Znów minął rok i znów moje Cynamony (12 raz!). To był rok dobrych książek, ale bez ekstatycznego zachwytu powieściowego. To był rok powrotów i nowości.
Znów minął rok i znów moje Cynamony (12 raz!). To był rok dobrych książek, ale bez ekstatycznego zachwytu powieściowego. To był rok powrotów i nowości.
A ten rok był naprawdę bardzo udany czytelniczo, dość powiedzieć, że aż 4 tytuły uznaję za te naj!
Naj, naj, naj, naj cynamony!
„Czuwając nad nią” powieść w pełni i pięknie tego słowa klasyczna. Wciągająca, łącząca Historię, sztukę i opowieść o ludziach, połączonych wielką wyobraźnią i przyjaźnią.
„Prawdziwa powieść” trochę azjatycka, trochę europejska z odwołanymi do światowej klasyki, a jednak pełna klimatu Japonii. Pięknie opowiedziana historia, jakich, pozornie, wiele.
„W tej powieści wszyscy umierają” intertekstualna, zaskakująca literacka jazda bez trzymanki. Dla fanów groteski, absurdu, skakania po rejestrach kultury i popkultury.
„Przeminęło z wiatrem” dałam się porwać amerykańskiej
historii i losom czwórki świetnie rozpisanych
bohaterów. Powieść kompletna,
wciąż budząca emocje i czytelniczy zachwyt.
Zaskoczenie
„Encyklopedia wróżek i elfów” nie spodziewałam się, że fantastyka tak mi się spodoba. Bo to była waśnie taka przyjemna lektura na lato (a w książce śnieg i mróz), z elfami, magią ,bohaterką „biblioteczną myszą” i stylem naukowego dziennika. Zaskoczenie jak nic!
Muzycznie
"Cały ten musical". Przewodnik po musicalu, jaki powinien znaleźć się na półce fana teatru muzycznego. Jasno, ciekawie, bardzo przydatnie. Czytać, korzystać, oglądać!
Wytchnieniowo
Segment wytchnieniowy ma się bardzo dobrze, może nawet aż za... (przeczuwam przesyt tą literaturą). Czytałam kilka książek i najbardziej zapadła mi w pamięć ta o doskonałym tytule „Wszystko czego szukasz znajdziesz w bibliotece”. To rzecz o sile, jaka wypływa nie z samych książek, a tego, co każdy z nich dla siebie wyczyta. A to bardzo bliskie mi myślenie! Biblioteka jako miejsce przez które idzie się do lepszego życia? O tak!
Bo bywam dzieckiem
Nowe wydanie Alicji w Krainie Czarów w przekładzie Pauliny Braitner, z ilustracjami Salwadora Dalego. Fantastyczne współgranie treści, obrazu i formy wydania.
Kryminalnie bez nowych zachwytów. Cały czas starzy znajomi:
Christie i Akunin (o którym muszę napisać więcej). Oni też królowali w audiobookach.
Rzut oka na te książki pokazuje, że nadal nie mam niszy, w której mogłabym robić karierę 😀
Dobrych stron w nowym roku!
*W zestawieniu książki, które czytałam w tym roku, niekoniecznie w 2024 wydane.
Są książki, które mimo klasyfikacji w księgarniach i bibliotekach nie są dla dzieci. Ale tym razem nie myślę o książkach, których treść zapakowana w cukierkowe okładki nie jest najlepsza pożywką dla kształtowania się gustu czytelniczego (i charakteru). Tym razem myślę o tych seriach, które były początkowo dla dzieci, a potem stały się książkami dla nieokreślonej grupy odbiorców. Bo skończyłam „Anne ze Złotych Iskier”. I tak sobie czytam, czytam i myślę, dla kogo jest ta książka?
Anne jest stateczną mężatką, matką pięciorga, a potem sześciorga dzieci. I każdemu z tych dzieci mamy poświęcony rozdział, albo kilka. Anne dba o to, by jej latorośle nie traciły kontaktu z krainą baśni, nawet jeśli doświadczenia z innymi dziećmi trochę je rozczarowują, a na ulicy krzyczą, że noszą nosy za wysoko. Przygód jest sporo i na myśl o kilku współczesnym rodzicom włos może się jeżyć na głowie (dziecko wykradające się nocą z domu, by przejść się przez cmentarz, nocowanie u podejrzanych sąsiadów, którzy potem podrzucają dziewczynę do domu tylko dlatego, ze są przekonani, że jest nieżywa…). Dla współczesnych dzieci świat rodzeństwa ze Srebrnych Iskier to zupełnie inny kosmos! Nie wiem, czy obecnie rówieśnik Di albo Waltera byłby zainteresowany ich przygodami, które – właśnie rozpatrywane w kategoriach przygód, nie są zbyt atrakcyjne. Z kolei jeśli chcielibyśmy, by o dzieciach Anne czytały nastolatki, które Marchewkę poznały kilka tomów temu, to dla nastolatka problemy kogoś kto ma lat 6 czy 8 nie są nigdy interesujące.
