Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z książkami w tle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z książkami w tle. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2026

"Książę Lampedusy" pisze o przeszłości

 


"Księcia Lampedusy" znalazłam na bibliotecznej półce nowości. Wcześniej nie widziałam tej książki, ale opis i nawiązanie od autora "Geparda" (którego od lat mam na liście do przeczytania) przekonały. I było warto. 

"Literatura może jedynie wciąż na nowo zadawać stare, odwieczne pytania" tu autor pyta o przeszłość, człowieka w chorobie i pamięć, która tworzy i ustawia. 

Price opowiada o ostatnim z rodu, Giuseppem Tomasim, który w latach 50 XX w., czując, że nie zastawi po sobie ani fortuny, ani dziedzica, zaczyna pisać książkę o swoim przodku i jego zderzeniu ze zmieniającym się światem. A i jego świat się zamieniał: wchodził w dorosłość na froncie I wojny, dojrzałość i stateczność osiągał, gdy Europa płonęła w latach 30. Teraz, chory i świadomy końca szuka pocieszenia w tym, co zawsze niosło mu radość: literaturze. Steven Price w historię pisania "Geparda" wplata różne etapy życia Tomasiego, przenosi w okopy, do obozów, ale i do estońskiego pałacu jego późniejszej żony. W części teraźniejszej są jeszcze młodzi przyjaciele pisarza, ludzie nowej epoki, z którymi łączy go miłość do dawnych mistrzów pióra. 

 "Nabierał dziwnej pewności, że nie napisał nic nowego, raczej odsłonił stare: nie stworzył powieści, jedynie jej pomógł, by zaistniała." Powieść Tomasiego została wydana po jego śmierci, on poznał smak odrzucenia i nasłuchał o zbyt staroświeckim stylu. "Książę Lamepdusy" jest w stylu staroświeckim, ale to żaden zarzut. Bo autor (opierając się na dokumentach i rozmowach z przysposobionym synem) tworzy świat bardzo prawdziwy, świat, który wielokrotnie się rozpada, a jednak czuje się, że zdania tworzonej powieści chcą go zatrzymać i zachować. 

Klimat, styl zdyscyplinowany, a momentami bardzo piękny, szacunek dla przeszłości i człowieczeństwo. Kilka pięknych scen w lekkiej sepii upalnego Palermo. Portret człowieka, który chce zachować przeszłość. To będę kojarzyć z tą powieścią. 

Czy trzeba znać "Geparda"? Pewnie tak byłoby najlepiej. Ja nie czytałam, ale widziałam film, zatem wiem coś o fabule, postaciach i to pomogło w docenieniu i zrozumieniu całości (np. Tancredi nie był tylko nazwiskiem, a miał twarz i utracujuszowski urok Delona, a w pamięci była też szlachetność Lancastera i żywiołowość Cardinale).  A "Gepard" znów wraca na listę do czytania. 
 
Steven Price, "Książę Lampedusy". Przeł. Maciej Stroiński.  Wyd. Czarne. Wołowiec 2026.  

wtorek, 26 maja 2026

"Ogród w chmurach" i słowach


"Nie czytałeś Małego Księcia? Poważnie? Co za szczęście, to niesamowite!"

Czytając "Ogród w chmurach" czułam wielką przyjemność poznawania historii. To była historia dość prosta, ale w typowo francuski sposób klarowna. Jest współczesna, chociaż bez daty. I jest opowieścią o literaturze. Bo o ile Cyceron mówił, że człowiek potrzebuje do szczęścia ogrodów i bibliotek, o tyle Robert, bohater, potrzebuje ogrodu i księgarni.

Nastolatek z francuskiej dzielnicy, do której niewielu się zapuszcza, zaczyna uprawiać kwiaty i inne zioło. Będąc "pod opieką" mafijnego bosa stara się nie rzucać w oczy.  Ale pewnego dnia na trasie między ogrodem na dachu, a szpitalem, gdzie leży jego matka, pojawia się jeszcze jeden punkt: księgarnia. I to nie jest elegancka księgarnia dla francuskich intelektualistów. To miejsce spotkań ludzi, także tych żyjących na ulicy i niespełnionych poetów. Prawdziwych entuzjastów literatury. Niesamowitych trubadurów. Sophie, prowadzącą księgarnię, daje chłopakowi pracę, szansę i pierwsze książki. I Robert wpada!  Bo to powieść o tym, co może dać literatura- o wchodzeniu w inny świat, poszukiwaniu Moby Dicka, rozpoznawaniu w innych Małego Księcia, o tym, że czasami zaczyna się od jednej książki, a ta otwiera drzwi. I o tym, że nie wiemy ile siły w nas drzemie i że czasem czyjeś słowa brzmią jak nasze i porywają tłum.

