Czy geniusz tworzy swój świat, czy świat tworzy geniusza?
środa, 29 kwietnia 2026
"Shakespeare. Stwarzanie świata" o światach Willa
czwartek, 26 lutego 2026
"Przeklęte klejnoty" mają głos
Ana Trigo. "Przeklęte klejnoty. Opowieść o miłości, zdradzie i chciwości". Przeł. Ewa Ratajczyk. Wyd. Znak. Kraków 2026
środa, 3 września 2025
"Lato z Baudelaire'm" przygoda z poetą kontrastów
Jak mówić o literaturze, by zaciekawiać i sprowokować do myślenia, ale nie nużyć?
środa, 10 lipca 2024
"Poczta literacka" wskazówki mimochodem
Dziś, gdy ktoś chce się dowiedzieć co ludzie sądzą o jego wierszu może go wrzucić do internetu (niewykluczone, że dostanie setki komentarzy, które nie będą odnosicie walorów literackich). Kiedyś można było swoje próby wysyłać od "Życia literackiego". I liczyć na opinie redakcji.
"Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem" to właśnie zbiór odpowiedzi pisanych przez Wisławę Szymborską tym, którzy zdecydowali się otworzyć swoje szuflady przed krytycznym okiem redakcji. Ktoś może pytać co nam, tyle lat po działaniach Poczty literackiej, po zestawie odpowiedzi ( nawet bez tekstów, którym poświecono wierszówkę). Lata minęły, po co to wznawiać? Ano po to, że jednak w świecie literatury wiele pozostało niezmienne. Owszem, dziś poeci piszą o smsach, a użycie słów, które szokowały np. w poezji Bursy nie robią wrażenia, ale w kwestii zasad nie zmienia się wiele. I właśnie o zasadach pisze Szymborska. Czasem złośliwe, czasem ironicznie, czasem z żywą aprobatą wypowiada się o wierszach, których my nie znamy. Ale paradoksalnie- to nic nie szkodzi.
Zawarte w tych dość krótkich opiniach sformułowania są wskazówkami dla każdego, kto pisze. I kto czyta, bo zwracając uwagę na elementy techniczne pisania, Szymborska daje też kurs czytania i analizy. Albo widzenia literackich szwów. Jest o błędach młodości , do których przyszła noblistka sama się przyznaje, o rozchodzących się wątkach i rymach kosztem sensu. O zbytniej górnolotności i potrzebie zachowania „równowagi ducha”, o tematach, które gdy zbierze się te największe w jednym wierszu, raczej nie dadzą dobrego utworu. O tym, że siłą literatury jest zaskoczenie, niespodzianka. Jest lekko, zabawnie, czasem złośliwe. O warsztacie i idei. A żeby nie było tak poważnie ostrze swoich komentarzy Szymborska wbija też klasykom np. pewnemu Williamowi z Londynu (który jest na bakier z historią Danii) czy Stefanowi Ż.
Do Poczty wysyłano wiersze i opowiadania, zatem mamy tu zdania o krótkich formach prozatorskich: „Prawdziwa literatura zaczyna się dopiero wtedy, kiedy żywe postacie intrygują bardziej od tajemniczych zwłok”. I poezji „W każdym wierszu chodzi przecież o wrażenie, że te właśnie, a nie inne słowa od wieków czekały, żeby się ze sobą spotkać i zrosnąć w całość jedyną, już nie do rozerwania”. Jest też o byciu człowiekiem słowa pisanego, które rozumiane jest tu jako rodzaj posłannictwa i misji (choć przy docenieniu warsztatu) „Poezja nie jest dla nich (poetów „z urodzenia”) rekreacją i ucieczką od życia, ale samym życiem”.
W jednej z odpowiedzi Szymborska pisze „Prawdziwy talent, owszem, wymaga, zwłaszcza na początku, wskazówek i pouczeń. Ale nauka ta musi mu przychodzić łatwo jakby mimochodem.” I właśnie takimi wskazówkami mimochodem, dla tych, którzy piszą i tych, którzy czytają jest „Poczta literacka”.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu, współpraca barterowa.