Zatem może to książka, którą powinna jednak stać w literaturze dla dorosłych? W końcu Anne jest już kobieta dojrzałą, zaczynającą dostrzegać płynący czas, martwiącą się o przyszłość. Szczęście Anne przy końcu książki zaczyna blednąć, bohaterka czuje się niekochana, nieważna, prowadząca życie zbyt powtarzalne. Wszystko kończy się dobrze, bo Gilbert, którego więcej w tym tomie (i domu) nie ma niż jest, kocha, ale nad wymarzonym domem zbierają się chmury przyszłości. Jak to w życiu. Pewnie sporo kobiet czuło się jak Anne. I tu już ani szerokość geograficzna, ani czasy nie mają takiego znaczenia. Ale o Annę w tej książce nie ma aż tak wiele, by stała się głosem pokolenia. Jest ona pocieszycielką, cichym portem, do którego po każdej przygodzie wracają dzieci. Matką wyrozumiałą, wspierającą. Taką, która jest blisko. Czy zatem to nie tyle powieść, co opowiedziany poradnik rodzicielstwa? Ale skoro tak, to po co tu te wszystkie plotki przy pikowaniu kołdry?
Czytałam tę książkę z przyjemnością. Bo miło wrócić do świata, w którym jest ten rodzaj porządku, który nie pozwoli, by stało się coś złego, do świata, który jest bezpieczny, i w gruncie rzeczy dobry. W którym Susan czeka w kuchni z ulubionym deserem i dobrym słowem, a zgryźliwa ciotka zostaje ostatecznie wysłana do własnego domu. To był przyjemny pobyt u rodziny ze Złotych Iskier. Pobyt w świecie, którego nie ma.
Ale zastawiam si e kto był, za czasów autorki odbiorcą tek książki i jak sytuacja będzie wyglądać za kilka lat, gdy przekład Bańkowej (po raz kolejny powiem, że świetny i oddający głos wszelkim cytatom z Biblii, Szekspira, poetów angielskich) przestanie być kontrowersyjny i nowy? Co się stanie z kolejnymi tomami Anne za jakiś czas? Co będzie z Jeżycjadą? Bo tu mam podobne myśli, zawiązane choćby z tym, kto pożyczał ostatnio wydane tomy (to nie były dzieci!). Anne, Jeżycjada, może coś jeszcze? Książki, które wyrosły z literatury dziecięcej, ale im dalej w las i im dalej w czas, tym bardziej odchodzą od swojego początku. A dokąd idą?
Lucy Maud Montgomery Anne ze Złotych Iskier. Przeł. Anna Bańkowska. Wyd. Marginesy. Warszawa 2024.
Wydarzenie: rok Szymborskiej- Szymborska była w parku, na bluzce, na wystawie, w reklamie; były spotkania, wykłady, dyskusje. To, co zostanie to edycja wierszy (i tekstów mniej poważnych tu i esejów oraz teksty biograficzne i krytyczne. O ile z literackimi patronami roku bywa różnie, o tyle tu można śmiało powiedzieć, że mieliśmy prawdziwy rok Szymborskiej. I tylko Fredro znów w cieniu ( jak nie wielkich romantyków, to noblistki…)
Lit.polska: Anna Fryczkowska ze swoimi dwoma tomami „Sagi o ludziach ziemi” idealnie wpisuje się w trend powrotu do dziejów wsi. Historia rodziny, zmian, pokoleń, przychodzenia i odchodzenia, a tle wielka historia i przyspieszający XIX wiek. Obok- świat bajań, zjaw i tego, co nienazwane, a obecne.
Dla dzieci: „Swiftowie”- pełna humoru, zagadek i językowych fikołków powieść, przy której poczułam wielką radość czytania i czekania, co będzie dalej!
Kryminal tango: za mało było u mnie kryminałów, dobrych kryminałów, by wybrać coś, co chwyta w kleszcze. Pozostaje kibicować nowym okładkom Christie.
Literatura wychnieniowa: taki termin uknułam, by nazwać książki, których potrzebowałam w tym roku- lekkich, ale nie aż tak banalnych, o czymś, do czytania z przyjemnością. I tu pojawiły się „Smutki wszelkiej maści”- felietony o emocjach, do czytania z doskoku między życiem i przemyślenia na dłużej. Dobrze wspominam też japoński „Kameliowy sklep papierniczy” i, trochę z innej bajki, „Ruchome święto”, czyli zapiski Hemingway’a z młodości i Paryża.