 Ale nie jest tu tylko literacko i bajkowo. Twarde życie dzielnicy ma swoje kolory i swój język, emigrant z blokowiska nie wyrzeka się rozterek, pamięci i słów, które potrafią bardzo ostro określać rzeczywistość. I to połączenie: chłopaka z ogrodem i nielegalnym interesem z jego wejściem w świat słów i emocji, wychodzi w powieści bardzo spójnie i prawdziwie. 

Robert kojarzy mi się Momo z "Życia przede mną" Gary'ego- arabskie korzenie, "zła dzielnica", dorastanie i ludzie, którzy pokazują nowy świat. Jest też w narracji coś, co rymowała mi obu bohaterów. Jakiś rodzaj wrażliwości i niewypowiedzianej potrzeby czegoś jeszcze, poza tym, co do życia niezbędne. 

Romain Potocki wciągnął mnie w świat, który miał wiele kolorów i rejestrów, w którym piękno i brutalność miały swoje miejsce, w którym był czas na szaleńcze biegi z kwiatami nakazane przez szefa gangu, godziny przy szpitalnym łóżku matki i bezczas lektury na dach w upale wieczoru. Są sceny, które pachną kwiatami, papierem, są takie, które pachną krwią i łzami. Ale jest w tej książce, jak w wielu ważnych powieściach, wielka nadzieja na przyszłości. I na nowy los. Bo ważny jest kolejny rozdział, gdy spotka się Hrabiego po tym, jak poczuje się jedność z trubadurami.

Jedna z ciekawszych książek tego roku. Taka, przy której znów nabiera się wiary w moc opowieści, a bohaterowie są jednocześnie z życia i z kart innych historii. 
 
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
 
 Romain Potocki. Ogród w chmurach. Przeł. Joanna Kluza. WYD. Znak Koncept. Kraków 2026. 

środa, 3 września 2025

"Lato z Baudelaire'm" przygoda z poetą kontrastów

 

Jak mówić o literaturze, by zaciekawiać i sprowokować do myślenia, ale nie nużyć? 


Antoine Compagnon znalazł sposób. Zbiór pogadanek czy raczej miniesejów o różnych wątkach życia i twórczości autora "Kwiatów zła". Nie jest to raczej rzecz dla tych, którzy nigdy o poecie nie słyszeli, bo wtedy można czuć przesyt informacji (tym bardziej, że Compagnon żongluje nazwiskami francuskiej literatury i sztuki), ale dla tych, którzy coś czytali, ale wiedzą jest raczej podstawowa książka będzie świetną podróżą do świata Baudelaire'a. To, na co autor kładzie nacisk to odejście od stereotypu poety wyklętego i pokazuje jak różne elementy (czasem, że sobą sprzeczne) znajdziemy u autora "Padliny". Osądzany i kontrowersyjny, ale ceniony i uznany za najlepszego francuskiego poetę. Z jednej strony z pociągiem do łamania tabu, ale mimo wszystko z klasyczną formą. Z jednej strony złośliwy i hardy, z drugiej o bardzo lirycznych nutach. Rewolucjonista, który traci zaufanie do ludu. 
 
Autor "Lata..." nie tłumaczy swojego bohatera, nie robi nic, by czytelnik go polubił (wiele poglądów chociażby o kobietach to polubienie skutecznie utrudnia), ale robi wiele, by zrozumiał. Bo w tych opowieściach, pełnych odniesień do innych twórców (z czasów Baudelaire'a i późniejszych, są Hugo, Manet, Proust, Sartre), postaci historycznych i szkół literackich jest bardzo słyszany głos poety. Ten głos, przemawiający w cytatach z wierszy, prozy i listów, wyodrębniony nawet graficznie przez inny kolor druku nie jest tylko przykładem do stawianej tezy. Jest okazją dla czytelnika do lepszego poznania twórczości pisarza. 
 
"Lato z Baudelaire'm" było świetną przygodą! Jest w tej książce mnóstwo bardzo ciekawych zdań m.in. o tym, jak poeta widział schyłek sztuki w jej zachłyśnięciu się postępem technicznym lub że to, co piękne zawsze jest smutne, bo "cechy Piękna (o którym pisze, że jest "żarliwe i smutne) to żal i tajemnica."

Autor traktuje czytelnika jak partnera w opowieści, w której dzieli się wiedzą, ale też swoimi wątpliwościami i refleksjami. Nie ma tu upraszczania i chodzenia na skróty, nie ma (co częste w tekstach bardziej analitycznych) niewiele wnoszących dygresji. Jest myśl, cytat, ciekawa opowieść i szacunek dla tego, o kim opowiada i komu opowiada. Dla mnie świetna forma dla takiej literackiej przygody!

 Za książkę dziękuję Wydawnictwu. 

