środa, 24 czerwca 2026
"Książę Lampedusy" pisze o przeszłości
wtorek, 26 maja 2026
"Ogród w chmurach" i słowach
"Nie czytałeś Małego Księcia? Poważnie? Co za szczęście, to niesamowite!"
środa, 3 września 2025
"Lato z Baudelaire'm" przygoda z poetą kontrastów
Jak mówić o literaturze, by zaciekawiać i sprowokować do myślenia, ale nie nużyć?
środa, 26 lutego 2025
" Opactwo Northanger". Austen w krainie Radcliffe
Przeczytałam "Tajemnice zamku Udolpho", które namiętnie czyta Katarzyna. Nawiązania do scen, a także opowieści o tym, co dzieje się z bohaterką są tematem rozmów, które Katarzyna prowadzi z nową przyjaciółką. Bo "Opactwo..." to historia o dziewczynie, która ucieka w literacki świat zapomina, że życie to nie powieść, a karmiona nastrojem grozy i niesamowitości miewa kłopot z osądem ludzi i sytuacji. Katarzyna poznaje ludzi, odwiedza miejsca i staje się świadkiem wydarzeń, które(mimo jej, podbudowywanej lekturą, nadziei), nie mają w sobie nic z gotyckiego romansu. I to dla niej lepiej.
To jedyna książka Austen, która wymaga kontekstu. Po przeczytaniu kilkuset stron powieści Ann Radcliffe zrozumiałam fenomen. Domyślam się, jak filtrowany przez wyobraźnię początku XIX w. świat bestsellerowej powieści mógł wpłynąć na ówczesne czytelniczki. Dlaczego Austen napisała pastisz i jakie mogło być echo tej powieści, gdy znając Radcliffe, czytało i doceniało się Austen w jej czasach.
Dla pastiszu niezbędna jest znajomość źródła i to może sprawić, że "Opactwo..."nie jest dziś aż tak popularne i lubiane. Nie znamy Radcliffe, zatem nie doceniamy intertekstualnej gry, którą Austen prowadzi z jedną pierwszych pisarek,która zawładnęła wyobraźnią, przy okazji zarabiając krocie. Współczesnego czytelnika "Udoplho" nie przeraża, nie budzi dreszczy, raczej bawi. Zamienia się więc spojrzenie na Katarzynę. Chociaż czy na pewno? Może ona (tak samo jak Emma Bovary) szukałaby wrażeń w sieci i brała rzeczywistość internetu za prawdziwą i fascynującą? Łatwo zachwycamy się światem, którego nie ma. Wierzymy w opowieści. Programujemy rzeczywistość poszukując w niej ech tego, co czytaliśmy. I w tym znów Austen jest aktualna!
Jane Austen, "Opactwo Northanger". Przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Wyd. Cranford.
środa, 19 lutego 2025
"Hamnet" a gdyby...
Sięgnęłam po "Hamneta" z lekkim niepokojem, bo miała to być powieść o żałobie, a to nie jest mój ulubiony temat, ale i z ciekawością, bo w tle pojawił się Szekspir.
Maggie O’Farrell, "Hamnet". Przeł. Justyna Szcześnika-Norberg. Wyd. Papierowy Księżyc. 2023
środa, 11 września 2024
"Księgarnia w Paryżu" Amerykanka w Paryżu wydaje Irlandczyka
Jej anglojęzyczna księgarnia staje się miejscem spotkań międzywojennej bohemy, a potem sama wydaje dzieło, które zmieni spojrzenie na powieść. Autorka opisuje prawie 20 lat życia i pracy Sylvii, w którym nieustannie wraca Joyce i jego książka. Najpierw zachwyt nad nową formą, potem zaskoczenie i smutek toczącym się w USA procesem o nieobyczajność drukowanych w gazetach rozdziałów. Decyzja o wydaniu książki. Proces wydawniczy, dziesiątki rozmów i poprawek, setki przepisywanych stron. Emocje premiery i pomysły na szmuglowanie powieści do Stanów. Dyskusje o prawach autorskich i walka z nielegalnymi kopiami i przedrukami. Niełatwe kontakty z autorem.