Zaskoczenie „Yellowface”- miks gatunków tematów, edytorski pomysł na wykorzystanie każdej wolnej powierzchni w książce. Tekst i zarazem komentarz do biznesu wydawniczego i promowania bestsellerów. U mnie może bez zachwytu, ale z docenieniem pomysłu i spojrzenia.
Powrót: wracam do
tego, co czytałam i odkrywam po raz
kolejny, jak wspaniałą powieścią jest „Lalka” jak niejednoznaczny jest
Wokulski, jak fantastyczna jest Kazia Wasowska i jak dobrym pisarzem był
Prus. A że słuchałam w audiobooku cześć zachwytu należy się Filipowi Kosiorowi za tekst przeczytany z tempem, bez szarzy, ale ze światłocieniem postaci. I dykcją.
Najlepsze: „Człowiek,który kochał Syberię”- powieść, z którą weszłam w 2023 rok nic nowego nie przebiło przez 12 miesięcy. Wspaniale opowiedziana historia dziewiętnastowiecznego badacza, przyrodnika, człowieka przygody, w której niby niewiele się dziej, ale jest w niej mnóstwo emocji. A poszukiwania motyli mają piękny metaforyczny sens.
Czytałam w tym roku tyle i ile mogłam, tyle, ile chciałam. Były nowości, klasyka, przeważały książki z biblioteki, ale było też trochę ebooków. To był dobry rok. A co czeka w kolejnym? Poczytamy, zobaczymy!
Jednym za momentów literackiego wsiąknięcia w świat autora były „ Listopadowe porzeczki”- niezwykła opowieść łącząca estoński folklor z magią codzienności. Bardzo dobra literatura.
Lekkie łatwe: „Spacerujący z książkami”- opowieść dla każdego czytelnika, który wierzy w książki i ludzi, bo tu jeden spacerujący z książkami zmienia się w całą grupę, a ci spacerujący z książkami potrafią wiele zdziałać.
XIX wiek- nie spodziewałam się, że ta książka zrobi na mnie takie wrażenie, ale zrobiła, bo pokazała co lubili czytelnicy ponad 150 lat temu i co lubą do dziś. "Posiadłość w East Lynne". Czyli tajemnica, zdrady, on bez skazy, a ona- wyjątkowo- z!
Kryminal tango – nie miałam w tym roku zbytniego szczęścia do kryminałów, ale z przyjemnością sięgnęłam po kolejny tom przygód Vani Sarki „Literatura to niebezpieczny biznes”. Wciągające były „Morderstwaw Suffolk”, bo czy nie o wciągnięcie chodzi w kryminale? A tu jest ciekawa struktura powieści w powieści, sporo odniesień do klastycznego kryminału i uchylenie drzwi do świata wydawców.
W kategorii muzyczne inspiracje wyróżnia należą się „Narzeczonym Chopina”, za oddanie głosu tym, które zwykle pozostają gdzieś na dalekim planie oraz „Pianistce”- biografii Clary Wieck po mężu Schumann- artystki i kobiety przecierającej szlaki.
Literackim smaczkiem były „Niewidzialne biblioteki”- książka z wyobrażeń, ułudy i literackich krzyżowanych ścieżek. Warto zajrzeć. W kategorii smaczków muszę też wymienić „Wraz czyli bez”, bo Przybora jest dobry na wszystko!
Bo bywam dzieckiem: przeczytaną jeszcze w styczniu powieść o niezwykłej dziewczynce podróżującej w literackich światach "Tilly i książkowi wędrowcy" bardzo dobrze pamiętam i polecam.
Wydarzeniem roku były z pewnością nowe przekłady- żadna książka nie narobiła nowym tłumaczeniem tyle rabany co pewna rudowłosa panna. I dzięki temu wróciłam do Avonlea i czekam na kolejne tomy!
Tak zupełnie prywatnie warte odnotowania były spotkania, które prowadziłam- inspirujące w swojej różnorodności, bo z jednej strony Agata Tuszyńska (jako pretekst Romain Gary) z drugiej Katarzyna Barlińska- głos pokolenia i internetu. Wiele się działo w tym roku w mojej pracy, to zdecydowanie nie był rok nudy w Bibliotece Raczyńskich! I kupiła sobie czytnik, co też stało się pewną rewolucją w moim czytelniczym życiu. Mieć możliwość przeczytania książki w dniu jej premiery? Szał!
Na nowy rok życzę nam wszystkim książek, które chce się czytać, zaspakajających różne apetyty marzenia!