Antoine Compagnon  "Lato z Baudelaire'm". Przeł. Jan Maria Kłoczkowski. Wydawnictwo Noir sur Blanc. Warszawa 2025. 

środa, 26 lutego 2025

" Opactwo Northanger". Austen w krainie Radcliffe

 

"Opactwo Nothanger" nie jest w top 3  Austenowskich książek. Katarzynie Morland brakuje błyskotliwości Elżbiety, żywiołowości Emmy, dojrzałości Ann, marzycielstwa Marianny i dyscypliny Eleonory. Ale taka ma być: niezbyt wyróżniająca się, choć sympatyczna dziewczyną, która da się wciągnąć w świat literatury.

Przeczytałam "Tajemnice zamku Udolpho", które namiętnie czyta Katarzyna. Nawiązania do scen, a także opowieści o tym, co dzieje się z bohaterką są tematem rozmów, które Katarzyna prowadzi z nową przyjaciółką. Bo "Opactwo..." to historia o dziewczynie, która ucieka w literacki świat zapomina, że życie to nie powieść, a karmiona nastrojem grozy i niesamowitości miewa kłopot z osądem ludzi i sytuacji. Katarzyna poznaje ludzi, odwiedza miejsca i staje się świadkiem wydarzeń, które(mimo jej, podbudowywanej lekturą, nadziei), nie mają w sobie nic z gotyckiego romansu. I to dla niej lepiej. 

To jedyna książka Austen, która wymaga kontekstu. Po przeczytaniu kilkuset stron powieści Ann Radcliffe zrozumiałam fenomen. Domyślam się, jak filtrowany przez wyobraźnię początku XIX w. świat bestsellerowej powieści mógł wpłynąć na ówczesne czytelniczki. Dlaczego Austen napisała pastisz i jakie mogło być echo tej powieści, gdy znając Radcliffe, czytało i doceniało się Austen w jej czasach. 

Dla pastiszu niezbędna jest znajomość źródła i to może sprawić, że "Opactwo..."nie jest dziś aż tak popularne i lubiane. Nie znamy Radcliffe, zatem nie doceniamy intertekstualnej gry, którą Austen prowadzi z jedną pierwszych pisarek,która zawładnęła wyobraźnią, przy okazji zarabiając krocie. Współczesnego czytelnika "Udoplho" nie przeraża, nie budzi dreszczy, raczej bawi. Zamienia się więc spojrzenie na Katarzynę. Chociaż czy na pewno? Może ona (tak samo jak Emma Bovary) szukałaby wrażeń w sieci i brała rzeczywistość internetu za prawdziwą i fascynującą? Łatwo zachwycamy się światem, którego nie ma. Wierzymy w opowieści. Programujemy rzeczywistość poszukując w niej ech tego, co czytaliśmy. I w tym znów Austen jest aktualna!

 Jane Austen, "Opactwo Northanger". Przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska.  Wyd. Cranford. 



środa, 19 lutego 2025

"Hamnet" a gdyby...



Sięgnęłam po "Hamneta" z lekkim niepokojem, bo miała to być powieść o żałobie, a to nie jest mój ulubiony temat, ale i z ciekawością, bo w tle pojawił się Szekspir.
Było dużo dobrych słów o książce dobrych słów i topka roku, a popularność autorki rosła w związku z premierą jej nowej powieści.

To nie jest zła książka, ale lepiej podchodzić do niej bez oczekiwania na olśnienie.

Sięgając po książkę o żałobie, czekałam na nią. Czekałam ok 270 stron (na niecałe 400).  Gdy już się pojawiła, była opisana momentami przejmująco, a scena z zaszywaniem ciała w całun bardzo poruszyła.  Poczucie straty było często podkreślane w opiniach, bo widmo śmierci snuje się po powieści. Słabe zdrowie dziecka, zaraza, to przyciąga uwagę do tego, co nieuchronne. Ale to nie jest powieść o żałobie. I wtedy pojawiło się pytanie: o czym jest? 
Trudno mi wskazać główny  zamysł tej powieści. Mamy dwie linie czasowe- życie Agnes, zakochanej w nauczycielu łaciny, ich małżeństwo, rodzinne zależności, plotki. Na drugiej osi: codzienność domu z dziećmi, choroba córki, jej (Agnes) działalność zielarska, w oddali jego (bezimiennego) teatr. Jest ona, Agnes, wolna, związana z naturą, wymykająca się zasadom, w które chce wtłoczyć ją macocha i XVI wiek. Jest i on, Hamnet, ale jest go bardzo mało. Mało też tego bezimiennego syna rękawicznika, który w Londynie zakłada teatr i wystawia sztukę o tytule, który mrozi jego żonę. Nie przekonuje mnie też pomysł, by duch ojca Hamleta był wcieleniem  Hamneta, bo jednak szekspirowski bohater został z premedytacja zamordowany. Bardziej wierzę, że Hamlet jest tym, kim Hamnet mógłby być. Choć też nie do końca.Bo dość okrutne ze strony ojca byłoby ponowne uśmiercanie dziecka tym razem na scenie.   