Wisława Szymborska. "Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem". Wyd. Znak. Kraków 2024.
niedziela, 30 lipca 2023
"Pamiatkowe rupiecie". O Szymborskiej raz jeszcze
Lubię biografie, które łączą człowieka i dzieło (bo ze względu na dzieło chcę poznać twórcę). Lubię biografie, w których znać szelest archiwów i trzask wyłączanego dyktafonu. Rzeczą niezwykłą jest, gdy piszący spotyka się z tym, o którym pisze. I potem, przez lata i kolejne wydania, uzupełnia biografię. Tak jest w przypadku „Pamiątkowych rupieci”.
Nie da się krótkiej notce zawrzeć wszystkich aspektów książki, która po prostu trafia w mój wzorzec biografii: łączącej fakty, zdjęcia, listy, rozmowy, myśli zebrane i analizy, z cytatami z twórczości. Tym bardziej, gdy bohaterka biografii, czyli Szymborska, podkreślała, że to, co chce o sobie powiedzieć przekazuje w wierszach i rzadko mówiła o sobie i udzielała wywiadów. Anna Bikont i Joanna Szczęsna, trochę wbrew Szymborskiej, która była zwolenniczką czytania dzieła w oderwaniu od biografii, włączają w swoją opowieść fragmenty wierszy noblistki i kilka utworów innych osób. I moim zdaniem wychodzi to całości na dobre. Bo jednak życie odbija się w tekście.
Książka z jednej strony poukładana, chronologiczna, wynikowa i faktograficzna. Z drugiej pokazująca emocje; człowieka, kobietę, pisarkę. Rozdziały osadzone w historii (dzieje rodziny, początki twórczości i wiersze socrealizmu, transformacja, Nobel), przeplatane są tymi o wyjątkowych znajomościach (Barańczak, Miłosz) i miłościach (Włodek, Gawlik, Filipowicz), o ważnych i mniej poważnych aspektach literatury- domu przy Krupniczej, grach literackich, przekładach (świetny rozdział o tłumaczeniu poezji, która jest znaczeniem, brzmieniem i kontekstem słowa i dlatego czasem bywa przepisywana, a czasem nieprzekładalna). Książka prezentująca to, co zapisane i to, co niechwytne, a wynikające z relacji, rozmów, opowieści, atmosfery. Oparta na listach, artykułach, teczkach (ta bibliografia i przypisy!) , ale i wspomnieniach tych, którzy dziś już też są legendami kultury–Lipska, Krynicki, Latawiec, Musierowicz, Balbus. I, co równie ważne, książka napisana tak, że czyta się doskonale.
Szymborska pisała, że jest w niej „zachwyt i rozpacz”. To jest też w „Rupieciach”. Jest też powaga i ironia, dowcip i refleksja, lekkość oraz artystyczna świadomość, kształtująca się przez lata. Chyba mogę zaryzykować, że w „Rupieciach” jest wielowymiarowa Szymborska (choć jeszcze ze swoimi, należnymi każdemu człowiekowi, tajemnicami). A to, paradoksalnie, nie jest oczywiste w biografii.
O wierszach Szymborskiej moje słów kilka
Z książkę dziękuję wydawnictwu, współpraca barterowa.
Anna Bikont, Joanna Szczęsna. "Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej". Wyd. Agora. Warszawa 2023.
środa, 23 marca 2022
"Niezwykłe. 366 kobiet, które zmieniły bieg historii". Kobiety na każdy dzień.
Najbardziej inspirująca kobieta to...?
Artystki, działaczki społeczne i polityczne, władczynie, lekarki, poetki, noblistki, mistyczki, podróżniczki, matematyczki, kosmonautki... Kobiety sprzed wieków i te, które żyją, kobiety z różnych epok i wielu miejsc świata.
