środa, 4 lutego 2026
"Chopin." z fortepianem i panią Sand
wtorek, 1 lipca 2025
"Callas, moja rywalka" żyłam sztuka, żyłam zazdrością
Carlotta Berlumi była rówieśniczką Callas, śpiewaczką, której kariera nie była możliwa przez nieczyste zagrania Marii. Tyle tylko, że... nigdy nie istniała!
środa, 12 lutego 2025
"Maria Callas. Primadonna stulecia" primadonna i donna
Grecko-amerykańskie korzenie. Głos, który pozwala zaskarbić sobie uwagę matki. Przemiana brzydkiego kaczątka (wciąż zmagającego z krótkowzrocznością). Świadomość tego, jak ważne są dobrze dobrane (główne) role. Perfekcjonizm w pracy i tempo, gdy w tym samym czasie śpiewa się Rossinego i Wagner. Kariera i potrzeba bycia kochaną. Nieszczęście opuszczenia i tracenia Głosu.
Biografia Edwards to rzetelna opowieść o bardzo bogatym życiu prywatnym i artystycznym Callas. Wielka i planowana z podziwu godnym uporem kariera łączy się tu z wydarzeniami z życia rodzinnego. Biografka pokazuje jak duży wpływ na późniejszą divę miały jej problemy z matką, kompleksy na punkcie wagi i jak ważne były relacje z publicznością (choć Callas w wywiadach mówiła, że nie czyta recenzji). Widać tu okresy wielkiej pracy, (przygotowania do roli, rozmowy z reżyserami i dyrygentami, które tworzyły fenomen Callas: operowej aktorki, dającej ludziom nie tylko wirtuozerskie popisy, ale emocje i magię). Widać momenty, gdy śpiew schodzi na dalszy plan by Maria mogła poczuć emocje godne swoich bohaterek. I są też chwile rozczarowań (znów bardzo operowe) i próby wykorzystania tych doświadczeń do scenicznych spotkań z Medeą i Toscą. Bo z kart tej opowieści wyłania się obraz artystki, twórczyni, która ożywia operową konwencję. Na drugim planie Visconti, di Stefano, Tebaldi, młodziutka Joan Sutherland (La stupenda i La divina stały na tej samej scenie), Kulisy sztuki, za które wchodzimy, by przekonać się, że to nie jest bajkowa rzeczywistość.
Opowieść o primadonnie uzupełniają opowieści o donnie, kobiecie: jej małżeństwie, romansie z Onasisem, wielu relacjach, które pomagały i pogrążały artystkę. Autorka, choć analizuje plotki i domniemania, a pewne wydarzenia relacjonuje wręcz kalendarzowo, unika sensacji i skandalu. Jest też bardzo skrupulatna w opisywaniu pracy nad rolą, a opisy teatrów, miast i ról pokazują jak wielkim wysiłkiem, także fizycznym, było trzymanie się na szczycie.
Callas była kobietą o złożonej osobowości. Doświadczającej wielkich sukcesów i bolesnych upadków. Osobowością, która choć nie śpiewała wcale długo, stałą się jednym z synonimów opery XX wieku. I o tym mówi Anne Edwards w biografii, którą czyta się jak powieść i która, chociaż znam życie Callas, naprawdę mnie wciągnęła.
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
Jeszcze więcej o Callas
"Maria Callas boski potwór" biografia przyjaciela Marii, którego cytuje także Anne Edwards.
"Maria Callas i głos serca" powieść biograficzna
"Zbyt dumna zbyt krucha" powieść biograficzna
Anne Edwards. "Maria Callas. Primadonna stulecia". Przeł. Mieczysław Godyń. Wyd. Znak. Kraków 2024 (wznowienie)
wtorek, 14 maja 2024
"Ten cały musical" dla widza i fana
Od tej pory minęło trochę czasu, pojawiły się konferencje musicalowe (więc i tomy pokonferencyjne), monografie, w 2018 wyszły "Ale musicale" Wyszogrodzkiego. W 2023 "Ten cały musical" następna publikacja obowiązkowa do musicalowej biblioteczki.