 Początek był obiecujący, ale potem mam wrażenie, że książka się rozmyła i rozproszyło się to, co miałoby po niej zostać w czytelniku-czy miała najbardziej rezonować pewna dzikość kobiety i herstoria, czy żałoba rodziny (w czasach bardzo dużej śmiertelności dzieci), czy przekładanie życia na sztukę.  I nie ukrywam, że nie jestem fanka czasu teraźniejszego w narracji historycznej.  Nie żałuję lektury, ale zabrało mi tu postaci, wątku, sensu, która chwyciła za serce i myśli i sprawi, że będę o tej powieści pamiętać.
 
 






środa, 11 września 2024

"Księgarnia w Paryżu" Amerykanka w Paryżu wydaje Irlandczyka

 


Sylvia Beach, Amerykanka w Paryżu, założycielka księgarni Shakespeare and Company, wydawczyni „Ulissesa”. Tak można opisać główną bohaterkę „Księgarni w Paryżu”. Jednak jej portret jest bogatszy- kobieta, która walczy o marzenia, wierzy w literaturę, w Paryżu znajduje kobietę swojego życia, która uczy ją księgarskiego fachu.

Jej anglojęzyczna księgarnia staje się miejscem spotkań międzywojennej bohemy, a potem  sama wydaje dzieło, które zmieni spojrzenie na powieść. Autorka opisuje prawie 20 lat życia i pracy Sylvii, w którym nieustannie wraca Joyce i jego książka. Najpierw zachwyt nad nową formą, potem zaskoczenie i smutek toczącym się w USA procesem o nieobyczajność drukowanych w gazetach rozdziałów. Decyzja o wydaniu książki. Proces wydawniczy, dziesiątki rozmów i poprawek, setki przepisywanych stron. Emocje premiery i pomysły na szmuglowanie powieści do Stanów. Dyskusje o prawach autorskich i walka z nielegalnymi kopiami i przedrukami. Niełatwe kontakty z autorem. 

Dla mnie „Księgarnia w Paryżu” jest przede wszystkim opowieścią o pracy księgarskiej i procesie wydania  „Ulissesa”. Życie Sylvii-radości, rodzinne dramaty, muszą  ustąpić pola pracy, bo najpierw tworzenie księgarni, potem praca wydawcy, w końcu ratowanie sklepu w czasie kryzysu to sprawy dla bohaterki najważniejsze. 

Autorka w posłowiu pisze, że każda powieść historyczna jeszcze bardziej oddala od prawdy, skoro czytamy myśli postaci będące jednak myślami autora na temat tej postaci. Prawda. Ale udało się Maher stworzyć portret kobiety odważnej, zaangażowanej w pracę na rzecz literatury i jej twórców, a przy tym pełnej wątpliwości, momentami zniechęconej. Dojrzewającej. Bardzo prawdopodobnej. 

Poza Sylvią i wieloznacznym Joyce’m czytamy trochę o tych, którzy tworzyli klimat Paryża: są Fitzgerald, Valery, Hemingway, Gide, Pound, Stein. Listy pisuje Shaw.  Przy księgarskim regale toczą się rozmowy o sztuce, ale też np. wydarzeniach w Niemczech. W świecie  awangardy trwa pytanie o wolność sztuki, granice eksperymentu,  a także o to, czym jest sztuka, a czym komercja (jej znakiem „Wielki Gatsby”). 

Długi proces przeciw Joycowi pozwala też pytać, jak przez 100 lat zmieniła się sztuka i jej odbiór. Bo dziś „Ulisses” nikogo nie szokuje, stał się wręcz statecznym klasykiem.

Czy trzeba przeczytać „Ulissesa” by cieszyć się lekturą. Nie (mimo 3 prób, jeszcze nie przeczytałam), ale na pewno warto książkę znać, by łapać czym są np poszukiwania powieściowych bohaterów na paryskich ulicach. Kolejna książka o książkach. O bardzo konkretnym czasie, autorach, o straconym pokoleniu, które zostawia swój ślad. I dla fanów takich autotematycznych (a nawet autor tematycznych) spora gratka, bo atmosferę twórczego zamętu i zmiany czuć doskonale w całej powieści.


 Za książkę dziękuję wydawnictwu.  

Kerri Maher "Księgarnia w Paryżu". Przeł. Anna Bereta-Janokowska, Piotr Pieńkowski. Wyd. Znak Jednym Słowem. Kraków 2024.