Książka jest pokłosiem internetowego kalendarza, który każdego dnia roku wspominał jakąś kobietę. Z racji swojego Twitterowego pochodzenia nie należy się spodziewać, że biografie zawarte w książce będą wielowątkowe. To typowe notki, które dają pojęcie o postaci i mogą także zachęcić do lepszego i szerszego ich poznania.
Siłą rzeczy wybór przedstawionych tu kobiet jest subiektywny, a zmienienie losów świata- różnie pojmowane. Autorki musiały podjąć się wyboru kryteriów owej zmiany i na moje oko były to przede wszystkim kryteria społeczne. Jest (bezdyskusyjnie świetna) Leontyne Price opisana m.in. jako pierwsza Afroamerykanka, która zainaugurowała sezon w MET, nie ma Marii Callas, która bywa jednym z pierwszych operowych (i popkulturowych) skojarzeń. Dla mnie wielką nieobecną jest Agatha Christie, bo jej książki od stu lat są punktem odniesienia i kamieniem milowym literatury kryminalnej.
Wśród pań z różnych epok i stron świata widać te, której działały na rzecz poprawy losów kobiet- dostępu do edukacji, pracy, prawa głosu, przeciwdziałania przemocy. Taki kobiecy krąg, rozciągający się przez lata i kontynenty na rzecz lepszego życia tych, które są tu i teraz i tych, które przyjdą potem. Ta kobieca, szeroka perspektywa jest kolejnym elementem determinującym wybór autorek. Przeglądając książkę można utwierdzić się w przekonaniu, że nie ma dziedziny życia pozbawionej kobiecego wpływu-sztuka, nauka, polityka, religia, gospodarka, moda, myśl społeczna i prawodawcza, wszędzie były i są kobiety. Działały w cieniu jak Maria Kaczyńska i na pierwszej linii jak Katarzyna Wielka (nazwanie "osiągnięciem jej życia przyłączenia części Polski i Ukrainy", którego konsekwencją był rozrost imperium to jasny sygnał, że historię- jak i herstorię- tworzą wygrani, a reszcie zostaje gloria victis).
Książka to mocna dawka wiary w kobiecą mądrość, empatię, siłę i determinację. To też sam w sobie produkt kobiecej współpracy, bo kobiety książkę napisały, w Polsce kobiety przetłumaczyły, zredagowały. Aż chce się zanucić-być kobietą, być kobietą! Tym bardziej, że te "występne i zdradzieckie" też się w publikacji znajdą!
Jo Bell, Tania Hershman, Ailsa Holland. "Niezwykłe. 366 kobiet, które zmieniły bieg historii". Przeł. Małgorzata Bortnowska, Hanna de Broekere. Wyd. Znak Koncept. Kraków 2022.
piątek, 3 grudnia 2021
"Design saszetki z cukrem" kryształy marketingu
Aleksander W. Mikołajczak, Patryk Borowiak. "Design saszetki z cukrem. O komunikowaniu się z rzeczami". Wydawnictwo Naukowe UAM. Poznań 2021.
sobota, 22 maja 2021
"Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey" filmowy życiorys prawdziwej hrabiny
Książka ósmej hrabiny Fiony Carnarvon to opowieść o jej niezwykłej poprzedniczce, Alminie Herbert hrabinie Carnarvon, kobiecie o naprawdę filmowym życiorysie. Nieślubna córka Alfreda Rothschilda mając 19 lat wyszła za maż za arystokratę, pozwalając by fortuna wyciszyła jej pochodzenie. Wiodła życie szczęśliwej żony, matki i pani posiadłości, w której odbywały się bale na tysiąc gości, a wykwintne przyjęcia dla koronowanych głów kosztowały kilkakrotność rocznych zarobków służby. Wielka wojna zmusiła Alminę do zmiany trybu życia- z jej inicjatywy w zamku powstał szpital, a hrabina była bardzo zaangażowana nie tylko w opiekę na przebywającymi tam żołnierzami, ale także służyła radą i wsparciem innym inicjatywom medycznym. Powrót do splendoru i przyjęć po wojnie na chwilę zatrzymała hiszpanka, na która zapadła. Almina była też wierną towarzyszką swego męża, pasjonata wykopalisk i wynalazków. Piąty earl był nie tylko wielbicielem nowinek technicznych, jednym z pierwszych właścicieli samochodów, ale także to właśnie on był jednym z odkrywców grobowca Tutenchamona, a niespodziewana śmierć stała się przyczynkiem do powstania legendy o klątwie faraonów.