Dla mnie „Księgarnia
w Paryżu” jest przede wszystkim opowieścią o pracy księgarskiej i procesie wydania „Ulissesa”. Życie Sylvii-radości, rodzinne
dramaty, muszą ustąpić pola pracy, bo najpierw tworzenie księgarni, potem
praca wydawcy, w końcu ratowanie sklepu w czasie kryzysu to sprawy dla
bohaterki najważniejsze.
Autorka w posłowiu pisze, że każda powieść historyczna jeszcze bardziej oddala od prawdy, skoro czytamy myśli postaci będące jednak myślami autora na temat tej postaci. Prawda. Ale udało się Maher stworzyć portret kobiety odważnej, zaangażowanej w pracę na rzecz literatury i jej twórców, a przy tym pełnej wątpliwości, momentami zniechęconej. Dojrzewającej. Bardzo prawdopodobnej.
Poza Sylvią i wieloznacznym Joyce’m czytamy trochę o tych, którzy tworzyli klimat Paryża: są Fitzgerald, Valery, Hemingway, Gide, Pound, Stein. Listy pisuje Shaw. Przy księgarskim regale toczą się rozmowy o sztuce, ale też np. wydarzeniach w Niemczech. W świecie awangardy trwa pytanie o wolność sztuki, granice eksperymentu, a także o to, czym jest sztuka, a czym komercja (jej znakiem „Wielki Gatsby”).
Długi proces przeciw Joycowi pozwala też pytać, jak przez 100 lat zmieniła się sztuka i jej odbiór. Bo dziś „Ulisses” nikogo nie szokuje, stał się wręcz statecznym klasykiem.
Czy trzeba przeczytać „Ulissesa” by cieszyć się lekturą. Nie (mimo 3 prób, jeszcze nie przeczytałam), ale na pewno warto książkę znać, by łapać czym są np poszukiwania powieściowych bohaterów na paryskich ulicach. Kolejna książka o książkach. O bardzo konkretnym czasie, autorach, o straconym pokoleniu, które zostawia swój ślad. I dla fanów takich autotematycznych (a nawet autor tematycznych) spora gratka, bo atmosferę twórczego zamętu i zmiany czuć doskonale w całej powieści.
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
Kerri Maher "Księgarnia w Paryżu". Przeł. Anna Bereta-Janokowska, Piotr Pieńkowski. Wyd. Znak Jednym Słowem. Kraków 2024.
środa, 10 lipca 2024
"Poczta literacka" wskazówki mimochodem
Dziś, gdy ktoś chce się dowiedzieć co ludzie sądzą o jego wierszu może go wrzucić do internetu (niewykluczone, że dostanie setki komentarzy, które nie będą odnosicie walorów literackich). Kiedyś można było swoje próby wysyłać od "Życia literackiego". I liczyć na opinie redakcji.
"Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem" to właśnie zbiór odpowiedzi pisanych przez Wisławę Szymborską tym, którzy zdecydowali się otworzyć swoje szuflady przed krytycznym okiem redakcji. Ktoś może pytać co nam, tyle lat po działaniach Poczty literackiej, po zestawie odpowiedzi ( nawet bez tekstów, którym poświecono wierszówkę). Lata minęły, po co to wznawiać? Ano po to, że jednak w świecie literatury wiele pozostało niezmienne. Owszem, dziś poeci piszą o smsach, a użycie słów, które szokowały np. w poezji Bursy nie robią wrażenia, ale w kwestii zasad nie zmienia się wiele. I właśnie o zasadach pisze Szymborska. Czasem złośliwe, czasem ironicznie, czasem z żywą aprobatą wypowiada się o wierszach, których my nie znamy. Ale paradoksalnie- to nic nie szkodzi.