Tym, co urzeka w książce Mateusza Borkowskiego, Jacka Mikołajczyka i Marcina Zawady jest połączenie faktograficznej wiedzy z entuzjazmem gawędy. Autorzy znają się na musicalu od strony historycznej i teoretycznej (książkę warto mieć dla samego wstępu z genezą i rozwojem gatunku), ale widać tu praktykę widza, inscenizatora, badacza, a przede wszystkim entuzjazm mówienia o musicalu. Książka jest pokłosiem radiowej audycji, więc "mówienie o musicalu" ma tu wyjątkowe znaczenie. Są zatem i proste streszczenia, i biogramy kompozytorów i artystów, daty i polskie premiery; ale też autorskie komentarze, zakulisowe plotki i kontrowersje. Jest historycznie i współcześnie, amerykańsko, europejsko i polsko. Czyta się to świetnie, z rosnącą ochotą by od razu zobaczyć wszystkie tytuły.
Gdyby ktoś się zastanawiał, czy mając na półce "Ale musicale" dokładać jeszcze "Ten cały musical": zdecydowanie tak! Część tytułów się powtarza (i trudno, by było inaczej!), ale są też inne spektakle i twórcy, a przede wszystkim kolejne spojrzenia i komentarze.
Nie ukrywam, że ideałem książki o teatrze muzycznym jest dla mnie "Tysiąc i jedna opera" Piotra Kamińskego (który wspomina też o kilku musicalach). I mam nadzieję, że kiedyś powstanie musicalowa pozycja o podobnej formie: z dokładnym streszczeniem, omówieniem historycznym, komentarzem o słowie, muzyce i wykonaniach. I spisem treści, którego tu brakuje! Ale zdaję sobie sprawę, że to gigantyczne wyzwanie, bo musical wciąż się rozwija.
"Cały ten musical" jest świetnym przewodnikiem dla tych, którzy wybierają się do teatru muzycznego po raz pierwszy i chcą szybko, przystępnie i ciekawie dowiedzieć się, o co tym gatunku chodzi. Dla musicalomanów są smaczki, komentarze autorów, zdjęcia i bijący z kartek entuzjazm do musicalu. Bardzo zaraźliwy. A pasja połączona z wiedzą wprawia w ruch ten świat! A przynajmniej powinna.
Mateusz Borkowski, Jacek Mikołajczyk i Marcin Zawada, "Ten cały musical". Polskie Wydawnictwo Muzyczne. Warszawa 2023.
wtorek, 20 czerwca 2023
"Eneida" Dydona walczy i opowiada.
Najpierw zastanawiałam się, jak z krótkiej historii, można zrobić całą powieść. I dlaczego polskie wydanie nosi tytuł „Eneida”, skoro Dydona powinna, zgodnie z Wergiliuszem, zginąć w jednej trzeciej eposu? Autorka w oryginalnym tytule ”Eneida Dydony” sama sprawę spoleruje, więc uwaga, zdradzam główny pomysł. #spoileralert Dydona nie ginie, ale przywdziewa zbroję Eneasza i rusza wypełniać przepowiednię, dowodząc wojskiem i szykując podwaliny pod nowy, wspaniały Rzym.
Powieść zrodziła się z wątpliwości autorki czy pewna siebie królowa Kartaginy rzeczywiście mogłaby umrzeć z miłości? Tu żyje dalej i podając się ze mężczyznę walczy o przyszłość syna Eneasza, którego pokochała jak własne dziecko (a jednak opuszcza swój lud, czego z kolei ja nie rozumiem). Na okładce czytamy, że to opowieść o miłości wszech czasów (na ilu okładkach było już to hasło?) Miłości jest tu niewiele, zdrady i rozpaczy z podtytułu jeszcze mniej, jest za to dużo, zgodnie z duchem Wergiliusza , wojny: najpierw opowieści z Troi, potem bitew o przyszłość Italii. Wielka historia mężczyzn, zostaje rozpisana na kobiety, bo poza narratorką Dydoną, wydarzenia opowiadają też Junona i Wenus- działając przeciwko sobie, potem już razem. Dydona, poza męska zbroją, dostaje też wątpliwości natury duchowej - na początku nie wierzy w wolę i ingerencję bogów (u Wergiliusza przyzywała Junonę i Hekate). Po kolejnych wydarzeniach zaczyna dostrzegać wpływ tych, w których rękach się znalazła (bo choć wydaje się, że Dydona ma siłę sprawczą, mimo wszystko gra toczy się wśród bogiń i to one są w mojej opinii ważniejsze dla całej historii). Gdzieś tam są jacyś ludzie, jacyś faceci, jakieś Fatum, ale rozgrywającymi są już kobiety.
