środa, 7 stycznia 2026

"Poniedziałek z matchą" wychnieniowo na 12 miesięcy

 

Czego najbardziej życzymy sobie na nowy rok?

Miłości, życzliwości, zrozumienia, bezpieczeństwa, odwagi. I o tym opowiada w 12 historiach na12 miesięcy  Michiko Aoyama w "Poniedziałku z matchą". Zaczyna się od styczniowego spotkania z matchą w znanej z "Kakao w czwartki" kawiarni, ale potem ruszamy za bohaterami w ich historię. Autorka oddaje głos postaciom, a w kolejnych historiach swoje opowieści snują ci, którzy są ważnymi lub pobocznymi bohaterami poprzednich historii. Dziewczyna ma swoją opowieść i przyjaciółkę. Przyjaciółka wraca do domu i spotka swoją babcię. Babcia prowadzi nas w następny miesiąc, opowiadając o sobie i dopełniając historię wnuczki. I tak to się toczy... Różne punkty widzenia, a te same wydarzenia, bohaterowie w różnym wieku ze swoimi sprawami, marzeniami i niepewnościami. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji, bo nie akcja jest tu najważniejsza. Ważna jest chwila, która dzięki odwadze, szerszemu otwarciu oczu i ustawieniu się w innym miejscu, pozwala coś zrozumieć i zmienić.  Kolejna azjatycka literatura wytchnieniowa, która pokazuje, że wiele rzeczy jest możliwych, a wielkie zmiany mogą zacząć się od małego kroku. Spokojnie, dość powierzchniowo trochę bardziej przypowieściowo niż powieściowo. Ale z nadzieją, a czy to nie jej życzymy sobie tak często?

Plusem historyjek jest to, że cały czas jesteśmy w Japonii i przechodzimy przez rok, dowiadując się ciut o kulturze kraju kwitnącej wiśni i świętowaniu tam np. początku wiosny, walentynek czy Tanabata. Dla fanów zielonych płynów są też przypisy (nie: przepisy!) o rodzajach matchy.

Jednym z elementów azjatyckich comfot booków są książki. Tu też pojawią się antykwariat, komiks przenoszący do lat dzieciństwa i kot, który zauważa, że czytający ludzie są piękni. "Chociaż siedzą tu na miejscu, wiem, że są w podróży. Niby zastygli bez ruchu, ale widać, że wykonują jakieś działanie".  Czytając "Poniedziałek..." można się wyciszyć, uspokoić, nabrać nadziei, może coś zrozumieć i zapamiętać, a może miło zająć czas i ulecieć myślami. Pozornie bez ruchu.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu.   

 Michiko Aoyama "Poniedziałek z matchą". Przeł. Barbara Słomka  Wyd. Relacja. Warszawa 2026. 

 

wtorek, 30 grudnia 2025

CYNAMONY 2025

 

Znów minął rok i znów moje Cynamony (12 raz!). To był rok dobrych książek, ale bez ekstatycznego zachwytu powieściowego. To był rok powrotów i nowości.  