Zawarte w tych dość krótkich opiniach sformułowania są wskazówkami dla każdego, kto pisze. I kto czyta, bo zwracając uwagę na elementy techniczne pisania, Szymborska daje też kurs czytania i analizy. Albo widzenia literackich szwów. Jest o błędach młodości , do których przyszła noblistka sama się przyznaje, o rozchodzących się wątkach i rymach kosztem sensu. O zbytniej górnolotności i potrzebie zachowania „równowagi ducha”, o tematach, które gdy zbierze się te największe w jednym wierszu, raczej nie dadzą dobrego utworu. O tym, że siłą literatury jest zaskoczenie, niespodzianka. Jest lekko, zabawnie, czasem złośliwe. O warsztacie i idei. A żeby nie było tak poważnie ostrze swoich komentarzy Szymborska wbija też klasykom np. pewnemu Williamowi z Londynu (który jest na bakier z historią Danii) czy Stefanowi Ż.
Do Poczty wysyłano wiersze i opowiadania, zatem mamy tu zdania o krótkich formach prozatorskich: „Prawdziwa literatura zaczyna się dopiero wtedy, kiedy żywe postacie intrygują bardziej od tajemniczych zwłok”. I poezji „W każdym wierszu chodzi przecież o wrażenie, że te właśnie, a nie inne słowa od wieków czekały, żeby się ze sobą spotkać i zrosnąć w całość jedyną, już nie do rozerwania”. Jest też o byciu człowiekiem słowa pisanego, które rozumiane jest tu jako rodzaj posłannictwa i misji (choć przy docenieniu warsztatu) „Poezja nie jest dla nich (poetów „z urodzenia”) rekreacją i ucieczką od życia, ale samym życiem”.
W jednej z odpowiedzi Szymborska pisze „Prawdziwy talent, owszem, wymaga, zwłaszcza na początku, wskazówek i pouczeń. Ale nauka ta musi mu przychodzić łatwo jakby mimochodem.” I właśnie takimi wskazówkami mimochodem, dla tych, którzy piszą i tych, którzy czytają jest „Poczta literacka”.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu, współpraca barterowa.
Wisława Szymborska. "Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem". Wyd. Znak. Kraków 2024.
wtorek, 7 maja 2024
"Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" do biblioteki po drodze
Nie mogę nie zgodzić się z panią Komachi, japońską bibliotekarką. Siedzi na swoim miejscu w punkcie konsultacji i doradza czytelniom. Rozmawia z nimi i przykłada się do tego doradzania. Wybiera różne książki:mangi, o ewolucji, dla dzieci... ale to, co wyczytają jej czytelnicy to już ich sprawa, ich zasługa, ich nadzieja na przyszłość.
Tytuł "Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece" skupia sens tej książki. Pięć osób, w różnym wieku, o różnych życiorysach potrzebuje zmiany (i nawet tego nie wie). Krokiem, który pozwoli im zawalczyć o marzenia, nauczyć się nowych rzeczy lub docenić to, co mają, jest wizyta w bibliotece, rozmowa z bibliotekarką i lektura książki.
Pięć opowieści o różnych etapach życia, nadziejach i pomysłach, które gdzieś się tlą, ale potrzebują iskry. I taką wzniecającą płomień iskrą jest biblioteka. Piękny to pomysł! A historie czyta się przyjemnie, kibicując bohaterom i z uśmiechem patrząc, jak postaci z poprzednich rozdziałów przemykają w tle kolejnych.
To następna pozycja na mojej liście literatury wytchnieniowej. Uspokaja, daje nadzieję na dobre zakończenie, pozwala zobaczyć to, co dobre w różnych historiach. A fakt, że miejscem zrobienia tego pierwszego kroku do polepszenia losu jest biblioteka to, coś czemu mogę tylko przyklasnąć. Tym bardziej, że biblioteka przedstawiona jest też jako ważny punkt w dzielnicy, miejsce łączące ludzi.