Jak pisać o tym, co tak bardzo przeszłe, tak wiele razy i w tylu kodach, opowiadane? Tu wybrano ton archaizacji i przyznam, że ten język do mnie nie trafił. Brzmiał sztucznie, a całość- samą w sobie i tak niezbyt emocjonalną i pozbawioną głębszego spojrzenia w postać, postawił w izolacji. I choć doceniam pokazanie kobiecej perspektywy, to jeśli ktoś zapyta o najbliższe mi przedstawienie losów Dydony i Eneasza to będę polecać Purcella.
Za premierową możliwość przeczytania powieści dziękuję wydawnictwu. Współpraca barterowa.
Marilu Oliva. "Eneida". Przeł. Mateusz Kłodecki. Wyd. Znak Koncept. Kraków 2023
wtorek, 14 marca 2023
"Opera na trzy śmierci" z nadmiarem wątków
Jednym z takich jest dla mnie opera. Na książkę rzuciłam się zachłannie, ale chyba nie takiej opowieści się spodziewałam.
Gustawa Starewicz marzy o Królowej Nocy, ale ciągle ćwiczy Paminę. Czas ucieka, one nie jest już taka młoda, a wojna zmusiła do szybkiego dorastania, zatem odreagowuje, żyjąc w świecie wstającej z gruzów stolicy, w której śpiewaczka może dorobić na prywatnych koncertach, dających złudzenie wielkiego świata. Ale że ambicją nowej władzy jest kultura pod strzechy, Gusta jedzie na występy do Białowieży. Potem wraca. W międzyczasie giną znajome śpiewaczki-znana diva i dwie koleżanki. Gusta, w finale, zachowuje się jak Herkules Poirot i łączy kropki.
Tylko to nie jest kryminał. To nie jest też opowieść z mocnym wątkiem operowym (a na taki liczyłam! Niestety, stare gwiazdy i młode zdolne to są tylko osadzone w świecie opery, a nie nim oplecione. I szczerze nie wydaje mi się, by w Warszawie w 47 już ktoś ekscytował się debiutem Callas w Wenecji, bo Callas dopiero zaczynała swoją karierę). To nie jest też powieść historyczna, ani psychologiczna, bo mamy strzępki informacji o bohaterce, które nie tworzą jej spójnego (nawet tworzonego z wielu składowych) charakteru.
Jest w tej książce wiele wątków-konflikty w akademii, morderstwo, ukrywanie się Żydów, traumy wojenne, magia, rodzinne tajemnice, przedwojenni hrabiowie i szeptuchy z puszczy, dzieci porzucane dla kariery, przystojny leśniczy... na moje oko-wątków za dużo, by zgrać je w partyturę, w której każdy temat nie tylko zaistnieje, ale wybrzmi w pełni. Takiego dopracowania i dopełnienia mi w tej książce zabrakło. To debiut, a sądząc z potoczystości opowieści o dawnej Warszawie, autorka może mieć jeszcze w zanadrzu inne historie, kto wie czy też nie inspirowane rodzinną historią? Życzyłabym sobie opowieści,może także krążącej poza gatunkami, ale jednak bardziej skupionej w strukturze.
