Czy geniusz tworzy swój świat, czy świat tworzy geniusza?
środa, 29 kwietnia 2026
"Shakespeare. Stwarzanie świata" o światach Willa
poniedziałek, 20 kwietnia 2026
"Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału" jak Agatha stała się Christie
środa, 4 lutego 2026
"Chopin." z fortepianem i panią Sand
czwartek, 20 listopada 2025
"Neapol słodki jak sól" między historią, praniem a literaturą
środa, 3 września 2025
"Lato z Baudelaire'm" przygoda z poetą kontrastów
Jak mówić o literaturze, by zaciekawiać i sprowokować do myślenia, ale nie nużyć?
wtorek, 26 sierpnia 2025
"Żywe istoty" o wiedzy i gatunkach
Czy sprawdzając coś w internecie myślimy o odkrywcach i badaczach, dzięki którym mamy dostęp do tej wiedzy?
Georg Wilhelm Steller w XVIII w. płynie z Beringiem (tym od morza, cieśniny), by szukać śladów mitycznej wręcz krowy morskiej. Znajduje ją. Bada. Dookoła zima, mróz, szkorbut, lisy, widmo śmierci, a on zastanawia się jak utrwalić informacje o zwierzęciu, które za chwilę wyginie i wypreparować jego szkielet by służył nauce. Mijają lata, kolejni ludzie starają się przekazać informację o odkryciach w świecie przyrody. Dobrze rysująca dziewczyna staje się asystentką przyrodnika i rysuje setki wizerunków pająków, a szkielet krowy postanawia narysować na kilku kartkach, by pokazać jego rozmiar i skalę. Lata mijają. Tworzą się muzea, sposoby badań są coraz nowocześniejsze. Ale procesu ginięcia pewnych gatunków nie da się zahamować.
Autorka w posłowiu bardzo obrazowo wylicza gatunki, które wyginęły podczas jej pracy nad książką. Pokazuje, jak zwierzęta stawały się łupem tych, którzy chcieli się dorobić na ich futrach, kłach; którzy dla zabawy pozbawionej naukowej refleksji kolekcjonowali jaja. Ale pokazuje też tych, którzy poświęcili życie (albo jego część) badaniu gatunków, szukaniu powiązań, tworzeniu systematyk, przygotowaniu wizerunków, które dziś są nam dostępne w ramach jednego kliknięcia w internecie. Wiem, że autorka chce zwrócić uwagę na kończenie się cyklu życia niektórych gatunków, który związany jest z działalnością innego gatunku: homo sapiens. Ale ta książka to dla mnie też po części przypomnienie, że przedstawiciele tego samego gatunku pytają i szukają odpowiedzi, badają i dają wyniki tych badań kolejnym pokoleniom.
Książka łącząca powieść historyczną z elementami książki przyrodniczej, szczyptą eseju. Wędrówka przez wieki i miejsca od Alaski do Helsinek, postaci historycznie znane jak Steller (którego nazwisko zostało w nazwie krowy) i dziś zapomniane, jak jedna rysujących pomocnic profesora. Bardzo dobrze napisane, zostające w głowie. Pozwalające docenić to, że tyle przed nami i dla nas już zbadano. Tylko co my z tą wiedzą robimy?
Iidia Turpeinen. "Żywe istoty'" Przeł. Sebastian Musielak. Wyd. Poznańskie. Poznań 2025.
środa, 12 lutego 2025
"Maria Callas. Primadonna stulecia" primadonna i donna
Grecko-amerykańskie korzenie. Głos, który pozwala zaskarbić sobie uwagę matki. Przemiana brzydkiego kaczątka (wciąż zmagającego z krótkowzrocznością). Świadomość tego, jak ważne są dobrze dobrane (główne) role. Perfekcjonizm w pracy i tempo, gdy w tym samym czasie śpiewa się Rossinego i Wagner. Kariera i potrzeba bycia kochaną. Nieszczęście opuszczenia i tracenia Głosu.