Książka pisana jest przez kolejną hrabinę, więc jest pełna sympatii i podziwu. Almina jawi się jako kobieta przedsiębiorcza, pełna pasji, żywo zaangażowana w sprawy społeczne, chwilami nawet polityczne. To, że nie radziła sobie z gospodarowaniem finansami i uwielbiała wydawać pieniądze, autorka nazywa po prostu niefrasobliwością. Historia Alminy to też o opowieść o zmieniających się czasach i zwyczajach. Zaczynamy w epoce wiktoriańskiej, potem edwardiańska, I wojna i nowy porządek po latach, które zmieniły nie tylko wyspy, ale cały świat. Czytając książkę poznajmy zasady funkcjonowania wielkich majątków, które (mając m.in. mleczarnie i tartaki) zapełniały pracę i utrzymanie setkom mieszkańców i służby domowej. Dowiadujemy się też, jakie zmiany czekały arystokrację i ziemiaństwo po 1919 roku, gdy podatki pochłaniały 60% dochodów majątku. Książka to też zapis zasad i układów ówczesnego życia, dowiedziałam się np., że dzieci miały być tak niewidoczne, że poruszały się schodami dla służby. Książka jasno pokazuje też, jaki status miały wdowy i jak dbałość o interesy i zachowania ciągłości hierarchii w rodzie wpływały na życie tych, które traciły wpływy.
W publikacji wiele jest faktów, nazwisk, dat, co pozwala czytać ją jako książkę typowo historyczną i biograficzną. Jest też sporo ciekawostek, dzięki którym zyskuje lekkość rodzinnej gawędy i trudno by było inaczej, wszak o piątek hrabinie pisze obecna, ósma hrabina.
Tamten świat odszedł. Nie da się powiedzieć czy był lepszy czy gorszy. Był inny. Dla uświadomienia sobie tych różnic warto książkę przeczytać, a ci, którzy znają serial mogą odnaleźć smaczkki jak choćby duchowny nazwiskiem Bates, który utyka!
Fiona Carnarwon. "Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey". Przeł.Jerzy Łoziński. Wydawnictwo Zysk i spółka. Poznań 2019.