Naj, naj cynamon (i jednocześnie cynamon muzyczny) "Maria Callas. Primadonna stulecia" na takie wznowienia warto czekać. Świetnie napisana biografia o kobiecie i artystce. Callas miała życie jak z powieści, ale trzeba jeszcze te nici powiązać i opisać tak, by widza zaciekawić i dać mu wielowymiarowy obraz, autorce udało się to znakomicie. 
 Kryminalnie "Ostatnia zagadka" kryminał z zagadką, ale i opowieścią o samym kryminale. Klasyczny, z klimatem starego Hollywood, a jednocześnie wciąż zaskakujący i autotematyczny.  
 Klasyka "Hrabia Monte Christo" dowód, że chociaż specjaliści mówią, jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało, to wejście w TAKĄ powieść jest spotkaniem, któremu nie dorówna żadne ekranizacja i streszczenie.   
Literatura wytchnieniowa. "Haiku" w przekładach Miłosza. Poezja pozwalająca się zatrzymać i pobyć w tej właśnie chwili. Historyczna, współczesna i ponad granicami czasu i geografii.   
 Powieściowo. Ponieważ nic nie zrobiło na mnie aż tak wielkiego wrażenia wybrałam książkę, którą czytałam z zainteresowaniem i przyjemnością. "Mistrzyni szkła", czyli opowieść o Wenecji i pewnej dziewczynie, która dorasta wraz z miastem. Udane połączenie historii, fabuły i szkła z Murano z bohaterką, z która spędzamy 400 lat.  
 Akcja. Z okazji 250. rocznicy urodzin Jane Austen i różnych akcji internetowych związanych z tą autorka powróciłam do jej książek i był to powrót momentami pełen humoru, czasem zaskoczeń (tyle w jej książkach o pieniądzach!) , zawsze poczucia powrotu do dobrze znanych literackich klimatów, które się nie nudzą.  
 Pokruszony cynamon. "Cały ten błękit". Książka, która miała być  piękną literaturą piękną, a była dla mnie przegadaną i kiepsko napisaną obyczajówką, której bohaterowie wzbudzali irytację i przewracanie oczami.
Zaskoczenie. "Ziemianie". Powieść japońska, która jednocześnie odpycha i przyciąga, odstręcza  i mówi, by czytać dalej. Z obrazem świata, w którym nie chce się być. Dyskomfort book. Nie dla każdego, ale siedzi w głowie.  
Samych dobrych stron w nowym roku! Zachwytów, przyjemności, zaskoczeń, nowości i klasyki.   

  

 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

"Hrabia Monte Christo" i bohaterowie z historią

 


Są książki, które się zna, mimo iż się ich nie czytało. Historie wielokrotnie przejmowane przez kino, opowiadane w skrawkach w innych książkach.  Czasem ma się wrażenie, że nie ma po co po nie sięgać, bo przecież wszystko się o nich wie. I tu wchodzi  Monte Christo.
Widziałam filmy, czytałam o Dumasie. Ale to i tak nie mnie to przygotowało na rozmach tej powieści.

Spodziewałam się przygodówki o zemście. Dostałam rozważania o przemianie, winie, karze, wierze, miłości, przebaczeniu. A przede wszystkim dostałam masę postaci z własnymi historiami. Plan zemsty Edmunda Dantesa, choć genialnie opracowany, to nic przy mistrzowskim planowaniu wątków samego Dumasa. Postaci wkraczają na scenę z własną historią, przeszłością, która pozwala nadać im lepsze miejsce w całej opowieści. Gdyby ktoś chciał szybko wydać książkę z elementami retellingu, w "Hrabim..." znajdzie aż zbyt wielu doskonałych bohaterów.
Wątki, historie polityczne, wydarzenia, pozornie nieznaczące reminiscencje Dumas trzyma pewnie i wyciąga w tak narracyjnie jasnym porządku (a przy tym zaskakującym), że zdaje się magikiem opowieści (nie na darmo Edmund trafia do groty z Orientu, bo czar snucia opowieści drży w powietrzu). Miłość, zemsta, spisek, młodość w zderzeniu z dojrzałością (najpierw Edmunda i księdza w twierdzy If, potem hrabiego i młodzieńców). Plan z wykorzystaniem bajońskich sum i ćwiczonej w lochach cierpliwości.

Jedna z najbardziej widowiskowych przemian bohatera, który z prostego i prostodusznego marynarza staje się tajemniczym bogaczem, którego starannie budowana sława onieśmiela. A są jeszcze pewien ksiądz i bankier. Hrabia budzi współczucie, złość, podziw, strach, jest po ludzku skomplikowany i literacko doskonale nieoczywisty. Zresztą większość postaci nie jest czarno-biała.