środa, 10 lipca 2024

"Poczta literacka" wskazówki mimochodem


 Dziś, gdy ktoś chce się dowiedzieć co ludzie sądzą o jego wierszu może go wrzucić do internetu (niewykluczone, że dostanie setki komentarzy, które nie będą odnosicie walorów literackich). Kiedyś można było swoje próby wysyłać od "Życia literackiego". I liczyć na opinie redakcji.

 "Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem" to właśnie zbiór odpowiedzi pisanych przez Wisławę Szymborską tym, którzy zdecydowali się otworzyć swoje szuflady przed krytycznym okiem redakcji.  Ktoś może pytać co nam, tyle lat po działaniach Poczty literackiej, po zestawie odpowiedzi ( nawet bez tekstów, którym poświecono wierszówkę). Lata minęły, po co to wznawiać? Ano po to, że jednak w świecie literatury wiele pozostało niezmienne. Owszem, dziś poeci piszą o  smsach,  a użycie słów, które szokowały np. w poezji Bursy nie robią wrażenia, ale w kwestii zasad nie zmienia się wiele. I właśnie o zasadach pisze Szymborska. Czasem złośliwe, czasem ironicznie, czasem z żywą aprobatą wypowiada się o wierszach, których my nie znamy. Ale paradoksalnie- to nic nie szkodzi. 

Zawarte w tych dość krótkich opiniach  sformułowania są wskazówkami dla każdego, kto pisze. I kto czyta, bo  zwracając uwagę na elementy techniczne pisania, Szymborska daje też kurs czytania i analizy. Albo widzenia literackich szwów. Jest o błędach młodości , do których przyszła noblistka sama się przyznaje, o rozchodzących się wątkach i rymach kosztem sensu. O zbytniej górnolotności i potrzebie zachowania „równowagi ducha”, o tematach, które gdy zbierze się te największe w jednym wierszu, raczej nie dadzą dobrego utworu.  O tym, że siłą literatury jest zaskoczenie, niespodzianka.  Jest lekko, zabawnie, czasem złośliwe. O warsztacie i idei. A żeby nie było tak poważnie ostrze swoich komentarzy Szymborska wbija też klasykom np. pewnemu Williamowi z Londynu (który jest na bakier z historią Danii) czy Stefanowi Ż.

 Do Poczty wysyłano wiersze i opowiadania, zatem mamy tu zdania o krótkich formach prozatorskich: „Prawdziwa literatura zaczyna się dopiero wtedy, kiedy żywe postacie intrygują bardziej od tajemniczych zwłok”.  I poezji „W każdym wierszu chodzi przecież o wrażenie, że te właśnie, a nie inne słowa od wieków czekały, żeby się ze sobą spotkać i zrosnąć w całość jedyną, już nie do rozerwania”.  Jest też o  byciu człowiekiem słowa pisanego, które rozumiane jest tu jako rodzaj posłannictwa i misji (choć przy docenieniu warsztatu) „Poezja nie jest dla nich (poetów „z urodzenia”) rekreacją i ucieczką od życia, ale  samym życiem”. 

W jednej z odpowiedzi Szymborska pisze „Prawdziwy talent, owszem, wymaga, zwłaszcza na początku, wskazówek i pouczeń. Ale nauka ta musi mu przychodzić łatwo jakby mimochodem.” I właśnie takimi wskazówkami mimochodem, dla tych, którzy piszą i tych, którzy czytają jest „Poczta literacka”. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu, współpraca barterowa. 

 Wisława Szymborska.  "Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem". Wyd. Znak. Kraków 2024.

 

wtorek, 7 maja 2024

"Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" do biblioteki po drodze


 "Wiesz,ja nie uważam, żeby w samej książce -i ta nie jest wyjątkiem-kryła się jakaś siła. To ty z niej to wyczytałaś. To jest jej wartość."

Nie mogę nie zgodzić się z panią  Komachi, japońską bibliotekarką. Siedzi na swoim miejscu w punkcie konsultacji i doradza czytelniom. Rozmawia z nimi i przykłada się do tego doradzania. Wybiera różne książki:mangi, o ewolucji, dla dzieci... ale to, co wyczytają jej czytelnicy to już ich sprawa, ich zasługa, ich nadzieja na przyszłość.

Tytuł "Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece" skupia sens tej książki. Pięć osób, w różnym wieku, o różnych życiorysach potrzebuje zmiany (i nawet tego nie wie). Krokiem, który pozwoli im zawalczyć o marzenia, nauczyć się nowych rzeczy lub docenić to, co mają, jest wizyta w bibliotece, rozmowa z bibliotekarką i lektura książki.