I jeszcze coś. W czytanym w gazecie przez bohaterkę komunikacie o pierwszej śmierci padają słowa "śpiewaczka(...) którą nasi czytelnicy mieli okazję podziwiać ostatnio jako Casta Divę". "Casta diva" to nie postać tyko początek najbardziej znanej arii Normy, bohaterki opery Belliniego. Czy to miała być jakaś aluzja do niedouczonych dziennikarzy? Aż nie chce mi się wierzyć, że merytoryczny błąd zrobiła wnuczka śpiewaczki i redakcja zacnego wyd. Znak. Bo to brzmi trochę tak, jak gdyby napisać, że Piotr Beczała był podziwiany jako "Szumią jodły na gór szczycie".
Sylwia Stano. "Opera na trzy śmierci". Wyd. Znak. Kraków 2023.
Inne kryminały z operą z tle "Zbrodnia w Lindebourne" "Łzy pajaca"
środa, 18 stycznia 2023
"Rozmowy o muzyce" toczą pisarz z dyrygentem
Jest coś pociągającego w azjatyckim spojrzeniu na muzykę. Analitycznym i twórcze jednocześnie. Skupionym. Nastawionym na prace, warsztat i tworzoną na tej solidnej podstawie sztukę. I tak pełne zaangażowania! Jestem z tych, którzy nawet rozmowy o śrubkach są w stanie wysłuchać, jeśli jest prowadzona z widoczną i udzielającą się fascynacją. O muzyce wiem więcej niż o śrubkach, zatem czytało się dobrze, choć wiem, że nie jest o lektura, która w równym stopniu zadowoli każdego. I jeszcze dopowiem, że szumnie zapowiadany na okładce jazz jest tu zapiskiem na marginesie. Trzonem rozmowy jest wieczna klasyka.
I jeszcze cytat na koniec, dopisek do sporu klasyki z rozrywką, muzyki dobrej i złej: "Muzyka dobra nas wzrusza, kiepska- rozczarowuje. To się dzieje naturalnie".
Haruki Murakami, Seiji Ozawa. "Rozmowy o muzyce". Przeł.Anna Zielińska-Elliott. Muza. Warszawa 2022.
środa, 28 września 2022
"Pianistka". Clara Wieck po mężu Schumann
Patrzę w oczy kobiecie z portretu na okładce. Claro, kochałaś, byłaś kochana, cierpiałaś, tworzyłaś, byłaś cudownym dzieckiem, narzeczoną, żoną, opiekunką męża zmagającego się z demonami, matką, byłaś pianistką i kompozytorką. Byłaś kobietą z XIX wieku.
środa, 1 czerwca 2022
"Maria Callas i głos serca" głos kobiety
Jej życie wielokrotnie wykorzystywała kultura popularna. Powieść jest kolejnym ogniwem w łańcuchu budownia legendy, w której sztuka łączy się z romansem i wielkimi pieniędzmi.
Michelle Marly skupia się na związku śpiewaczki z Onassisem, ale w swojej opowieści przeskakuje też do czasów z młodości i początków kariery. Historia nie jest opowiadana chronologicznie, co wymaga od czytelnika pewnego skupienia. Znajomość słynnej sopranistki i greckiego milionera to główny wątek książki, ale pojawia się oczywiście Jackie Kennedy, a w epizodach Marylin Monroe, Cary Grant czy Renata Tebaldi (elektryzująca publiczność walka sopranów jest jednak na b.dalekim planie).
Powieść jest spojrzeniem na Marię-kobietę: samotną w małżeństwie z własnym impresariem, marzącej o tym, by ktoś widział w niej nie tylko divę z pozycją oznaczającą pełne sale koncertowe, ale kobietę godną uczucia i zainteresowania. Maria żyje w klatce obaw o swój głos (który bywa bardzo kapryśny), wygląd, kontrakty, stale jest narażona na ataki paparazzich i plotki pozornych przyjaciół. Jest też osobą z pogranicza (amerykańskiego i greckiego) oraz wielbicielką jazzu i mody. Jest gwiazdą, która w zaciszu domów, hoteli i luksusowego jachtu marzy o miłości i spokoju. A jednocześnie-co autork przemyca-w życiu osobistym znajduje nawiązania do losów kreowanych przez siebie operowych heroin-Violetty, Medei, Normy,Aidy...