Pomysły Dumasa cały czas robią wrażenie, a raz wpadnąwszy w tę historię chyba nie sposób będzie jej zapomnieć (kto dziś, nawet w powieściach historycznych, tak pięknie używa imiesłowów uprzednich!).

Mogę trochę pomarudzić na zakończenie, bo żal mi Mercedes, a hrabia odpływa z Heyde na Wschód (te romantyczne ciągoty do Orientowi)...Ale na pocieszenie dostajemy cytat wieńczący setki stron:
"Póki Bóg nie raczy odsłonić przyszłości ludzkiej, cała ludzka mądrość będzie się mieścić w tych paru słowach: Czekać i nie tracić nadziei."

Warto poznać dogłębnie, co zna się tylko pozornie! 
 
Aleksander Dumas. "Hrabia Monte Christo". Przeł. Klemens Łukaszewicz. Wyd. Świat Książki.     


wtorek, 16 grudnia 2025

"Gwiazdka". Dziewczynka z nadziejami

 


"Ale ja nie mogę nie mieć nadziei. Taki już mam mózg".

 Ronja nie jest córką zbójnika, a przynajmniej nie tego. Jej tata nie potrafi utrzymać pracy i pieniędzy, zbyt często odwiedza "Przyjaciół" (którzy powinni nazywać się Wrogowie). Gdy nie pije jest kochający, dobry, ale nie ma go, gdy pije. Ale życie toczy się dalej i Ronja razem ze starszą siostrą Melissą muszą sobie radzić. I robią to po swojemu. A nadchodzą święta.

"Gwiazdka" to opowieść krótka, ale wielowątkowa (w tle przemykają kwestie starości, migracji, dorastania). Poruszająca i dająca do myślenia. Nie ma tam lukrowanej świątecznej historii, jest ból, jest sprzeciw, ale i nadzieja. I zakończenie, które można interpretować na kilka sposobów.  
Autorka, pisząc o dwóch córkach samotnego ojca z problemem alkożyciowym, pisze o nadziei młodszej i o szybkim dorastaniu tej starszej, która zawsze ratuje sytuację. Pisze o wsparciu starszego sąsiada, marzeniach, do których się ucieka, o pułapkach kapitalizmu i szkolnym woźnym, którzy sporo widzi.

Nie ma tu świątecznej magii? zapytacie. Jest! Najbardziej prawdziwa, bo bez świątecznego filtra. Tą magią i prawdą jest nią nadzieja. Nadzieja na przyszłość, normalność, na wyprawę do domu na wyspie, a na razie chociaż na choinkę. To jest bez wątpienia powieść świąteczna, która ma nas obudzić. 

Jest w tej książce skandynawska zwięzłość myśli połączona z baśnią. Przecież Andersen, ten smutny baśniopisarz, był Skandynawem. I właśnie jego "Dziewczynkę z zapałkami" czyta Ronja i do baśni nawiązuje cała historia. Smutna. Ale przecież jej zakończenie ma przynajmniej dwie możliwości interpretacji! I tak jest i w "Gwiazdce".

W święta dobrze jest się poczuć dzieckiem, który ma mózg pełen nadziei. Ale dobrze i docenić to, co się ma. A może i szerzej otworzyć oczy na to, co dookoła. I na innych. Nie tylko raz w roku.
 
 Za książkę dziękuję Wydawnictwu. 
 
Ingvild H. Rishøi, "Gwiazdka". Przeł. Katarzyna Tunkiel. Znak Koncept.    Kraków 2025. 

środa, 10 grudnia 2025

"Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach" i sile opowieści

 


Czy wiedzieliście, że Leonardo da Vinci miał budować most w Konstantynopolu? A gdy jego projekt odrzucono, zlecenie przejął Michał Anioł i trafił na dwór sułtana Bajazyda II? Tyle historii. Reszta jest opowieścią.