Biografia Edwards to rzetelna opowieść o bardzo bogatym życiu prywatnym i artystycznym Callas. Wielka i planowana z podziwu godnym uporem kariera łączy się tu z wydarzeniami z życia rodzinnego. Biografka pokazuje jak duży wpływ na późniejszą divę miały jej problemy z matką, kompleksy na punkcie wagi i jak ważne były relacje z publicznością (choć Callas w wywiadach mówiła, że nie czyta recenzji). Widać tu okresy wielkiej pracy, (przygotowania do roli, rozmowy z reżyserami i dyrygentami, które tworzyły fenomen Callas: operowej aktorki, dającej ludziom nie tylko wirtuozerskie popisy, ale emocje i magię). Widać momenty, gdy śpiew schodzi na dalszy plan by Maria mogła poczuć emocje godne swoich bohaterek. I są też chwile rozczarowań (znów bardzo operowe) i próby wykorzystania tych doświadczeń do scenicznych spotkań z Medeą i Toscą. Bo z kart tej opowieści wyłania się obraz artystki, twórczyni, która ożywia operową konwencję. Na drugim planie Visconti, di Stefano, Tebaldi, młodziutka Joan Sutherland (La stupenda i La divina stały na tej samej scenie), Kulisy sztuki, za które wchodzimy, by przekonać się, że to nie jest bajkowa rzeczywistość.
Opowieść o primadonnie uzupełniają opowieści o donnie, kobiecie: jej małżeństwie, romansie z Onasisem, wielu relacjach, które pomagały i pogrążały artystkę. Autorka, choć analizuje plotki i domniemania, a pewne wydarzenia relacjonuje wręcz kalendarzowo, unika sensacji i skandalu. Jest też bardzo skrupulatna w opisywaniu pracy nad rolą, a opisy teatrów, miast i ról pokazują jak wielkim wysiłkiem, także fizycznym, było trzymanie się na szczycie.
Callas była kobietą o złożonej osobowości. Doświadczającej wielkich sukcesów i bolesnych upadków. Osobowością, która choć nie śpiewała wcale długo, stałą się jednym z synonimów opery XX wieku. I o tym mówi Anne Edwards w biografii, którą czyta się jak powieść i która, chociaż znam życie Callas, naprawdę mnie wciągnęła.
Za książkę dziękuję wydawnictwu.
Jeszcze więcej o Callas
"Maria Callas boski potwór" biografia przyjaciela Marii, którego cytuje także Anne Edwards.
"Maria Callas i głos serca" powieść biograficzna
"Zbyt dumna zbyt krucha" powieść biograficzna
Anne Edwards. "Maria Callas. Primadonna stulecia". Przeł. Mieczysław Godyń. Wyd. Znak. Kraków 2024 (wznowienie)
środa, 26 czerwca 2024
"Echeverria" nie taki argentyński Mickiewicz
Była dla mnie zaskakujące czytanie o tym, jak w początkach XIX w., gdy kraj Mickiewicza już zdążył zniknąć, na drugiej półkuli dopiero tworzy się nowy kraj, a wśród politycznych sporów, ideowych waśni żyją ludzie i tworzy się kultura, bo jednak wszyscy są świadomi, że jest ona potrzebna młodemu państwu. A dookoła romantyzm, Goethe, Hugo ze słynną przedmową do „Cromwella” i łamaniem zasad literatury. A po drugiej stronie oceanu nowy kraj, który nie ma czego łamać, bo nie ma jeszcze swoich zasad. Który buduje swoje mity, szuka form.
Historia poety na tle wydarzeń historycznych jest też historią człowieka, którego przyznam nie polubiłam (chciałbym dowiedzieć się co stało się z dzieckiem jego i jego kochanki, wyzwolonej niewolnicy), ale chyba trochę zrozumiałam. Czytając miałam wrażenie pewnego dystansu autora wobec postaci, choć i świetnej znajomości tej biografii. „(…) fascynuje mnie obraz intelektualisty, który myśli, że jego kraj nie jest tym, czym być powinien i próbuje ukształtować go na obraz i podobieństwo własnego wyobrażenia. I płaci za to cenę”. Tak pisze Capparos. Czasem wyprzedzi fakty, odniesie się do współczesności. Forma powieści historycznej jest dla niego sposobem mówienia o współczesności- zwłaszcza w rozdziałach „Problemy”, które dzielą części historii poety,- ale też w samej narracji.