Ciekawie jest pokazana postać bibliotekarki, która nie ingeruje w życie czytelników, ale przez listę książek daje im impuls do działania. A wykonany przez nią filcu przedmiot dołączany do listy lektur jest rodzajem amuletu na drogę. Z każdą historią poznajemy ją lepiej, widząc także jej wybory i drogę, którą przeszła, by tak dobrze czytać ludzi. I tylko dlaczego pani Komachi jest bezkształtna, blada (porównywana do pianki marschmallow) i ma kok? Nawet po drugiej stronie świata ten sam wizerunek.
Na szczęście także ten sam sposób widzenia książki nie w kategoriach magicznego przedmiotu, a kamienia na ścieżce do tego, czego szukamy. Ścieżce, która prowadzi nie tyle do biblioteki, ale przez nią.
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu.
Michiko Aoyama. "Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" przeł. Andrzej Świrkowski. Grupa Wydawnicza Relacja. Warszawa 2024.
środa, 24 kwietnia 2024
"W tej powiesci wszyscy umierają" - literacka jazda bez trzymanki
Jestem fanka intertekstualności i dowcipu, przy czym to, co często wydawcy określaj jako „szalenie zabawne” mało mnie bawi. Natomiast przy W tej powieści wszyscy umierają uśmiechałam się często i szeroko, i wracałam do pewnych fragmentów.
Zaczyna się od tego, że Śmierć zaspał (śmierć jest rodzaju męskiego). A potem napięcie rośnie. Memento Mori, feminizująca księżniczka Lea, profesor poszukujący idealnego zdania i Mate z ruszają w szaloną podróż po dziełach i epokach, by ratować świat. A Memento orientuje się, że są tylko bohaterami literackimi, wytworami wyobraźni autora i ich świat to literatura. Bohaterowie razem lub pojedynczo (różne rzeczy dzieją się po drodze), wskakują do teatru The Globe, odwiedzają czekających Estragona i Vladimira, poznają super bohatera komiksu, wpadają w postmodernistyczny świat reklamy, słuchają szkatułkowych opowieści, a nad wszystkim czuwają (w sumie nie wiadomo skąd) Kardaszianie. W głowie się kręci! Ale to bardzo przyjemny wir, gdy uzmysłowimy sobie, że napędza go zabawa i siła skojarzeń, często bardzo odległych, które w niemal w jednym zdaniu umieszczają Godota i Henry’ego Forda, św. Tomasza i Johnny’ego Deppa w którego roli występuje Juliette Binoche) oraz pryncypialnego Gavrilę Principa.
Z jednej strony to książka napisana i czytana dla rozrywki. Pełna absurdalnego humoru i zabiegów, które tylko przyspieszają wirowanie i szaleństwo. Czysta radość czytania, łapania przelatujących szybko nawiązań, obrazów i cytatów. Ale gdyby spojrzeć na tę książkę od jeszcze innej strony, to można ja czytać jako postawiony na głowie podręcznik poetyki z wieloma przykładami. Jest intertektualizm (krzyżowany z plagiatem i cytatem)?Jest. Są różne gatunki, formy i rodzaje (przypowieść, baśń, dramat)? Są! Jest kompozycja ramowa? Jest! Strumień świadomości? Oj, bywa! Jest zrzucanie wszystkiego na postmodernizm? Jest! Zatem „W tej powieści wszyscy umierają” to świetna rozrywka, bo autor bawi się konwencjami, formami, łamie zasady, przekracza granice, wykrzykuje absurdy, do których przywykliśmy (dlaczego nikogo nie bulwersują trojanie mówiący po angielsku?). A my łapiemy ten styl i dobrze się bawimy. Łapiemy, bo znamy! I koło się zamyka. To lektura smakowita, choć przyznam, że tak jak z nieliterackimi słodkościami czytałam kęsami, żeby się nie zasłodzić, nie zabsurdzić do stopnia, gdy smak już nie robi wrażenia.