 I to właśnie opowieść była w tej książce dla mnie najważniejsza. I to opowieść z tradycjami: europejskimi listami i  wschodnim snuciem historii. Opowiadana przez narratora patrzącego na Michała Anioła w nowej dla niego rzeczywistości i dopowiadana przez tajemniczą postać, która rozumie świat i żyje na styku sztuki i codzienności, marzenia i rzeczywistości, miłości i śmierci.  Opowieść z orientalno-historycznym klimatem niesionym przez tajemnicze słowa i momentami  archaizowaną składnię. 
 
"Mężczyźni (...) chwytają się opowieści, wystawią je naprzód niczym sztandary" mówi tajemnicza kobieta.  Mathias Enard, francuski pisarz, którzy studiował perski i arabski, łączy Wschód z Zachodem. Mówi o młodym artyście, który wyjeżdża z Rzymu zrażony układami i intrygami i trafia na dwór sułtana, gdzie też kopanie dołków, donosicielstwo i plotki mają się doskonale.  Prowadzony przez zaułki miasta artysta trafia do gospody, na onieśmielający bogactwem dwór, spędza godziny w warsztacie, przygotowując plany mostu i odganiając od siebie myśli o pewnej kaplicy.  Myśli o tym, co i kogo kocha, kim jest. Martwi się o pieniądze, pije, bawi się z małpką i szuka odpowiedzi.  

Ta krótka historia, taki mały fresk literacki, to też kilka refleksji o sztuce i artystach. O tym, co uwzniośla, upiększa, zakrywa rzeczy małe i niegodne. Czy sztuka, tak jak opowieść "o bitwach, królach, o słoniach i o cudownych istotach" jest "jedynie perfumowaną zasłoną skrywająca wieczny ból nocy"? Autor bardziej szuka odpowiedzi niż mówi wprost. I może w tym tkwi ta freskowa lekkość opowieści, że autor maluje, zaznacza tematy, ale ich nie wykańcza, nie stawia kropki, tak jak Michał Anioł nie stawiał cegieł w swoim zaplanowanym tylko moście.  Plany i opowieści mają swoje ulotne piękno.

To nie jest książka do łapczywego czytania, do przeżywania i przeżuwania zawartych w nim tematów, do połykania. To raczej historia, który omiata mgłą, ulotnością i może po sobie zostawić woń orientu, jeśli nie zdmuchnie jej inna, intensywniejsza lektura.  
 
Za książkę dziękuję wydawnictwu. Współpraca barterowa.  
 
Enard Mathias,  "Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach". Przeł. Filip Łobodziński. Wyd. ArtRage. Warszawa 2025. 

środa, 26 listopada 2025

"Haiku". Takość olśnienia

 

Haiku.
Zdaje się, że ta poetycką forma, mimo 400 lat, właśnie dziś jest nam bardzo potrzebna. Krótka. Zamknięta w ramach 5, 7 i 5 sylab rozłożonych na 3 wersy. Wydaje się, że w czasie, gdy umiejętność skupienia spada, a zwięzłość przekazu jest hitem i hookiem, haiku powinno być na fali.

Trochę sobie żartuję (albo i nie). Bo nie tylko o formę i 17 sylab chodzi. Tym, co od czasu poznania haiku mnie do niego ciągnie, jest, co cytując Basho przywołuje Miłosz "wyzbycie się siebie, czyli całej bebchowatości składającej się na to, co nazywamy  "ja", i przeniesienie się w oglądany przedmiot, bo tylko wtedy możemy uchwycić jego "takość" (sechness)."  Ta zmiana perspektywy, punktu przyłożenia oka, serca i pióra. Nie: nasze zachodnie "ja", ale stanie się częścią czegoś większego, przypatrywanie się światu nie z własnej perspektywy, ale ze środka. I wtedy melony, żaby, muchy, liście są tak samo ważne i tak samo poezjo-i zachwytotwórcze.