Pięć opowieści o  różnych etapach życia, nadziejach i pomysłach, które gdzieś się tlą, ale potrzebują iskry. I taką wzniecającą płomień iskrą jest biblioteka. Piękny to pomysł! A historie czyta się przyjemnie, kibicując bohaterom i z uśmiechem patrząc, jak postaci z poprzednich rozdziałów przemykają w tle kolejnych.

To następna pozycja na mojej liście literatury wytchnieniowej. Uspokaja, daje nadzieję na dobre zakończenie, pozwala zobaczyć to, co dobre w różnych historiach. A fakt, że miejscem zrobienia tego pierwszego kroku do polepszenia losu jest biblioteka to, coś czemu mogę tylko przyklasnąć. Tym bardziej, że biblioteka przedstawiona jest też jako ważny punkt w dzielnicy, miejsce łączące ludzi.

Ciekawie jest pokazana postać bibliotekarki, która nie ingeruje w życie czytelników, ale przez listę książek daje im impuls do działania. A wykonany przez nią  filcu przedmiot dołączany do listy lektur jest rodzajem amuletu na drogę.  Z każdą historią poznajemy ją lepiej, widząc także jej wybory i drogę, którą przeszła, by tak dobrze czytać ludzi. I tylko dlaczego pani Komachi jest bezkształtna, blada (porównywana do pianki marschmallow) i ma kok? Nawet po drugiej stronie świata ten sam wizerunek. 

Na szczęście także ten sam sposób widzenia książki nie w kategoriach magicznego przedmiotu, a kamienia na ścieżce do tego, czego szukamy. Ścieżce, która prowadzi nie tyle do biblioteki, ale przez nią. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu.  

Michiko Aoyama. "Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece"   przeł. Andrzej Świrkowski. Grupa Wydawnicza Relacja.  Warszawa 2024.


środa, 24 kwietnia 2024

"W tej powiesci wszyscy umierają" - literacka jazda bez trzymanki

 


Nawiązania do innych tekstów. Humor. Miejsce akcji, które się zna. Sposobów na smaczki literackie jest wiele, a ta książka jest nimi napakowana.  

Jestem fanka intertekstualności i dowcipu, przy czym to, co często wydawcy określaj jako „szalenie zabawne” mało mnie bawi. Natomiast przy W tej powieści wszyscy umierają  uśmiechałam się  często i szeroko, i wracałam do  pewnych fragmentów.

 Zaczyna się od tego, że Śmierć zaspał (śmierć jest rodzaju męskiego). A potem napięcie rośnie. Memento Mori, feminizująca księżniczka Lea, profesor poszukujący idealnego  zdania i Mate z  ruszają w szaloną podróż po dziełach i epokach, by ratować świat. A Memento orientuje się, że są tylko bohaterami literackimi, wytworami wyobraźni autora i ich świat to literatura. Bohaterowie razem lub pojedynczo (różne rzeczy dzieją się po drodze), wskakują do teatru The Globe, odwiedzają czekających  Estragona i Vladimira,  poznają super bohatera komiksu,  wpadają w postmodernistyczny świat reklamy, słuchają szkatułkowych opowieści, a nad wszystkim czuwają (w sumie nie wiadomo skąd) Kardaszianie.  W głowie się kręci! Ale to bardzo przyjemny wir, gdy uzmysłowimy sobie, że napędza go zabawa i siła skojarzeń, często bardzo odległych, które w niemal w jednym zdaniu umieszczają Godota i Henry’ego Forda,  św. Tomasza i Johnny’ego Deppa  w którego roli występuje Juliette Binoche) oraz pryncypialnego Gavrilę Principa.

 Z jednej strony to książka napisana i czytana dla rozrywki. Pełna absurdalnego humoru i zabiegów, które tylko przyspieszają wirowanie i szaleństwo.  Czysta radość czytania, łapania przelatujących szybko nawiązań, obrazów i cytatów.  Ale gdyby spojrzeć na tę książkę od jeszcze innej strony, to można ja czytać jako postawiony na głowie podręcznik poetyki z  wieloma przykładami. Jest intertektualizm (krzyżowany z plagiatem i cytatem)?Jest.  Są różne gatunki, formy i rodzaje (przypowieść, baśń, dramat)? Są!  Jest kompozycja ramowa? Jest!  Strumień świadomości? Oj,  bywa! Jest zrzucanie wszystkiego na postmodernizm? Jest!  Zatem „W tej powieści wszyscy umierają” to  świetna rozrywka, bo autor bawi się konwencjami, formami, łamie zasady, przekracza granice, wykrzykuje absurdy, do których przywykliśmy (dlaczego nikogo nie bulwersują trojanie mówiący po angielsku?). A my łapiemy ten styl i dobrze się bawimy. Łapiemy, bo znamy! I koło się zamyka. To lektura smakowita, choć przyznam, że tak jak z nieliterackimi słodkościami czytałam  kęsami, żeby się nie zasłodzić, nie zabsurdzić do stopnia, gdy smak już nie robi wrażenia.