„Historia służy przede wszystkim temu, żeby zrozumieć, że wszystko stanie się historią”. To jedna z tych książek, które każą szperać w internecie, doczytywać. Powieść, która poza historią jednego bohatera prezentują wiele refleksji autora na temat historiozofii, społeczeństwa, sztuki. Lektura dotykająca wielu tematów, a czytana z perspektywy kogoś z kultury europejskiej, uchylająca drzwi do lepszego zrozumienia świata. I literatury, bo to też książka o znaczeniu literatury w procesie wzrastania- młodego człowiek, a późniejszego pisarza i nowego kraju.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu.Współpraca barterowa.
Martin Capparos."Echeverria". Przeł. Katarzyna Okrasko. Wyd. ArtRAge. Warszawa 2024.
*Jest zaznaczone, że to skrót myślowy, ale dla osadzenia w czasie i roli dziejowej pisarza, to skojarzenie moim zdaniem bardzo trafne! A sama przedmowa opisująca krótko życie Echeverri i Capparosy- świetna!
wtorek, 30 kwietnia 2024
"Przypadki miłosne" dla koleżanki pytam
Zwykle nie czytam poradników, ale zainteresowała mnie forma "Przypadków miłosnych", a że jedną z autorek jest koleżanka, więc usiadłam do lektury otwarta na wrażenia.
wtorek, 16 kwietnia 2024
"Tancerka z Moulin Rouge" żarłoczność z Montmartre
Poznajemy młodą praczkę, która ucieka od niechcianego małżeństwa i zaczyna życie godne paryskiej bohemy. I to życie- konfrontacja oczekiwań i rzeczywiści jest sednem książki. Są występy, oklaski, ale jest też praca na sali tanecznej, walka o swoje miejsce w zespole, waletowanie w garderobie, praca w kwiaciarni. Jest godzenie się na granie roli wyzwolonej tancerki i królowej kankana na scenie, przy kolacji i domu. Lousie żarłocznie rzuca się na życie, zrywa z konwenansami, kokietuje kobiety i mężczyzn, romansuje, pije, pali, żyje tak, jakby jutro miało nie być. Osiąga sukces, ma sławę, pieniądze. Ma też grono wiernych przyjaciół, ale to w gruncie rzeczy tragiczna postać i historia.
Autorce udało się przedstawić postać La Goulue w jej złożoności: dziewczynę z marzeniami, chęcią życia na własnych zasadach, ale też egocentryczną, nieliczącą się uczuciami tych, którzy są dla niej ważni. Dziewczynę ambitną, świadomą swoich atutów, która potrafi długo szlifować układ taneczny i zaskakiwać pomysłami, ale nie na tyle wytrwałą, by w momencie gdy zajdzie na szczyt, na nim zostać na długo. Nieźle jest też przedstawiony Montmartre- z jego nocnym życiem i bohemą. Widać rolę Czarnego Kota w tworzeniu nowej formy, czyli kabaretu artystycznego, a potem pewną rewolucję w rozrywce, jaką był Moulin Rouge. Niestety, opowieść trochę się ciągnie i można ją skrócić, nadając akcji większej dynamiki, tym bardziej, że część wahań i zachowań Louise zaczyna się powtarzać i zlewać. Mam też uwagę do strony edytorskiej- to powieść popularna, ale opowiadająca o konkretnych postaciach i miejscach. Fakt, iż w króciutkim zdaniu zostaje wspomniany siedzący przy fortepianie Eric Satie jest smaczkiem, pozwalającym docenić budowaną przez autorkę historyczną rzeczywistość. I dlatego przydałyby się książce przypisy dotyczące postaci historycznych (w momencie, gdy w nowych wydaniach Biblioteki Narodowej opatruje się przypisem postać Napoleona (!) warto poszerzyć perspektywę czytelników powieści historycznych). I zaskakujący jak brak tłumaczenia pseudonimu panny Weber, który jak doskonale oddaje jej postać i charakter (jasne, to żaden problem sprawdzić w necie, ale warto ułatwić czytelniom życie).