Dla pysznej zabawy. Ale także jako lektura uzupełniająca do kursu poetki i teorii literatury. Warto!
Beka Adamaszwili. "W tej powieści wszyscy umierają". Przeł. Magdalena Nowakowska. Wyd. Winokrąg. Piaseczno 2022.
wtorek, 26 marca 2024
"Prawdziwa powieść" opowiedzcie ich historie
Pisarka, albo jej alter ego, opowiada o swoim życiu, przypomina plotki o japońskim emigrancie Azumie, który spełnił swój amerykański sen i został bogaczem. Poznaje chłopaka, który opowiada jej o wcześniejszych latach pana Azumy, które poznał z opowieści służącej z domu jego wielkiej miłości. I tak, zapośredniczona historia toczy się przez lata i przechodzi przez kolejne osoby. Na ile jest prawdziwa? Co kto dopowiada, a co przemilcza? Tego nie wiemy, ale nie o prawdę, bo o opowieść chodzi.
Autorka
chciała napisać wielką powieść w europejskim stylu. Jej historia to rzecz już z
literatury znana, bo przywołuje schemat
z „Wichrowych wzgórz”, ale zostaje historią oryginalną. To narracja z emocjami, miłością i odmalowanymi
realiami zmieniającej się po wojnie Japonii, kraju skoku technologii, ale wciąż
pełnego tradycji i pewnej hermetyczności. To więc też historia Japonii i
Japończyków. Opowiedziana z rozmachem i realistycznym spojrzeniem na detale.
Może bez wybuchów niekontrolowanych emocji i romantycznych miar odczuwania, bo
jesteśmy jednak w świecie, który ceni ramy, grzeczność i powściągliwość.
Jednocześnie pierwsze ponad sto stron książki to realizacja japońskiej
„powieści o sobie”, gdy autorka opowiada o swoim życiu i dzieli się własną
historią, także tą zostawania pisarką. Kolejne części książki, kolejne narracje
są znów trochę opowieściami o tych osobach, które historię opowiadają,
filtrując przez własne spojrzenie i wiedzę.
Ale chociaż w budowie powieści dzieje się nieco więcej niż w typowej
powieści z XIX wieku i tak najważniejsza jest sama historia (która mi kojarzyła
się miejscami, bardziej intuicyjnie niż faktograficznie z "Wielkim Gatsbym").
Historia o miłości, dorastaniu, klasowym
społeczeństwie, wojennych traumach, historycznych zaszłościach, wielu
bohaterach i historiach, przede wszystkim kobiet. Wokół stelażu historii chłopaka o niejasnym pochodzeniu i panienki z
dobrego domu pną się też dzieje trzech
ciotek i służącej Fumiko, która staje się pewną siebie i zaradną kobietą
pracującą. Historia zabiera nas na japońskie
bezdroża i tarasy, na których siostry przypominają o Czechowie, do
odbudowującego się po wojnie Tokio i do USA.
Łączy wschodnią stałość i grzeczność z przekraczającym granice Zachodem.
To rodzaj
tej historii, w którą się wsiąka, którą czyta się szybko z chęcią poznania
dalszego ciągu (choć urywki przeszłości są znane od początku), ale też uważnie,
i to nie tylko ze względu nazmiany
narratora. Prawdziwa powieść z japońskim
klimatem, siłą opowieści możliwością zaczytania.
Minae Mizumura, "Prawdziwa powieść". Przeł.Anna Zielińska-Elliott. Wyd. Tajfuny. Warszawa 2024.
środa, 21 lutego 2024
"Witajcie w księgarnia Hyunam-dong" rozmowy przy książkach
czwartek, 4 stycznia 2024
"Towarzystwo Jane Austen" zebrani wokół lektury
Czy można poczuć więź z kimś, dzięki temu, że czyta się te same książki?Co łączy nauczycielkę wojenną wdowę, lekarza, wrażliwego rolnika, pokojówkę i gwiazdę filmową? Lektura Jane Austen.