Życie Callas to materiał na wiele filmów i książek. Wspaniała biografia "Boski potwór" pozwala spojrzeć na Callas jako na artystkę, śpiewaczkę i operową aktorkę(do dziś pokutuje stereotyp śpiewaka, który "gra" tylko łapiąc się za serce, albo unosząc rękę, a Callas grała inaczej). Powieść biograficzna Marly nie jest zła, choć jeśli ktoś miałby przeczytać tylko jedną rzecz o Callas, polecam jednak "Boskiego potwora". Zwłaszcza, że momentami w stylu powieści coś mi nie pasowało-jakaś ckliwość, egzaltacja, nadmiar przymiotników? Ale z drugiej strony może to bardziej obyczajówkowe spojrzenie skłoni do wysłuchania nagrań i wysłyszenia emocji, bo te były dla Callas w życiu i na scenie kluczowe. I choć opera jest konwencją nad konwencjami, to tym, co sprawia, że zawsze mam nadzieję, że "Tosca" będzie miała happy end, jest granie na wrażliwości i zachwyt nad jednością muzyki, opowieści i teatru, która to jedność była Callas bliska już wiele lat temu. I dlatego książek (filmów, seriali)o niej będzie więcej. Bo była La Callas, a romans z Onasisem był sensacją, która wciąż kusi do ponownej opowieści w dość operowym stylu-on jeden i one dwie.
wtorek, 22 lutego 2022
"Narzeczone Chopina" one i on
O Chopinie napisano już kilogramy książek. Magda Knedler patrzy jednak na kompozytora oczami kobiet. I mimo tej perspektywy, dalej jest to w dużym stopniu książka właśnie o Fryderyku.
A kobiety? Łączy je zamiłowanie do sztuki. Konstancja Gładkowska, pierwsza miłość, śpiewaczka (bardzo ciekawy wątek o źle prowadzonym głosie i zmuszaniu naturalnego mezzo do śpiewania sopranem!), wspominająca swoje zauroczenie Fryckiem, ale i pierwsze kroki na scenie, recenzje. Taki artystyczny start obojga zakochanych. Jest Maria Wodzińska- ziszczenie romantycznego ideału o miłości, podparte raczej wyobrażeniem niż rzeczywistością, bo bogata, dobrze rysująca panna (romantycznie wspominana przez Słowackiego) i geniusz słabego zdrowia. Jest George Sand- kobieta z krwi i kości, skandalistka, pisarka i matka. Jej opowieść jest tą najbliższą życia, bo jako jedyna po prostu była z Chopinem.To historia dojrzałej kobiety, która o życiu wie więcej niż czasem by chciała. I jeszcze Jane Sterling, często pomijana „wdowa po Chopinie” , towarzyszka, sekretarka, uczennica, „poczciwa Szkotka”, platonicznie wielbiąca mistrza, strzegąca go i pamięci o nim.
Perspektywa prowadzonych narracji- schyłek życia kobiet, pozwala na opowiadanie historii z dystansu. Ale bez zimnej biograficznej oschłości, tylko z głębi wyjątkowej przestrzeni tworzonej przez wspomnienia i nawarstwiające się z wiekiem refleksje. Dobrze poznać kolejne spojrzenie na Chopina. Jeszcze lepiej poznać kobiety, które przestają być epizodami z biografii geniusza, odzyskują swoje życie, indywidualność, przeszłość i postfryckową, nie zawsze szczęśliwą, przyszłość.
Magda Knedler. "Narzeczone Chopina". Wyd. Mando. Kraków 2021.
sobota, 13 listopada 2021
"Madame Piaf" o artystce i Montandzie
środa, 5 maja 2021
"Ballada o lutniku" skrzypce dla Boga i kredens
Między skrzypcami ósemkami, kredensem a skrzypcami dla Boga, które nadają sens ostatnim chwilom życia lutnika, rozciąga się opowieść o dorastaniu, przyjaźni, mentorstwie, sensie sztuki przeciwstawionym codziennym walkom o byt w bułgarskim powojennym komunizmie.