środa, 7 kwietnia 2021
"Szalona miłość" o operze bez fraka
Są w tej książce pewne nieścisłości, np. Garanča i Berganza to mezzosopranistki, a nie sopranistki, lista podbojów Don Gianniego nie była nacięciami na ramie łóżka, a na otwarcie opery w Kairze grano "Rigoletto", a "Aidę" dopiero po czasie. Z kilkoma sądami autorki mogę się nie zgodzić (np. nie uważam, że aria Figara z IV aktu jest mizoginiczna-autorka lubi to słowo-oraz, że Don Pasquale był zbereźnikiem), ale nie zmienia to faktu, że książka jest potrzebna. I właśnie dlatego tak boli mnie jej strona edytorska. Niestety, polski czytelnik dostaje publikację, w której są błędy fleksyjne (przy "Księciowi" serce płacze!), błędy w tłumaczeniu i redakcji ("domy operowe" serio?, Cykl Pierścienia zamiast Pierścień Nibelunga, utrwalanie bezsensownego tytułu "Kawaler srebrnej róży" zamiast "Kawaler z różą" ), w korekcie Norma staje się Norą, słowo „akt” pisane jest zawsze dużą literą, a tytuły polskie są zapisane bez zachowania konsekwencji. Gdy takie „kwiatki” zdarzają się w wydawanych hurtowo powieściach, kryminałach itp., można spuścić zasłonę milczenia, ale książka z założenia popularnonaukowa jest strzałem w kolano- wydawniczym i popularyzatorskim. Wielka szkoda! Wiem, że język muzyczny jest specyficzny i na pewne rzeczy należy szczególną wrócić uwagę (np. między "barytonu" a "barytona"jest różnica znaczeniowa). Ale nie jest to język magiczny. Pojawia się w recenzjach, internecie, na blogach, dlatego to wydawnicze zaniedbanie tak mnie smuci. Idealnie byłoby, gdyby przy całej stronie poświęconej angielskim tłumaczeniom libretta „Wesela Figara” dać przypis o polskim przekładzie Barańczaka, ale to już jest moja fantazja, ale czymś, czego, jako czytelnik, mam prawo wymagać jest książka wydana bez błędów.
Życie dopisało ciekawy ciąg dalszy do książki, w którą Schweitzer kończy opisem oglądanej przez internet retransmisji operowej premiery w 2018. W 2020 roku operowe streamingi stały się oczywistością, oglądanie oper na komputerach i smartfonach jest dostępne dla wszystkich. Globalność tego zjawiska sprawiła, że ja, skromna mieszkanka miasta w Europie centralnej, miałam szansę obejrzeć znakomitą większość inscenizacji, o których pisze Vivien Schweitzer dzięki transmisjom z MET (bo spora część opisywanych przez nią realizacji to te z Nowego Jorku).
Opera warta jest solidnie przygotowanych opracowań. A przede wszystkim warta słuchania!
Vivien Schweitzer, "Szalona miłość". przeł. Katarzyna Kozioł-Galvis. Wyd. Czarna Owca. Warszawa 2021.
środa, 10 marca 2021
"Biblioteka szaleńca"
Książka oprawiona w ludzka skórę, pisane krwią, wydrapana na skrzypcach. Tak mała, że zecerzy stracili wzrok przy składaniu czcionek. Tak wielka, że gdy wyrzucono przez okno, omal zabiła przechodnia. Biblie bez „nie” w przykazaniu, dopiski i obrazki dorysowywane na marginesach, literówki w tekstach o sowich (swoich) mężach (ciekawe: polskie swoje i sowie ładnie odpowiadają angielskiemu own i owl ). Najkrótsze wiersze i sztuka teatralna z dwóch kwestii. Atlasy niezwykłych zwierząt oraz wielkie mistyfikacje. Książki tak grube, że autor musi się na nie wdrapywać po drabinie. Dzieło Szekspira z XX wieku (pisane przez medium, które jest przekonane, że słyszy głos Williama). Zestaw najbardziej irracjonalnych tytułów. Informacje o autorze, który tak dokładnie opisywał swoją codzienność, że nikt nie jest w stanie czytać jego „pasjonujących” zapisków o tym, co kiedy zjadł na śniadanie. To wszystko i jeszcze więcej znajdą wielbiciele informacji o książkach i ludziach. Bo o literaturze bez ludzi mówić nie sposób i ta książka jest tego świetnym dowodem.
„Biblioteka szaleńca” to książka pełna ciekawostek, zbierająca przeróżne varia i curiosa świata literatury i kultury. Dominują informacje z Europy, ale od czasu do czasy wyprawiamy się do Azji czy na Bliski Wschód. Plusem publikacji jest mnogość ilustracji, zdjęć i rycin. Pewnym minusem fakt, iż tekst rozdziału bywa niespodziewanie przerywana, bo wchodzą 2 strony obrazków (z przypisami) i trochę traci się wątek. Ale to nie jest książka przeznaczona do typowej linearnej lektury, a raczej do przeglądania.