 Dla  pysznej zabawy. Ale także jako lektura uzupełniająca do kursu poetki i teorii literatury. Warto! 

 


Beka Adamaszwili. "W tej powieści wszyscy umierają". Przeł. Magdalena Nowakowska. Wyd. Winokrąg. Piaseczno 2022.


wtorek, 26 marca 2024

"Prawdziwa powieść" opowiedzcie ich historie

 

Historia miłości, o której czytamy na okładce rozpoczyna się ok 370 strony książki. A jednocześnie cały czas jesteśmy na orbicie tej opowieści. Bo o (o)powieść tu chodzi!
Pisarka, albo jej alter ego, opowiada o swoim życiu, przypomina plotki o japońskim emigrancie Azumie, który spełnił swój amerykański sen i został bogaczem. Poznaje chłopaka, który opowiada jej o wcześniejszych latach pana Azumy, które poznał z opowieści służącej z domu jego wielkiej miłości. I tak, zapośredniczona historia toczy się przez lata i przechodzi przez kolejne osoby. Na ile jest prawdziwa? Co kto dopowiada, a co przemilcza?  Tego nie wiemy, ale nie o prawdę, bo o opowieść chodzi.


Autorka chciała napisać wielką powieść w europejskim stylu. Jej historia to rzecz już z literatury znana, bo przywołuje  schemat z „Wichrowych wzgórz”, ale zostaje historią oryginalną. To narracja z emocjami, miłością i odmalowanymi realiami zmieniającej się po wojnie Japonii, kraju skoku technologii, ale wciąż pełnego tradycji i pewnej hermetyczności. To więc też historia Japonii i Japończyków. Opowiedziana z rozmachem i realistycznym spojrzeniem na detale. Może bez wybuchów niekontrolowanych emocji i romantycznych miar odczuwania, bo jesteśmy jednak w świecie, który ceni ramy, grzeczność i powściągliwość. Jednocześnie pierwsze ponad sto stron książki to realizacja japońskiej „powieści o sobie”, gdy autorka opowiada o swoim życiu i dzieli się własną historią, także tą zostawania pisarką. Kolejne części książki, kolejne narracje są znów trochę opowieściami o tych osobach, które historię opowiadają, filtrując przez własne spojrzenie i wiedzę.  Ale chociaż w budowie powieści dzieje się nieco więcej niż w typowej powieści z XIX wieku i tak najważniejsza jest sama historia (która mi kojarzyła się miejscami, bardziej intuicyjnie niż faktograficznie z "Wielkim Gatsbym").

 Historia o miłości, dorastaniu, klasowym społeczeństwie, wojennych traumach, historycznych zaszłościach, wielu bohaterach i historiach, przede wszystkim kobiet. Wokół stelażu historii  chłopaka o niejasnym pochodzeniu i panienki z dobrego domu  pną się też dzieje trzech ciotek i służącej Fumiko, która staje się pewną siebie i zaradną kobietą pracującą. Historia zabiera nas  na japońskie bezdroża i tarasy, na których siostry przypominają o Czechowie, do odbudowującego się po wojnie Tokio i do USA.  Łączy wschodnią stałość i grzeczność z przekraczającym granice Zachodem.
To rodzaj tej historii, w którą się wsiąka, którą czyta się szybko z chęcią poznania dalszego ciągu (choć urywki przeszłości są znane od początku), ale też uważnie, i to nie tylko ze względu  nazmiany narratora.  Prawdziwa powieść z japońskim klimatem, siłą opowieści możliwością zaczytania. 

Minae Mizumura, "Prawdziwa powieść". Przeł.Anna Zielińska-Elliott. Wyd. Tajfuny. Warszawa 2024. 

środa, 21 lutego 2024

"Witajcie w księgarnia Hyunam-dong" rozmowy przy książkach




Dla mnie książki o książkach to jedna z ulubionych kategorii powieści. W opowieści o księgarni znalazły się odniesienia od konkretnych autorów (Salinger, Dostojewski), ale też po raz kolejny pokazano jak miejsce z książkami łączy ludzi.

Kobieta zakłada księgarnię. Szuka swojej drogi na rynku książki, szykuje spotkania autorskie, zatrudnia baristę, by w jej sklepie było coś jeszcze. Dopiero w drugiej części powieści czytelnik dowiaduje się skąd w kobiecie taka potrzeba zmiany i wejścia w świat książki i czytelników. Historii ludzi jest tu znacznie więcej, bo tak jak powoli poznajemy bywalców księgarni-chłopca, który ma tu spędzać popołudnia, matkę, która chce być kimś jeszcze, kobietę robiącą na drutach, urzędnika, który staje się pisarzem- powoli poznajemy ich losy, marzenia i lęki. Choć nie ma w tej książce pędzącej akcji, zmian planów itp, trafiamy na dyskusje, które toczą się na wcale nie tak lekkie tematy-o tym,  czy w pracy zawodowej warto robić to, co się lubi, czy to, co się opłaca, o tym, czy w związku wystarczy mieć podobne plany na życie, wreszcie czy w księgarni lepiej iść w bestsellery, czy szukać książek mniej znanych, a wartościowych.