Siłą tej książki jest brak mówienia wprost, przy jednoczesnym realistycznym osadzeniu (poznanym jeszcze lepiej przez przypisy i posłowie tłumaczki prof. Marioli Mikołajczak). Siłą jest styl prosty, ale nie prostacki, klarowny, dokładny, ale z widoczną słowiańską fantazją i oddechem.
Długo czekałam na lekturę tej książki i było warto. To historia, która choć czyta się szybko i elegancko, musi rezonować w czytelniku i w nim wybrzmieć. Potrzebuje czasu, spokoju, refleksji i zaangażowania. Jak to sztuka.
Wiktor Paskow, "Ballada o lutniku". Przeł. Mariola Mikołajczak. Wydawnictwo Poznańskie. Poznań 2020.
środa, 7 kwietnia 2021
"Szalona miłość" o operze bez fraka
Są w tej książce pewne nieścisłości, np. Garanča i Berganza to mezzosopranistki, a nie sopranistki, lista podbojów Don Gianniego nie była nacięciami na ramie łóżka, a na otwarcie opery w Kairze grano "Rigoletto", a "Aidę" dopiero po czasie. Z kilkoma sądami autorki mogę się nie zgodzić (np. nie uważam, że aria Figara z IV aktu jest mizoginiczna-autorka lubi to słowo-oraz, że Don Pasquale był zbereźnikiem), ale nie zmienia to faktu, że książka jest potrzebna. I właśnie dlatego tak boli mnie jej strona edytorska. Niestety, polski czytelnik dostaje publikację, w której są błędy fleksyjne (przy "Księciowi" serce płacze!), błędy w tłumaczeniu i redakcji ("domy operowe" serio?, Cykl Pierścienia zamiast Pierścień Nibelunga, utrwalanie bezsensownego tytułu "Kawaler srebrnej róży" zamiast "Kawaler z różą" ), w korekcie Norma staje się Norą, słowo „akt” pisane jest zawsze dużą literą, a tytuły polskie są zapisane bez zachowania konsekwencji. Gdy takie „kwiatki” zdarzają się w wydawanych hurtowo powieściach, kryminałach itp., można spuścić zasłonę milczenia, ale książka z założenia popularnonaukowa jest strzałem w kolano- wydawniczym i popularyzatorskim. Wielka szkoda! Wiem, że język muzyczny jest specyficzny i na pewne rzeczy należy szczególną wrócić uwagę (np. między "barytonu" a "barytona"jest różnica znaczeniowa). Ale nie jest to język magiczny. Pojawia się w recenzjach, internecie, na blogach, dlatego to wydawnicze zaniedbanie tak mnie smuci. Idealnie byłoby, gdyby przy całej stronie poświęconej angielskim tłumaczeniom libretta „Wesela Figara” dać przypis o polskim przekładzie Barańczaka, ale to już jest moja fantazja, ale czymś, czego, jako czytelnik, mam prawo wymagać jest książka wydana bez błędów.
Życie dopisało ciekawy ciąg dalszy do książki, w którą Schweitzer kończy opisem oglądanej przez internet retransmisji operowej premiery w 2018. W 2020 roku operowe streamingi stały się oczywistością, oglądanie oper na komputerach i smartfonach jest dostępne dla wszystkich. Globalność tego zjawiska sprawiła, że ja, skromna mieszkanka miasta w Europie centralnej, miałam szansę obejrzeć znakomitą większość inscenizacji, o których pisze Vivien Schweitzer dzięki transmisjom z MET (bo spora część opisywanych przez nią realizacji to te z Nowego Jorku).
Opera warta jest solidnie przygotowanych opracowań. A przede wszystkim warta słuchania!