Nie sposób zapamiętać wszystkich dat, nazwisk i informacji, ale na pewno lektura tej książki pozwoli kiedyś, w towarzyskiej rozmowie rzucić, a wiecie, że w XIX wieku Portugalczyk, który nie znał angielskiego wydał rozmówki portugalsko-angielskie, albo, że jest książka z żółtego sera...
Edward Brooke-Hitching ,Biblioteka szaleńca". Przeł. Juliusz Szczepański. Dom Wydawniczy Rebis. Poznań 2020.
wtorek, 12 maja 2020
"Algorytm Ady"- córka poety, matematyczka
niedziela, 7 lipca 2019
"Bałtyk. Historie zza parawanu" zapiaszczone opowieści
wtorek, 29 stycznia 2019
"Ale musicale!", ale książka!
Niewątpliwym plusem publikacji Wyszogrodzkiego jest mówienie i o hitach gatunku, i nowych premierach. Nie można mówić o musicalu bez "Statku komediantów", "Skrzypka na dachu" czy "Kotów", ale nie można zrozumieć jego rozwoju bez choćby "Hamiltona" czy "Króla lwa". Wyszogrodzki wiele miejsca poświęca współczesnym musicalom i to świadczy o tym, jaką przyszłość ma ten rodzaj teatru. Gdy czytamy książkę "Przetańczyć całą noc" z 1979 roku (którą można trochę porównać do "Ale musicale!", bo jej autor, Antoni Marianowicz, też był fanem, znawcą i tłumaczem musicali, a jego książka ma dość podobny układ i popularny charakter) dowiadujemy się, że w musicalu nie dzieje się zbyt wiele, ale jest nadzieja w postaci młodego Andrew Lloyda Webbera... I to już pokazuje jak bardzo zmienił się gatunek i że kolejne publikacje na jego temat, zwłaszcza tak dobrze napisane, są stale potrzebne. A swoja drogą ciekawe, co i kto napisze z kolejne 40 lat… I czy w tym zestawieniu pojawi się więcej polskich tytułów, bo dziś musical nad Wisłą to nie tylko "Metro", ale "Polita", "Piloci" i cały teatr Wojciecha Kościelniaka. A co będzie dalej? To przyszłość. Teraźniejszość wygląda tak, że "Ale musicale!" to niezbędnik. I nie tylko dla widzów serialu "Glee" i wyczekujących w każdą środę nowych piosenek Studia Accantus, bo Wyszogrodzki twierdzi, ze musical to doskonały początek dla innych teatralnych i muzycznych przygód. Nie sposób się z nim nie zgodzić!
niedziela, 26 listopada 2017
"Iłła" opowieść i osobowość
Książka Joanny Kuciel-Frydryszak to historia pokazująca długie życie i złożona osobowość Iłły. Spotkamy tu i siostrę miłosierdzia z frontu wielkiej wojny i damę, która odbywała podróż po Europie, wygłaszając odczyty o marszałku Piłsudskim, mającą w torebce kwiat, gdyby kreacja wymagała szybkiej transformacji. Spotkamy też autorkę prowadzącą spory z redaktorami, albo autorkę będącą adresatką polemiki młodego poznańskiego polonisty (Barańczak się nazywał…). Jest młoda poetka debiutująca "Jabłoniami", jest autorka uznana, czytana przez Żeromskiego i Tuwima, jest tłumaczka złoszcząca się na Annę Karenin (nie Kareninę!), jest wreszcie staruszka, która w swoim mieszkaniu przy ul. Gajowej przyjmuje doktorat honoris causa uniwersytetu w Poznaniu. W tle opowieści pojawia się Wilno, Petersburg, Warszaw, Gruzja, Poznań… Przemykają Piłsudski, Pawlikowska-Jasnorzewska, Wierzyński, Kulmowa.
(1).jpg)