To historia o kabarecie- świecie śmiechu, beztroski, zabawy. I o jego drugiej, znacznie mniej kolorowej stronie. O ludziach, którzy dawali innym chwile rozrywki, a sami, poszukując szczęścia i spełnienia, miotali się między bardzo różnymi uczuciami. Którzy tak samo jak publika, uciekali do Moulin Rouge, by tam na scenie zasłużyć na oklaski i poczuć się na miejscu. Tylko przez chwilę. Odbijając się w oczach nieznanych ludzi, którzy mogą okazać się za chwilę (i często tylko na chwilę) użyteczni, ważni.
To historia, która zostawia czytelnika w poczuciu smutku. A smutek robi się głębszy w momencie, gdy pomyślimy, że losy podobne do panny Weber miało wiele ówczesnych tancerek, ale one nie stały się nawet na chwilę gwiazdami z plakatu Lautreca.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu.
Tanja Steinlechner. "Tancerka z Moulin Rouge". Przeł. Agata Chmielecka. Wyd. Marginesy. Warszawa 2024.
niedziela, 30 lipca 2023
"Pamiatkowe rupiecie". O Szymborskiej raz jeszcze
Lubię biografie, które łączą człowieka i dzieło (bo ze względu na dzieło chcę poznać twórcę). Lubię biografie, w których znać szelest archiwów i trzask wyłączanego dyktafonu. Rzeczą niezwykłą jest, gdy piszący spotyka się z tym, o którym pisze. I potem, przez lata i kolejne wydania, uzupełnia biografię. Tak jest w przypadku „Pamiątkowych rupieci”.
Nie da się krótkiej notce zawrzeć wszystkich aspektów książki, która po prostu trafia w mój wzorzec biografii: łączącej fakty, zdjęcia, listy, rozmowy, myśli zebrane i analizy, z cytatami z twórczości. Tym bardziej, gdy bohaterka biografii, czyli Szymborska, podkreślała, że to, co chce o sobie powiedzieć przekazuje w wierszach i rzadko mówiła o sobie i udzielała wywiadów. Anna Bikont i Joanna Szczęsna, trochę wbrew Szymborskiej, która była zwolenniczką czytania dzieła w oderwaniu od biografii, włączają w swoją opowieść fragmenty wierszy noblistki i kilka utworów innych osób. I moim zdaniem wychodzi to całości na dobre. Bo jednak życie odbija się w tekście.
Książka z jednej strony poukładana, chronologiczna, wynikowa i faktograficzna. Z drugiej pokazująca emocje; człowieka, kobietę, pisarkę. Rozdziały osadzone w historii (dzieje rodziny, początki twórczości i wiersze socrealizmu, transformacja, Nobel), przeplatane są tymi o wyjątkowych znajomościach (Barańczak, Miłosz) i miłościach (Włodek, Gawlik, Filipowicz), o ważnych i mniej poważnych aspektach literatury- domu przy Krupniczej, grach literackich, przekładach (świetny rozdział o tłumaczeniu poezji, która jest znaczeniem, brzmieniem i kontekstem słowa i dlatego czasem bywa przepisywana, a czasem nieprzekładalna). Książka prezentująca to, co zapisane i to, co niechwytne, a wynikające z relacji, rozmów, opowieści, atmosfery. Oparta na listach, artykułach, teczkach (ta bibliografia i przypisy!) , ale i wspomnieniach tych, którzy dziś już też są legendami kultury–Lipska, Krynicki, Latawiec, Musierowicz, Balbus. I, co równie ważne, książka napisana tak, że czyta się doskonale.
Szymborska pisała, że jest w niej „zachwyt i rozpacz”. To jest też w „Rupieciach”. Jest też powaga i ironia, dowcip i refleksja, lekkość oraz artystyczna świadomość, kształtująca się przez lata. Chyba mogę zaryzykować, że w „Rupieciach” jest wielowymiarowa Szymborska (choć jeszcze ze swoimi, należnymi każdemu człowiekowi, tajemnicami). A to, paradoksalnie, nie jest oczywiste w biografii.
O wierszach Szymborskiej moje słów kilka
Z książkę dziękuję wydawnictwu, współpraca barterowa.
Anna Bikont, Joanna Szczęsna. "Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej". Wyd. Agora. Warszawa 2023.
(1).jpg)




(1).jpg)