Haiku w przekładach Miłosza to rzecz o tyle ciekawa, że zapożyczająca formy literatury japońskiej z języka nie-oryginału oraz prezentująca różne odczytania formy  po angielsku, bo Miłosz tłumaczy  japońskich klasyków z angielskich przekładów i współczesnych twórców z angielskich oryginałów. Taka fuzja poezji ponad językami. Nie trzyma się też reguł liczby sylab. Czy to ujmie zachwytu? Nie! Teksty mają swoją wewnętrzną siłę.

Świat przyrody, w którym chyba najłatwiej poczuć się częścią całości, marzenia, żałoba to tematy, które podejmowali historyczni autorzy i które pojawiają się współcześnie. I chociaż użycie jako miejsca akcji parkingu jednoznacznie pokazuje współczesność to dla mnie dowód, jak wiele mieści ta forma i jak bardzo dostosuje się do czasów, malując lasy z XVII w. i dzisiejsze miasta. Bo księżyc przynoszącym kwiaty świeci dziś i świecił tak samo tej nocy 300 lat temu.

Ponadczasowe zatrzymania, olśnienia tym, co tu i teraz. Dźwięki, obrazy, ból pamięci i nadeptywania na grzebień tego, kogo już nie ma, zmienność pór roku i pór życia. Do czytania, myślenia, zapominania i wracania. Bardzo warto!
Piękne wydanie,idealny prezent dla kogoś lub siebie.
 
 


 

 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu.  
 
 "Haiku". Przeł. Czesław Miłosz. Wyd. Znak. Kraków 20225.  

czwartek, 20 listopada 2025

"Neapol słodki jak sól" między historią, praniem a literaturą

 


Zobaczyć Neapol i umrzeć? A może żyć tam? 

Byłam w Neapolu tylko dzień ponad 20 lat temu i pamiętam wielkie wrażenie jaki zrobił Teatr San Carlo i niezwykłe światło, na które trafiliśmy w dzień, gdy na przemian były słońce i chmury.

Piotr Kępiński opisuje to, co szybko i stereotypowo kojarzymy z Neapolem - życie na ulicach pod suszącym się praniem, camorrę (oraz jej popkulturowe i serialowe wcielania), kuchnię z najlepszym limoncello i, o oczywiście, piłkę nożną. Ale pojawiają się też inne tematy - współdziałanie lokalnej społeczności czy kwestia neapolitańskich cmentarzy i miejskich podziemi.
We wszystkich opowieściach wybrzmiewa głos autora, jego wspomnienia z pierwszych i kolejnych wizyt w Neapolu, ale także mnóstwo głosów jego rozmówców- zwykłych mieszkańców, przedsiębiorców czy pisarzy, takich jak Roberto Saviano autor bestsellerowej „Gomorry”.

Neapol to także miasto akcji powieści pisanych przez jedną z najbardziej tajemniczych postaci współczesnej literatury, wspominaną i tu Elenę Ferrante. Wątków literackich jest w reportażach więcej, bo miasto przyciągało artystów. Wśród tych, którzy dobrze poznali Neapol byli także Marian Brandys i Gustaw Herling-Grudziński, któremu Kępiński poświęca cały rozdział, ale autor „Dziennika pisanego nocą” kilkukrotnie powraca na kartach tej książki.

W literackich szkicach, jak w Neapolu, łącza się tematy poważne z bardziej błahymi, pojawiają postaci historyczne i współcześni celebryci. Czytelnicy mogą powędrować pocztówkowymi uliczkami Capri, ale też zajrzeć w mało reprezentacyjne zaułki. Poznać dawnych mistrzów sztuki i bohaterów współczesnej zbiorowej wyobraźni. Po tym świecie pełnym barw, kontrastów, krzyków, ale też momentów wyciszenia prowadzi Kępiński niczym najlepszy cicerone - wybierający najciekawsze zjawiska i opowiadający o nich z lekkością, błyskotliwością i erudycją.

Kto jedzie do Włoch, a kto wybiera wycieczkę literacką?
 
 Piotr Kępiński. "Neapol słodki jak sól". Wyd. Czarne. Wołowiec 2025.