Vivien Schweitzer, "Szalona miłość". przeł. Katarzyna Kozioł-Galvis. Wyd. Czarna Owca. Warszawa 2021.
wtorek, 17 listopada 2020
"Las z wełny i stali" poszukiwanie harmonii i idealnego tonu
Widzieliście kiedyś przy pracy stroiciela fortepianów? Ja tak i przyznam, że ta czynność ma w sobie coś z czarów. Trudno się dziwić, że pierwsze spotkanie ze stroicielem zrobiło takie wrażenie na uczniu szkoły, siedemnastoletnim Tomurze, że sam zechciał nim zostać. Natsu Miyashita w swojej powieści pokazuje kulisy wielkiej i codziennej sztuki-bez dobrze nastrojonego instrumentu nie ma ani koncertu w filharmonii, ani grania w knajpie, ani domowego muzykowania. Tomura pod okiem dwóch różnych stroicieli szlifuje swój warsztat i szuka definicji idealnego strojenia
A za nią idzie poszukiwanie idealnego życia i szczęścia. Las z wełny i
stali, czyli podbite filcem młoteczki uderzające w struny fortepianu,
jest terenem poszukiwań tego, co w muzyce i życiu
najważniejsze-harmonii. I zestrojenia lub dostrojenia. Bo idealny
stroiciel znajduje balans między tym, co dyktuje jego słuch i
doświadczenie, a tym czego oczekuje klient. Sztuki słuchania innych,
instrumentów i coraz wyraźniejszego własnego głosu uczy się młody, choć już wykształcony, stroiciel. Uczy
się z wschodnim spokojem i szacunkiem dla doświadczeniach swoich
mistrzów. Jeden z nich twierdzi, że do osiągnięcia w czymkolwiek biegłości
należy poświęcić temu zadaniu 10 tys godzin. Dla nas, hołubiących szybki efekt
Europejczyków to niesłychane. Piękny, choć niestety coraz bardziej nie
nasz współczesny jest też widoczny w książce szacunek dla autorytetów i
prawdziwych znawców swojej sztuki. I rozmowy o strojeniu, guście, smaku, które są w istocie rozmowami do życiu.
Rodzaj płynności i spokoju narracji, który oferuje i ofiarowuje nam autorka nie ma
w sobie jednak nic z nudy. Powieść ma swój nerw, linię melodyczną, za
którą podążamy ciekawi kolejnych etapów jej rozwoju. To książka o
spokojnym i świadomym odnajdywaniu swego powołania, o dorastaniu i
słuchaniu przewodników. O życiu na styku przeszłości i teraźniejszości,
natury, z której wychodzi bohater urodzony w górskiej wiosce i świata
kultury i muzyki. Na drugim planie to też opowieść o rodzeństwach,
rodzinach i planach awaryjnych, o rozczarowaniach i nowych początkach. I
ciągłym poszukiwaniu swojego klarownego, pełnego głosu i brzmienia.
'"Stylu pięknego niczym sen, lecz konkretnego jak rzeczywistość", o którym pisze wspomniany w powieści Hara Tamiki. Warta poznania historia i pięknie napisana książka!
To dość niesamowite, że w roku, którym nie odbył się Konkurs Chopinowski trafiłam na dwie świetne książki z fortepianem w tle, tę i fantastyczne Pszczoły i grom z oddali, w których stroiciel jest dobrym duchem pianistycznego konkursu
czwartek, 10 września 2020
"Pszczoły i grom z oddali" oddać muzykę światu
Do międzynarodowego (i fikcyjnego) konkursu pianistycznego w japońskim Yoshigae zakwalifikowało się wielu młodych pianistów. Wśród nich gwiazda Julliarda Masaru Carlos, dawne cudowna dziecko Eiden Aya, która przerwała karierę po śmierci matki i konkurs jest dla niej sposobem na powrót do koncertowania. Jest Takashima Akashi, który jest najstarszy, ma rodzinę, nie poświęca fortepianowi życia, ale chce udowodnić sobie, że może być muzykiem. Jest też Jin Kazama, chłopiec, któremu list polecający napisał jeden z największych wirtuozów i pedagogów. Jest też paru innych uczestników konkursu oraz jurorów, ale to przede wszystkim losy tej czwórki będą angażować czytelnika. Kolejne etapy przesłuchań, kolejne utwory, kulisy konkursu, tak techniczne (spotkania ze stroicielem), jak i towarzyskie wypełniają ponad 400 stron powieści. Wypełniają je też opisy utworów, prezentowanych przez wykonawców.
