mieć obok siebie tych, którzy też go znają(nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy).
Lektura "Wymarzonego domu" jest wyczekiwanym powrotem do tych, na spotkanie z którymi się czeka. Bo nawet jeśli ich jeszcze nie znamy, to oni już też znają Józefa.
środa, 8 lutego 2023
"Ruchome święto" Hemingway o północy w Paryżu
Zanim wielki pisarz stanie się wielkim, sławnym i uznanym, jest młodym, czasem głodnym poszukującym literatem.
I taki jest w "Ruchomym świecie" Hemingway. Młody, szykujący tematu, liczący pieniądze, spotykający tych, którzy mogą go czegoś nauczyć, w czymś pomóc. Tych, których lubi, kocha, nie lubi. Lata dwudzieste w Paryżu, obraz trochę jak z filmu Allena "O północy w Paryżu"- Gertruda Stein, Scott i Zelda, Pound, świat bohemy i wielkich dyskusji o sztuce. Poszukiwanie swojego głosu- czy w literaturze można kłamać? Czy prawda nie jest najważniejsze? A może efekciarstwo? A może, jak Scott pisać dobre opowiadania i potem obrabiać je tak, by się podobały? Kawiarnie, skwery, wyjazdy na narty po starej dobrej Europie. Wyścigi. Chwile w ulewie w kabriolecie. Uczucie do żony, z pełną świadomością starszego już Hema, który wie, jak ta historia się skończy. Bo tym, co najbardziej mnie ujęło w tych powieściach, urywkach wspomnieniach jest rozdwojenie narratora- kogoś z doświadczaniem, bagażem lat, który wraca do swojej młodości trochę z sentymentem, trochę z usprawiedliwieniem, a trochę ze świadomością ciągu dalszego.
Paryż to jest miasto młodych i młodości- żądne nowej krwi, nowych pomysłów, rodzących się trendów w kulturze. Jest przy tym adresem z marzeń, bo przecież jeśli być artystą to tylko w Paryżu. Zwłaszcza, gdy w jednym momencie pojawiają się tam reprezentanci pokolenia, które Gertruda Stein nazywa straconym. Pokolenia, które jeszcze nie wie, że wielka wojna to nie jest jedyna, której doświadcza (choć niektórzy nie doczekają). Portret miasta, portret pokolenia, a przy tym Hem, tworzący swoja legendę pisarza, twardziela, człowieka, który jest blisko tego, o czym pisze i niech chce kombinować i kręcić, tylko pisać jak jest. To już sto lat minęło. A ten świat ciągle na nas oddziałuje, iskrzy się, mieni różnymi obrazami i portretami ludzi z fantazją, problemami, spokojem i fatalnym przeczuciem. I nabrałam ochoty na więcej Hemingway ’a.
O pisaniu i tworzeniu doświadczenia czytelniczego:
Ernest Hemingway. "Ruchome święto". Przeł. Miłosz Biedrzycki. Wyd. Marginesy. Warszawa 2022.