Czytając tę powieść po raz kolejny przyszło mi na myśl określenie literatura wytchnieniowa. Bo można odpocząć, oderwać się od swoich spraw i skupić na wcale nie tak błahych dylematach bohaterów. Jest kilka ładnych zdań o ludziach, książkach. Są tematy, które pozwolą pomyśleć o szczęściu, codzienności, pracy i odpoczynku. Jest też, a to w księgarni ważne, atmosfera kameralności i słuchania. Miło było przysłuchiwać się rozmowom bohaterów i stopniowo poznawać elementy składające się na ich zwykłe życie. Ale te zwykłe życia, poprzetykane wzajemnie sobą, tworzą historię, przy której warto usiąść. Nie czułam się pochłonięta tą książką, ale myśl o jej lekturze była miła. Tak, jak ciekawa rozmowa, której możemy się przysłuchiwać. A rzucane przy okazji zdania bohaterów prezentujące życie w Korei to dodatkowy smaczek, który dodał książce charakteru, ale jej nie przeciążył azjatyckością do tego stopnia, że czuje się wobec bohaterów dystans. I dobrze wiedzieć, że na każdej długości i szerokości geograficznej  książki mogą być tak ważnym elementem życia i powieści.

 Hwang Bo-Reum. "Witajcie w księgarnia Hyunam-dong".  Przeł. Dominika Chybowska-Jang. Wyd.  Albatros. Warszawa 2024.


czwartek, 4 stycznia 2024

"Towarzystwo Jane Austen" zebrani wokół lektury


Czy  można poczuć więź z kimś, dzięki temu, że czyta się te same książki?
Co łączy nauczycielkę wojenną wdowę, lekarza, wrażliwego rolnika, pokojówkę i gwiazdę filmową? Lektura Jane Austen.

To historia kilku zupełnie różnych ludzi po II wojnie światowej na angielskiej prowincji, których zbliżają rozmowy o książkach, codzienne sprawy i dom w Chawton, w którym mieszkała autorka "Dumy i uprzedzenia". Dla każdego z tych pokiereszowanych wojenną rzeczywistością czytanie książek Austen jest lekiem, odskocznią. Rozmawiając o bohaterach powieści mówią o swoich uczuciach, bo czasem łatwiej mówi się cytatami o postaciach, niż o żywych ludziach i własnych emocjach.  Jest też historia gwiazdy filmowej, która obawia się o swoją karierę i zaczyna też wątpić w uczucia narzeczonego (od początku wielce śliskiego typa). Bo wbrew wojnie (mamy tu drugą połowę lat 40.), poruszanym problemom z mówieniem o emocjach, przyznawaniu się do swoich uczuć, jest to książka lekka i pokazująca, że jest wyjście z każdej sytuacji. Nawet jeśli tym wyjściem jest inwentura biblioteki dokonywana nocami przez służącą. Bo gdy nad domem i bohaterami  zawisną czarne chmury, rozwiązanie problemu znajdzie się... w bibliotece i książkach. 
 
Natalie Jenner opowiada o świecie w sposób spokojny, bez pośpiechu. Postaci nie są może zbyt głębokie psychologicznie(i przyznaje, że na początku trochę mi się myliły), ale z czasem łatwo można wybrać tych, którym się kibicuje. Nie ma tu wielkich kulminacji i zwrotów, ale jest nadzieja na happy end, tak bardzo w duchu ulubionej pisarki ośmiorga bohaterów.  Największym smaczkiem książki są bardzo dobrze używane cytaty i odniesienia do konkretnych wydarzeń i bohaterów Austen. bo postaci mówią o nich jak o dobrych znajomych.
 Czy to odbiera czytelnikom, którzy np "Emmy" nie czytali część zabawy? Tak.  Konkretne działania, schematy, sceny czy cytaty prowadzą nas bezpośrednio do powieści Austen i dlatego tę powieść polecam przede wszystkim tym, którzy spotkania z pisarką mają już za sobą. Wydawca zapowiedział, że to pierwszy tom serii Dziedzictwo Jane Austen. I to dziedzictwo jest tu bardzo namacalne. A ja czekam na rozwój serii. 
 
 Natalie Jenner.  "Towarzystwo Jane Austen".  Przeł. Katarzyna Mailita. Wyd. Świat Książki. Warszawa 2023.