Nie jest to opis techniczny, który byłby pewnie trudny do czytania dla laika, ale opis wrażeń, które muzyka wywołuje. Opis tego uniwersalnego języka, jakim muzycy przemawiają do słuchaczy. Opis sbardzo plastyczny i muzyczny, aż chce się słuchać opisywanych utworów i porównywać kolejne interpretacje. Bo tym, co zwraca uwagę jest ustawienie punktu ciężkości na indywidualnym artystycznym podejściu pianisty. Na tworzeniu z zapisanych taktów własnych opowieści. Na dorastaniu do utworów po to, by je zagrać nie tyle technicznie,co ze zrozumieniem. W tym tkwi sekret indywidualizmu i siły artysty, który jest kimś więcej, niż wykonawcą. Każdy z bohaterów ma swoje marzenia, nadzieje, bolesne wspomnienia lub tajemnice. Każdy czegoś szuka. I dzięki najmłodszemu Jinowi, który chce muzykę wyprowadzić w świat, wyciągać z sal koncertowych i poczuć muzyczność świata, każdy z bohaterów trafia na swój moment zrozumienia, rozegrania i wyciszenia. Bo nie jest to opowieść o konkursowej rywalizacji, ale współpracy i współmyśleniu o muzyce. Bohaterowie zastanawiają się np. czy nadejdzie jeszcze w postmodernistycznych i atonalnych czasach dobry moment dla muzyki z piękną melodią. Zastanawiają się, dlaczego dziś tak mało pianistów-kompozytorów, co było kiedyś oczywistym podłączeniem. Jest tu też trochę refleksji o współczesnym choć jeszcze klasycznym Prokofiewie, wielonarodowym w charakterze Bartoku, rzewnym Chopinie, płynnym Debussym i klarowym Bachu. I o tym, co uchodzi w klasyce i jak bardzo oryginalne mogą być interpretacje w granicach tradycji wykonawczej. Ten ostatni temat podejmują też jurorzy, dyskutując o tym, do czego przywykli,a co wyrywa ich z komfortu znanego stylu. Po raz kolejny dostrzegamy jak różne są wrażliwości i odbiór oraz jakim wysiłkiem intelektualnym jest słuchanie. I że muzyka to znacznie, znacznie więcej niż umpa umpa i la la la w tle.
Powieść o młodości, poszukiwaniu swojej drogi na scenie i poza nią. O ulotności dźwięku pszczelich skrzydeł. O gromie jakim jest świadomość, że człowiek ma "dodatkową funkcję, jaką jest przeżywania muzyki.
Jest w tej książce też margines na nieodpowiedzenie, na przeczucie geniuszu, a nie jego rozumową definicję. Margines, który do mnie bardzo przemówił.Bo pamiętam doskonale finał konkursu chopinowskiego, gdy Blechacz wszedł fortepianem w koncert e-moll. Wiedziałam, że słucham zwycięzcy. Nie mam tak wyczulonego i wyszkolonego słuchu, by łapać różnicę w muzyce instrumentalnej (w wokalnej nieco bardziej, bo więcej jej słucham), ale wiedziałam, że wygra.Że już wygrał. Grom, po prostu. I za to, że autorka nie chciała odzierać indywidualizmu artystycznego z tajemnicy i tego niepowiedzenia, kolejny wielki plus.
I choć spotkałam się z opiniami, że w książce niewiele się dzieje, wymaga cierpliwości, a opisy są egzaltowane, to mnie czytało się doskonale i uznaję powieść za najlepszą rzecz, przeczytaną do tej pory w 2020 roku. Mam wrażenie, że Riku Obnda pisała o utworach tak, jak sama je odbiera i tą szczerością mnie kupiła. To ja już idę sobie posłuchać... książkę polecam bardzo serdecznie.
Riku Onda,, „Pszczoły i grom w oddali”. Przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2020.
I to kolejna książka z serii z Żurawiem (pisałam już o "Dziewczynie z konbini" ), którą warto poznać.
Rafał Blechacz i jego grom

.jpg)














